Miłosnopoddańczy

śnijmy niedorzeczną śmiesznostkę o Morzu Balowym,

na środek którego, tuż przed północą, spływają się

drakkary, karawele, brzuchate galeony.

 

na pokładzie każdego – fioki, dystynkcje, tiurniury,

pośród nich – mości państwo śmiertelnie zakochani

we własnych odbiciach. i gra muzyka, w takt której ślepi

egoiści tańczą, wirują nierozważnie. wpadają do wody.

 

a gdzież my? tulimy się na ubożuchnej i stareńkiej krypie

ledwie widząc siebie nawzajem w porannych mgłach.

 

przepływamy bezszelestnie pomiędzy

ziejącymi pustką olbrzymami. niedługo zjawią się

odprowadzacze statków. kolejni ślepcy, baronessy

i lejtnanci, właśnie szykują się, zakładają stroje.

 

dziel też ze mną psi sen o strażniku komnat Pani,

który, gdy nikt nie widzi, zakrada się, by mieć choć

szczątkowy kontakt – z atłasem i jedwabiem, jaki

dotykał ciała Zakazanej Mu. o resztkach ciepła

przenikających na wargi,

o języku na zaschniętych kropelkach.

 

uśmiechnij się na wspomnienie snu o mężczyźnie

stojącym przy bryle soli. i jego usilnych próbach

odlizania z (przyznaj – nieprzyjemnej) przestrzeni

krągłych kształtów. o radości, jaka zwieńczyła dzieło.

Średnia ocena: 3.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • PatrycjuszKR rok temu
    Piękne 5 :)
  • Dziękuję!
  • Senograsta rok temu
    takie skryte kochanie, ubożuchne, zacięte w tym jednak, bo własne i prawdziwsze, titaniki idą na dno czasem, wtedy byle deska musi wystarczyć. Oskar wszedł do szafy i śnił o pielęgniarce, odlizywał z bryły soli jak Pigmalion swoją Galateę.
  • Dziękuję, ładny komentarz!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania