Misija Kiwo 1

Tokyo - główna siedziba służb wywiadowczych interplanetarnych.

Dziani i Mario po zakończonej służbie na Jowiszu wrócili do głównej siedziby, w zameldowania sie u generała Jokima.

Jokim - witam was bardzo serdecznie. Chciałbym wam pogratulować zakończonej misji. Mam dla was niespodziankę. Wraz z nadejściem nowego miesiąca będziecie zarabiać o 20 procent więcej jak zarabialiście wcześniej. Zostaje wam przyznana dodatkowa jeszcze jedna gwiazdka za zasługi dla naszej organizacji. Starzy są z was bardzo zadowoleni. Właściwe szkoda, że nie ma tam Katharion z nami .........ale to jest jej wybór. My szanujemy takie osoby i one zawsze będą mogły mieć możliwość powrotu do służby. No cóż, to będzie na tyle ...ale zapewne coś bycie chcieli powiedzieć, ale ja nie mam czasu .... macie urlop!!! Za miesiąc macie sie zgłosić tu o godzinie 12 00 w tym samym pokoju. Na brak roboty to raczej nie będziecie musieli sie martwić.

Dziani - to dzięki i do zobaczenia

Mario - milo

Po wyjściu z kwatery głównej, dwaj agenci udali się w stronę służbowego Michatubishi.

Mario - na lotnisko ?? Do rodzinnych Włoch ??

Dziani - Czemu byśmy się nie mieli zatrzymać w Japonii na parę dni. Ten kraj mnie fascynował już od bardzo dawna. Teraz mam okazję poznać to miejsce.

Mario - Nie trzeba mnie namawiać!! Jak Jowisz sie poznało to wstyd nie znać Japonii .

Umówmy się na 22.00 przy recepcji hotelowej. Na początku kilka drinków w jakimś barze a potem jakiś dreszczyk emocji. Proponuje CASINO. W Tokyo jest jedno z największych centrum hazardu na świecie. Zawsze marzyłem, aby zaszaleć w takim czymś.

Dziani - tak, tak w końcu relaksie !!

Dwaj agenci spotkali sie o 22.00 przy recepcji , przy której pracowała rudowłosa Anita. Obaj mieli okazję poznać ją wcześniej. Mila, szczupła, średniego wzrostu Japonka obsłużyła i pomogła obu panom przy zameldowaniu się w Hotelu., Dała sie poznać jako bardzo miła i pomocna dla swych gości. Zrobiła olbrzymie wrażenie dla agentów.

Dziani poprosił prześliczną Japonkę o pomoc przy zamówieniu taksówki. Nie wszyscy władali tu językiem japońskim. Karina mówiła biegle po angielsku w swym rodowitym języku.

Dziani - czy możemy prosić o taksówkę. Chcieliśmy się rozerwać w Tokyo. Jesteśmy tu pierwszy raz i nic nie wiemy gdzie co jest. Jak byśmy mogli prosić o taksówkarza, co włada angielskim , wtedy zdecydowanie będzie nam łatwiej.

Karina - właściwie to mogę panów podwieźć osobiście, bo za 5 minut kończę pracę i sie wybieram się do centrum na spotkanie z moim narzeczonym. Tylko jest mały problem , prosiłabym o zachowanie tajemnicy , gdyż nie mogę zadawać się prywatnie z gośćmi hotelowymi. Jakby mój szef dowiedział się, że zabieram panów do mojego auta, to mogłabym mieć problemy.

Po chwili uśmiechnęła się i dodała .. polubiłam was.

Proszę poczekać na mnie na parkingu, obok marketu rybnego. Jak panowie Wyjeżdżając z hotelu proszę skręcić w prawo. Podjadę czerwonym Nissanem.

Mario - właśnie to my....

Dziani szybko sie wtrącił

Tak, tak będziemy czekać.

Po czym obaj panowie wyszli z hotelu skręcili w prawo kierując sie na parking.

Mario - zapomniałeś, że jesteśmy agentami i musimy zachować ostrożność na każdym kroku. A ty w nieznanym dla nas kraju pakujesz nas do auta do nieznanej nam osoby. Wiem, że ta piękność zauroczyła ciebie. To może być jakiś podstęp. Proszę, abyśmy uważali na siebie.

Dziani - ty Mario starzejesz sie!! Wyluzuj no wyluzuj. Taka jest mentalność Japończyków , oni są bardzo pomocni.

Zaledwie 10 minut czekali na czerwonego Nissana, po czym wsiedli do auta i ruszyli w stronę centrum.

Karina - o tej porze nie będzie nam sie łatwo dostać do centrum. W Tokyo są korki , więc podróż zająć nam może przynajmniej z 20 minut. Czy nie będzie do dla was problemem.

Dziani nie, nie ależ skąd.

Karina - panowie tu w sprawach biznesowych? Turyści?

Mario -od dawna naszym marzeniem było zwiedzić Japonię. W końcu nam sie to udało.

Po czym Mario skierował głowę w stronę okna, doszedł do wniosku, że rozmowa z Kariną na nic mu sie nie przyda. Chciał dojechać do centrum, a znajomość z Kariną totalnie go nie interesowała.

Dziani - Czy pani mieszka tu od urodzenia ? Piękne miasto.

Karina - urodziłam się w Chicago. Moi rodzice mieszkali krótki okres w Stanach Zjednoczonych i właśnie ja sie tam urodziłam. Mieszkałam w Chicago do siódmego roku życia. Dlatego posługuję się angielskim tak samo dobrze jak Japońskim. Rodzice jednak zatęsknili za ojczyzną i postanowili wrócić do Japonii. W USA pozostała jeszcze ciocia, która ma męża Amerykanina. Byłam parę razy ją odwiedzić w USA. Odczuwam wielki sentyment do tego kraju.

Dziani - ja tez sie urodziłem w Chicago, uśmiechając sie do siebie.

Karina - kto wie, może kiedyś spotkaliśmy się już razem.

Dziania - świat jest mały.

Mario obserwował wszystko przez okno, co sie dzieje wokół. Nagle kazał zatrzymać samochód .

Mario - dalej pójdziemy już sami na piechotę. Dziękujemy bardzo za podwózkę. Ile sie należy?

Karina sie zdziwiła

Karina - mam nadzieję , że nie uraziłam panów? Nic ..nic się nie należy - odpowiedziała.

Karina szybko sie zatrzymała a Dziania z Mario wysiedli z samochodu.

Dziania - Co Tobie odbiło?? Mieliśmy jechać do centrum !!

Mario - Szybko chodź!! Widziałem naszego starego znajomego Bodurasa!! Jak sie pospieszymy to spotkamy sie z nim.

Dziani - Co on tu robi !!?? Przecież on odszedł ze służby i wrócił do swego ukochanego Paryża!!

Mario -nie wiem!! Proponuję, abyśmy pobiegli . Fajnie było by się dowiedzieć.

Skręcili w alejkę gdzie i on skręcił. Ledwo zdołali go zobaczyć na samym końcu ulicy.

Stary Boduras był byłym partnerem Dzianiegio i Mario. Przez 4 lata służyli razem na planecie Kjoto . Darzyli go wielkim zaufaniem. Był od nich starszy o czternaście lat a podczas wspólnej pracy mieli okazję wiele nauczyć się od niego. Byli wielce zaskoczeni jego obecnością na Ziemi i to w Tokyo.

Satry Boduras stał na samym końcu ulicy i rozmawiał z dwoma Japończykami. Powolnym krokiem zaczęli iść w jego stronę. Boduras był odwrócony do nich plecami tak, że nie miał szans na to aby ich zobaczyć. Rozmowa Japończyków z emerytowanym agentem przebiegała bardzo spokojnie. Wyglądało tak, jakby wszystko było dobrze a tak nie było!! Jeden z Japończyków wyciągnął pistolet i zaczął strzelać do Bodurasa. Mario z Dzianim szybko wyciągnęli pistolety i zaczęli strzelać do Japończyków. Dwaj napastnicy wsiedli na swe motory i uciekli. Jak Mario z Dzianim dotarli do Boduras ten juz nie żył.

Mario - kur-a Co sie stało!!

Dziani - dzwonie do agencji!!

Mario - zawiadom ich o wszystkim,!! Zapytaj się co tu robił Boduras!! Co jest grane!!??

Po krótkiej rozmowie przez telefon

Dziani - za chwilę tu będą.

Przyjechała policja wraz z innymi agentami agencji.

Sierżant Hijoko - Panowie rozmawiałem przez telefon z generałem Jokiem , kazał wam sie zgłosić w jego biurze z samego rana.

Mario - będziemy

Na drugi dzień godz. 8 00

Dziani i Mario przybyli do kwatery głównej.

Jokim - witam. mieliśmy się spotkać za miesiąc ale okoliczności nakazały nam sie widzieć teraz. Domyślacie się, ze chodzi o starego Bodura. Jego śmierć była zaskoczeniem dla całego wywiadu.

Dotarłem do tajnych akt i skontaktowałem się z agentami z Meksyku , którzy utrzymywali dobre kontakty z Bodurem.

Wynika z tego, że Bodras w ostatnim czasie spędzał dużo czasu na planecie Kiwo. Mam dla was przygotowane chipy z informacjami, które mogą wam pomóc w śledztwie. Za sześć godzin wyruszacie tam.

Mario - ale z tego, co mi wiadomo ta planeta została opuszczona przez nas dwadzieścia lat temu.

Jokim - cztery lata temu wróciliśmy tam. Nasze czujniki odkryły na Kiwo dziwne ruchy. Wysłaliśmy tam ekspedycje , która jest tam do dziś.

Poleci z wami agent Tomalesku.

Dziani - Znam gościa !! Poznałem go jeszcze w szkole. Klawy gościu. Byłem z nim na kilku imprezach. Grubo imprezowaliśmy. Za każdym razem 6 rano wracaliśmy do domu. Pewnie ten gościu sie nic nie zmienił.

Mario też go kojarzę ... z tego co wiem, to on jest Indianinem. Z tego, co mi o nim wiadomo to jest facet okey. Ma dobrze opanowaną walkę wręcz i potrafi sie wspinać , jest szybki i przebiegły.

Na górzystą planetę nam się przyda .

Tomalesku urodził się w rezerwacie dla Indian po Caligari. Jego Ojciec był wodzem szczepu Sziksów. Powiadają, że jego ojciec , wielki wojownik nauczył swego syna robienia sie niewidzialnym.

Mario - Co ty ? Ja w myszkę Micky nie umiem zamieniać.

Tomalesku już jest legendą naszej agencji.

Joahim - za sześć godzin macie być przy pasie startowym numer 33. Tam będzie na was czekać statek model XX£.

Mario - jest tam kino ?

Joahim - jest , ale popcorn sam musisz sobie załatwić. Tak w ciągu dwudziestu ośmiu godzin będziecie na miejscu. Będziemy się kontaktować przez nasze radio. To wszystko , życzę miłej podróży i powodzenia na misji. Dowidzenia.

Moahim wyszedł , pozostawiając Mario i Dzianiego samych w biurze.

Mario - Tomalesku , stary Tomalesku ...oj będzie się działo.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • maga 02.05.2015
    Jak nie ma komentarzy to pewnie kiepsko...
  • maga 17.05.2015
    Dziękuję za ocenę )

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania