MIŁOŚĆ? MŁODOŚĆ? NIE! ŚMIERĆ. część 8
- Co? Jak to? Rodzice nie żyją! Aż tak ich nienawidzicie? Czy to takie trudne uszanować ich śmierć? - tak naprawdę nie wiem co powiedzieć. Brak mi słów.
- Jeśli ktoś ma jej o tym powiedzieć to na pewno nie ty. Renia chodźmy do salonu i usiądźmy – ciocia Aurelia prowadzi mnie do salonu pozostawiając Magdę samą.
Wygodnie siedzimy.
- Renato nie wiem tak naprawdę od czego zacząć – ciocia waha się.
- Najlepiej od początku.
- Mówiłam ci ostatnio, że miałam dziecko. Urodziłam mając 15 lat. Nadałam jej imię Monika. Rodzice wyrzucili mnie z domu, bo nie chciałam oddać dziecka do adopcji. Twoja mama była już wtedy dorosła i mogła na to jakoś wpłynąć. Była co prawda w ciąży, ale nawet nie wsparła nas finansowo, ani nie przemówiła do rozsądku rodzicom... Na szczęście miałam Mateusza. Był starszy. Zamieszkaliśmy razem. On poszedł do pracy. Rodzice zgodzili się na ślub i wspólne mieszkanie. Mimo, że było nam ciężko to dawaliśmy rade. Moja teściowa i teść nam pomagali. Niestety Mateusz zginął na motorze. Monika miała cztery latka… Pamiętam jak cierpiałam. Nie mogłam już nic zrobić. Wiedziałam, że sobie nie poradzę. Kilka miesięcy po jego śmierci przyszła do mnie twoja mama. Powiedziała, że mi pomoże. Zaufałam jej. Tak bardzo jej wtedy potrzebowałam. A ona mnie oszukała… Pamiętam jej słowa… Mówiła: „Zrobiłam to dla twojego dobra. Wyjedź stąd. Ułóż sobie życie. Tu jesteś uważana za tanią sukę.” - ciocia przerywa płaczem. Nie mogę w to uwierzyć! To z tego powodu przeprowadziliśmy się ze wsi do Wrocławia, a teraz do Krakowa? Żebym nie wiedziała…
- Ciociu, ale… Co ona zrobiła?
- Razem z mamą zabrały mi dziecko i oddały. Podobno jakiejś rodzinie, która miała świetnie się nią zająć. Uwierzyłam. Pojechałam do Londynu, do Magdy. Ale już nigdy nie wróciłam. Aż do ich śmierci.
- Nie chciałaś odszukać swojej córki? Za pewne jest w moim wieku. A ty nawet nie wiesz kim jest i co robi… - odparłam z niedowierzaniem. Jak można porzucić własne dziecko?
- Mylisz się Renato. Odnalazłam córkę.
- Kto nią jest? I dlaczego mówisz, że moi rodzice są potworami? Nic nie zrobili! To ty oddałaś swoje dziecko.
- Nie znasz jeszcze całej prawdy – odpowiada z nienawiścią w oczach.
- Aurelia dość! Nie pozwolę ci zniszczyć jej życia! To, że jej matka zniszczyła życie twojej córce to nie wina Renaty! - wpada ciocia Magda do salonu z krzykiem. Jestem tak zszokowana, że… Najchętniej bym… Umarła.
Komentarze (15)
"usiadamy" [*]
ok naniosę poprawe.
"Co? Jak to? Rodzice nie żyją? Aż tak ich nienawidzicie? Czy to takie trudne uszanować ich śmierć?" - o co tu chodzi?
W ogóle, wcale nic nie rozumiem z tego tekstu...
Ginny Co? Jak to? Rodzice nie żyją? Aż tak ich nienawidzicie? Czy to takie trudne uszanować ich śmierć?" , mój błąd powinno być rodzice nie żyją i wykrzyknik. Chodzi o nawiązanie do poprzedniej części.
Ginny jeśli nie czytasz po kolej to można się pogubić. Poza tym nie ma tu nic nie do zrozumienia.
"Najchętniej bym… Umarła." - nie pisz o rzeczach, na których się nie znasz.
Bo to takie puste...
Wiem co piszę. Myśle po prostu, że nie znasz całej historii tego opowiadania.
Nie, i nie zamierzam jej poznać ;p
Cała historia opowiada o wielu trudnych sprawach. Bohaterka ma dość życia. Jest załamana i najchętniej popełniłaby samobójstwo. To tyle wyjaśnień z mojej strony. Czytasz jedną część i myślisz, że wszystko wiesz? No to się mylisz.
anonimowa kasia, wymień te trudne sprawy, proszę, bo czytać nie zamierzam ;p
Ginny śmierć rodziców. Ciągle nieudane związki. Przeprowadzka kompletnie w nowe miejsce. Wieczne problemy, tragiczny wypadek podczas przyjęcia i śmierć wielu ludzi. A teraz okazuje się, że jej rodzice wcale nie byli tak dobrymi ludźmi jak Renata myślała. Dowiaduje się, że ma przyrodnią siostrę. To tak w małym skrócie. Nie wiem czy widzisz, ale staram się jakoś tobie pomóc. Tak żebyś zrozumiała :) Ale w tym momencie przesadzasz.
anonimowa kasia, do usług. Aż takiego tragicznego życia to nie ma ;P
Ginny jest już następna część :) Każdy ma swoje zdanie, a ja akceptuje twoje. W porządku ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania