Miłosne zeznanie podatkowe2020

Papier jest cierpliwy. W przeciwieństwie do mnie i moich uczuć. Wiosna absolutnie nie pomaga. Wybudza mnie zbyt wcześnie, śni o miłości nie tylko platonicznej. Ale ja już nie szukam - krzyczę zlana potem - teraz pozwolę się znaleźć , co w moim umyśle jest jednoznaczne. No tak o miłości będzie, choć w sumie to dobry czas by pisać o finansach. Nałożyło się bowiem – szaleństwo hormonów i składanie zeznań podatkowych. Pewnie to nie przypadek, miłość plącze umysł i wymusza na nim wpisywanie prawdy w rubrykach zeznań - sprytni ludzie z tych rządzących. Bo jakoś nagle finanse schodzą na plan dalszy, najważniejsza staje się miłość, tym bardziej ważna kiedy jej nie ma. Oczywiście miłość jest zawsze i to olbrzymia, coś na zasadzie zarobków brutto, które nie do końca są odczuwalne. Niebotyczne kwoty oszałamiają, jak to możliwe, że przez rok aż tyle zarobiłam? Jak to możliwe, że było w moim życiu tyle miłości w zeszłym roku a ja tylko jakieś netto zauważyłam?

Netto nie sprzyjało odłożeniu czegokolwiek na gorsze czasy ujawnienia się lęku przed bliskością. Internetowe zakupy pochłonęły wszystko, wraz z iluzją bycia szczęśliwą w związku, który zamówiony dotarł w formie „ zrób to sam” - czyli w częściach, które trzeba było składać, ale nie wszystkie dotarły. Niektóre utknęły na granicy chińskiej.

Tak to więc siedząc nad porozrzucanymi fragmentami, których brak wymusza we mnie użycie wspomnień i wyobraźni, układam sobie związek, który nie istnieje. Nic dobrego z tego nie wynika, choć zawsze dzieje się najlepsze co może się stać.

Dzieją się więc wypieki na twarzy kiedy na mailu pojawia się roczne podsumowanie finansowe. Oj można dostać zawrotu głowy – tyle wypitych kaw, przegadanych roboczogodzin, tyle uniesień skrupulatnie podliczonych przez urząd skarbowy. Nadmiar szczęścia, za który trzeba odprowadzić podatek, czyli różnicę między iluzją a rzeczywistością albo inaczej między wirtualnym światem a tym z parkingu nad morzem.

I nie to, żeby aż tak ciężko i smutno. W końcu na śniadanie dziś zjadłam raffaello, bo kto bogatemu zabroni? Można jeszcze się spodziewać jakiegoś zwrotu z podatku, można albo nie, wiadomo zależy. Tak jak z miłością, która albo się ujawni albo pozostanie w ukryciu wykorzystując luki prawne.

Wiosna to dobry czas. Żonkile to jedyne kwiatki, które rozpoznaję kiedy je zauważam w naturalnym środowisku ich brak neuronów lustrzanych uczula mnie na ich piękno -w końcu to narcyzy- choć każdy żonkil to narcyz ale nie każdy narcyz to żonkil.

A miłość jako brutto i netto jednocześnie przypomina, że zawsze mamy więcej niż zauważamy.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Narrator 9 miesięcy temu
    Przeczytałem z przyjemnością. Oryginalne, uderzające zestawienie idealistycznych marzeń z prozaicznym bytem. Piątka z dużym plusem.
  • BarbaraM Sadowska 9 miesięcy temu
    Dziękuję bardzo
  • laura123 9 miesięcy temu
    Faktycznie, super połączenie miłości z finansami, wszystko jest niewiadomą... 5
  • Józef Kemilk 9 miesięcy temu
    Ciekawe porównanie miłości do zarobków brutto, netto. Interpunkcję można by poprawić.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania