Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

MILCZĄCY ZAPOMNIENIEM. (mroczne opowiadanie mystery)

MILCZĄCY ZAPOMNIENIEM

(mroczne opowiadanie mystery)

 

Uważa się, iż wiedzenie spokoju życia, jest czymś... "zupełnie normalnym". Co jednak, kiedy własną zwyczajnością: nie jest ono takim, jak sobie wyobrażasz?..

 

PROLOG

 

Przedwieczorny półmrok, zdawał się smużliwością wstęg cieni, spowijać chłodem podmuchów jesiennego wiatru, nie tylko tkwione rzeźbieniem w kilkuwiekowości słojennie sęczastej faktury ram: emanujące blaskiem naftowego zapału lamp, tafle. Które obliczem nadanym kunsztownym tkem bawełny firan, zdawały się kryć ciężkością falban lnianych sztor: przytańczywszy rytmem kolebiących je oddechów. Nie wszystkie będąc nadane ostatnim tchnieniem, zwały doczesnością ów moment egzystencji: której bieg, nie każdemu zwiastował obecny brak światła życiowej świecy: tkwionej wobec mosiężnego kandelabru Zaświatów.

 

1.

 

Jako zwyczajnie Zamiejska izba chałupy, wolała nie wzmagać ciepłem palenisk, zaciśnięcia dotyku śmierci: rozkładem śródtrumiennie spoczętego ciała, stygłego chłodem pożegnania z doczesnościa. Nikły blask pszczelowoskowych świec, przebłyskiwał śpiące nim oblicze: granicą trumiennego drewna, ujęte pośród żyjących. Jakby słuchając ruchu zegarowego wahadła, zdało się oczekiwać: nie tyle spoczęcia dnem grobowej czeluści, jak wybrzmiewu lanego mosiądzem, cmentarnego dzwonu: ujętego zimnym dotykiem dłonią Zmarłego... trwającego pochodem, wobec oczekującej go czerni Zaświatów.

 

Okryte szytym w zdobny falban lnianego całunu, lustro: milczało przed wzrokiem czuwających: mgielnym obliczem spoczętym zgonem: w trumnie, oparami chłodu Zaświatów: majaczącego nawoływaniem. Gdy bezźrenicznie szklistym śmiercią spojrzeniem: uronił łzę... nad żegnającą go doczesnością.

 

Odwiedzeni od modłów litanijnych, zamarli tchem wzrok: wobec drzwi wejściowych, umkniętych kowalskim żelazem sztaby: brzmiąc po trzykroć postukem.

 

Jako dusza odeszła, o powrót żywych pyta... skoro oni wśród Zmarłych: także niebawem zawitają...

 

Nieopodal poranka, nim piej koguci wybrzmiał: wieko zamknąwszy nad zmarłym, poczęli trumnę żelazem gwoździ pieczętować... a każdy wystuk młota, drzwi chałupy słuchem odwodził...

 

Jak słońce horyzont witać zaczęło: nieboszczyka doczesność trumienną, nogami przeciwnie do progu, z pośród żywych zabrali: drogą ostatnią zwawszy: gdzie grób oczekuje w oddali...

 

EPILOG

 

Gdy tylko otworzył oczy, ostatni łyk powietrza mu pozostał: uchodząc myślą, iż własnym życiem: był doczesnym ciężarem...

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania