Miś

Siedzę, patrzę na nią i myślę jak bardzo jej nienawidzę. Od tylu lat znoszę jej humory, spełniam zachcianki – ile tak można? Wyobrażam sobie różne tortury, które może gdzieś, kiedyś, w innym życiu dane mi będzie jej zaproponować. Bo, czy się zgodzi to zupełnie inna sprawa. Ona musi zaakceptować wszystko; na wszystko mieć wpływ i o wszystkim decydować. Nawet tyłka nie podetrzesz bez jej wiedzy. Wyobrażasz to sobie?

 

Myślę o tym, że chcę ją zabić.

 

Tylko tobie mogę się wygadać. Nawet nie – wyszczekać. Jakie prawo ma pies? Wyszczac, wykasztanić, wybiegać. Czasem – z łaski Pańskiej – poczochran i nakarmion. Takie właśnie jest moje miejsce. Nic dla siebie i nic od siebie. Kobieta, którą pokochałem od pierwszego wejrzenia i dla której cały świat bym zmienił nagle stała się tylko nic nieznaczącą osobą przewijającą się w tle. Powiedz, czy to ze mną jest coś nie tak, czy ona nie jest już tą samą osobą, którą znałem. I kochałem.

 

Chyba chcę ją zabić.

 

Pamiętasz jak ją poznałem, prawda? Wtedy było inaczej. Było lepiej. Każdy dziadek mówi to samo „wtedy było lepiej”. Czy ja już jestem na tym etapie? Już jestem dziadkiem? Staram się wierzyć, że jednak nie. Ale może czas, by spojrzeć w twarz czasowi i powiedzieć mu: ty kurwo. Patrzę na kolejne kreski na ścianie, przeliczam lata i wciąż nie rozumiem. Nie jestem stary. I nie wierzę, by ona tak myślała. A im więcej o tym myślę, tym gorsze mam myśli. I pomysły.

 

Jak ją zabić?

 

Uwierzysz, że mam już plan?

Wiem, to bez sensu, bez niej sobie nie poradzę. Wiem. Ale chodzi o coś więcej. Nie chcę żyć w wytresowanym świecie z przygotowanym miejscem na każdy przedmiot i gotową reakcją na każdą czynność. Jak długo można udawać, że deszcz pada, kiedy to tylko ptak pozbywa się nadmiaru obciążenia? Chciałbyś podawać łapę za każdym razem, gdy ktoś większy od Ciebie tego zażąda? Ja też nie chcę.

 

I chcę ją zabić.

 

Nie mam innego wyjścia. Czasy, do których wracam w chwilach największej samotności, czasy, które dają mi siłę by wytrzymać kolejne upokorzenia, te czasy już chyba bezpowrotnie odeszły. A przecież było nam tak dobrze. Kochaliśmy się nad życie, chodziliśmy razem na długie spacery po łące, spaliśmy ze sobą, nawet czasem na zakupy mnie zabierała. Sam wiesz jak ja nienawidzę zakupów, z nią jednak nabierały nowego, dyskretnego uroku. Pierwsze urodziny, pierwsze święta, nawet pierwsza złość, wszystko to było tak długo całym moim życiem, że nie umiem, nie potrafię odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Rzeczywistości z nim.

 

Mam nadzieję, że mnie rozumiesz. Na pewno rozumiesz, zawsze byłeś przy mnie, najwierniejszy z przyjaciół, mogłem ci powiedzieć o wszystkim i nigdy mnie nie oceniałeś. Wiem, że i tym razem będziesz u mego boku, nie ważne, co się stanie.

Pamiętasz jak opowiadałem ci o tych cholernych butach? Ile ona za nie zapłaciła? Takie pieniądze w tak bezsensowny sposób zmarnowane, a potem płacz, że trzeba oszczędzać. Czyim kosztem? Oczywiście, że nie Jaśnie Pani… Miesiąc czasu słyszałem w kółko o nich, każde wyjście, każda okazja nie mogła się obyć bez nich. Jedna głupia para butów. Uwierzysz, że nawet nie pozwoliła mi ich dotknąć? Mnie! Jak tylko się do nich zbliżałem, po prostu z ciekawości, na co tyle pieniędzy poszło, od razu wpadała w taką złość, używała takich słów, że czułem się jak ostatni gnojek. Wtedy chyba pierwszy raz pomyślałem, że między nami już nie jest tak, jak było, jak być powinno.

Żałosny jestem, prawda? Nie powiesz mi tego, ale ja to wiem. Robiłem co w mojej mocy, by ją zadowolić. Byłem na każde jej skinienie, przynosiłem jej prezenty, szanowałem jej zasady. Poniżałem się, wiele rzeczy robiłem wbrew sobie, czy to jest miłość? Patrząc teraz wstecz widzę, że tak, to jest miłość, chyba najpiękniejsza z możliwych. To ona tego nie rozumiała. Wykorzystała mnie, bawiła się mną a kiedy się znudziłem, odłożyła do kosza. Chcę wierzyć, naprawdę chcę wierzyć, że ona taka nie jest, że w głębi jej serca jest tam i dla mnie miejsce, może nie najważniejsze, lecz jest. Ale jednak boli, boli straszliwie.

Wiem, że jest zalatana, robi karierę, zajmuje się domem, pomaga bezdomnym pieskom ze schroniska, rozumiem to. Tak się przecież poznaliśmy. Ale dlaczego to wszystko musi odbywać się moim kosztem? Dlaczego nie może zobaczyć we mnie żywej istoty, czującej, cierpiącej? Wiesz, naprawdę dużo jestem w stanie znieść i wybaczyć, ale mam wrażenie, że od dłuższego czasu oszukuję sam siebie.

 

Powinienem?

 

Kiedy ją pierwszy raz zobaczyłem z nim, byłem przekonany, że to nic poważnego. Ot, kolejny kaprys Jaśnie Pani, który równie szybko minie, co się pojawił. Ignorowałem, chociaż może znowu oszukiwałem sam siebie, ich coraz częstsze spotkania, umierałem z tęsknoty każdą długą godziną spędzoną samotnie w domu, wytrzymałem nawet, kiedy zaczęła przyprowadzać go do domu. Byłeś przy mnie cały ten czas, widziałeś jak cierpię, widziałeś każdą łzę wylaną z żalu i samotności, widziałeś ich razem. Wyglądała na szczęśliwą. Ale szczęśliwą moim kosztem.

Teraz jednak widzę znacznie więcej niż kiedyś. Dotarło w końcu do mnie, że ja też byłem tylko jej zabawką. Niczym więcej. Wszystko, co mówiła okazało się kłamstwem. Pięknym kłamstwem. Zbyt pięknym, by mogło być prawdziwe.

I ten Maksymilian… Krew mnie zalewa, kiedy widzę, jak się do niej zaleca, jak skacze wokół niej, byle by tylko była zadowolona. Rzygać się chce. Znalazła sobie Jaśnie Pani pupilka, który będzie na każde jej skinienie. Czy ja też taki byłem? Mam nadzieję, że jednak nie.

Milczałeś, patrząc na to wszystko, milczysz i teraz, ale jednak mnie rozumiesz. Prawdą jest, że najwierniejsze osoby poznajesz dopiero, gdy życie daje ci ostro popalić. Mam nadzieję, że mi wybaczysz czas, który spędzałem z nią, kosztem ciebie. Trwałem jak we śnie na jawie, nie umiałem myśleć trzeźwo ani racjonalnie. Zagubiłem się w niej i tym, co do niej czuję, ale teraz, w końcu, odzyskałem rozsądek.

 

Zabiję ją.

 

Odejdę, ty pójdziesz ze mną. Odejdziemy razem i znajdziemy nasze własne miejsce na ziemi. Za wszelką cenę i bez względu na przeciwności. Pomożesz mi się z tym uporać a ja zadbam, by nigdy nie stała ci się krzywda. Poniosę cię ku lepszej przyszłości.

Czekam na ICH powrót, bo oczywiście znowu nie wróci sama. Kolejny wieczór będę zmuszony znosić ironiczne spojrzenia Maksymiliana, unikać jego towarzystwa we WŁASNYM domu, udawać, że nie słyszę ich igraszek w sypialni. Już nie. Dzisiaj będzie inaczej.

Dzisiaj wyjawię Jaśnie Pani wszystko to, co właśnie słyszysz. Zrozumie wreszcie, jaką krzywdę mi wyrządziła, pozna moją samotność, mój ból i odrzucenie. Zbyt długo już to znoszę, najwyższy czas podjąć zdecydowane kroki. Niech tylko tu przyjdą. Z największą radością pozbawię ją życia, będę patrzył jak umiera, spojrzę w te przepiękne, teraz pełne strachu i zaskoczenia oczy i zacisnę szczęki jeszcze mocniej. Na koniec natomiast zajmę się Panem Maksem. I tymi cholernymi butami.

 

A potem odejdziemy. Jak zawsze razem, mój najdroższy misiu. Znajdziemy inny dom, inną ulicę, może inne miasto.

 

Znajdziemy nową Jaśnie Panią.

 

Która nas pokocha. Przygarnie.

 

I weźmie na spacer.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Lotta 02.11.2016
    Ciekawe, chociaż bardziej spodziewałam się że jest napisane z perspektywy misia i dlatego końcówka mnie troszeczkę rozczarowała. Całość wydaje mi się naciągana, bo psy owszem bywają zazdrosne, ale bez przesady xD Ale czyta się całkiem dobrze.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania