Milena

Milena

 

Światło zachodzącego słońca rozświetlało jej delikatne jasne, kręcone włosy, krople na szybie wydawały się współgrać z łzami płynącymi przez rumiane policzki. Rytmiczny stukot szpilek przykuł jej uwagę na wyłożoną kostką drogę wśród zabudowań, o tej porze rzadko ktoś tędy chodził. Kiedyś mieścił się tu plac zabaw a w zasadzie kilka drewnianych domków.

Te domki to było dzieciństwo, raz przybierały kształt indiańskich namiotów raz himalajskich wzgórz kiedy indziej były to sklepy, a walutą w nich kamyczki z pobliskiej żwirowej drogi. Bawiła się ze wszystkimi dziećmi w okolicy do późnego wieczora, aż ojciec nie wzywał jej i Krzysia do domu.

Spojrzała na zdjęcie brata nad biurkiem, spoglądał na nią wielkimi błękitnymi oczami osadzonymi tuż pod nieokrzesaną grzywką. Nie mogła uwierzyć jak szybko na zdjęciu zbiera się kurz, ani w to, że on od ośmiu lat nie żyje. Spojrzała na swój pokój jakby chciała zrobić w pamięci jego zdjęcie, nie wierzyła że może to wszystko zostawić – wyjechać jak inni, opuścić dom tak jak zrobiła to matka. Zastanawiała się co będzie jak ucieknie, nic jej tu nie trzymało, a dudniąca jeszcze w uszach kłótnia z ojcem tylko podsycała tę chęć.

Umówiła się z Patrykiem na dworcu centralnym, mieli pojechać do jego mieszkania w Gdańsku. Ojciec od początku Patryka nie akceptował, zwykł mawiać: „ja to już takich znam”. Milena nie wiedziała czy go kocha, ekscytowało ją to, że w ogóle ma chłopaka, z czasem zaczęła go lubić. Uwielbiała wspominać to jak zabrał ją na tygodniowy rejs po mazurskich jeziorach, a urocze zakłopotanie, które czuła gdy śpiewał dla niej na kei wciąż było żywe. Za pieniądze z kawiarni nigdy by nie wyjechała na żadne wakacje. Pracowała ciężko, żeby zadbać o dom, a i tak większość pieniędzy ojciec przepijał. W jej domu będzie inaczej, widok na morze, porządek, ona wyjdzie za mąż i po prostu będzie szczęśliwa. Patryk miał 24 lata był starszy od niej o dwa lata tyle samo co Krzyś i na pewno trochę go jej przypominał.

Drogą przejechał motocykl przywołało to wspomnienia jednośladu, kupionego przez ojca będącego przedmiotem ostrych, niekończących się kłótni między nim a matką. Myślała o tacie, przypominała sobie radosne wspólnie spędzone chwile, gdy rozśmieszał ją wsadzając śliwki w policzki, pomagał z zadaniami z fizyki… Szybko jednak przypomniała sobie jego oblicze, którego nienawidziła. W przypływie strachu stwierdziła: muszę jechać! Patryk mnie ocali, porwie mnie w przygodę życia.

Słońce się chowało, znowu zebrały się chmury, nieliczne krople deszczu pokrywały powoli asfalt, szła szybko, stanowczo z małą torbą. Gdy dojechała do centrum było już całkiem ciemno, a budynek dworca wyłaniał się zza mgły. Patrzyła na niego, stał na peronie podenerwowany, pociąg podjechał, wszedł na schodki w wagonie wypatrywał jej i zobaczył jak stoi wpatrzona w niego przy barierce powyżej peronu. Machał i krzyczał Milena! Chodźże! Przeraźliwy świst zagłuszył jego wołanie, drzwi się zamknęły patrzył na nią, ona na niego ze spojrzeniem nie wyrażającym żadnego uczucia.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Pan Buczybór 17.09.2017
    Kurczę, jest trochę błędów, historia miałka, niezbyt oryginalna. Także, pracy przed tobą całkiem sporo, ale warto. Pozdro.
  • Ela.Dalia 18.09.2017
    Bardzo dziękuję za komentarz! Jestem świadoma ogromu pracy przede mną, to była moja pierwsza próba. Pozdrawiam! :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania