Miłość…
Piszę wiersze o miłości,
choć nie wierzę, że ją przeżyję.
Nie jestem stworzona dla niej
miłość wybiera tych,
którzy znają jej smak
i rozpoznają ją w swoim sercu.
A ja naiwna nastolatka
czuję ją do ludzi,
którzy minęliby mnie bez słowa,
bez spojrzenia,
jakbym była tylko cieniem na chodniku.
Nie umieliby napisać o moich oczach
niebieskich jak letnie niebo,
gdy słońce rozświetla ich jasność.
Nie wspomnieliby o uśmiechu,
który przypomina ciepło domu,
ani o włosach,
tańczących z wiatrem,
jakby miały własny tor i własny cel.
Nie dostrzegliby nawet
tego jednego dołeczka w policzku,
który kryje się w śmiechu.
Nie widzieliby we mnie nic wyjątkowego
tylko zwyczajną dziewczynę na ulicy,
a nie miłość swojego życia,
nie przyszłą żonę,
nie matkę ich dzieci.
To nie dlatego, że jestem brzydka
bo nie jestem.
Ale i pięknem modelki nie olśnię,
nie mam tych rysów ostrych jak wyrzeźbionych dłutem,
ani spojrzenia, które kazałoby światu
zatrzymać się choć na chwilę.
Jestem przeciętna, zwyczajna…
dziewczyna, która nie wchodzi do pokoju
i nie przyciąga od razu spojrzeń,
która nie zostawia za sobą szeptów podziwu,
która tonie w tłumie tak naturalnie,
jak kropla wody w oceanie.
I właśnie dlatego
nie zatrzymaliby na mnie wzroku po raz drugi.
Może pierwszy z ciekawości,
ale zaraz potem minęliby obojętnie,
szukając kogoś, kto lśni jaśniej.
Nie jestem dziewczyną z ich snu,
ani muzą, gdy piszą wiersze.
Nie jestem ogniem, który pali,
ani światłem, które oślepia.
Jestem raczej ciszą między słowami,
tłem, którego nikt nie opisuje,
choć to właśnie ono utrzymuje obraz w całości.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania