Mistrz i jego Oblubienica rozdział 03
Uspokajający i wszelaki szum dochodzący spomiędzy koron drzew był dla Mai wręcz hipnotyzujący. Mogło by się wydawać jakby był jakimś niezrozumiałym szeptem chcącym aby go odszyfrować, natomiast niebo było czarne jak nieprzenikniona nicość jedynie skrzące się i odległe gwiazdy dawały do zrozumienia, że nie jest to całkowita pustka. Czas mijał i wedle zaleceniom pana dziewczyna na spokojnie przesiedziała w łaźni dobre czterdzieści minut, dodatkowo poświęcając oddzielnie na początku dwadzieścia, na mycie brudu pyłu i innych nieczystości których się nabawiła siedząc i czekając aż ktoś ją kupi i "ocali" od ponurego losu.
Mając na uwadze to gdzie się obecnie znajduje, Maya wciąż nie mogła się oswoić z sytuacją z jaką ma do czynienia. Mimo dobroci Pana czy też luzu jaki jej dał. Nawet jeśli pozwolił jej siedzieć ile chce to nie zamierzała nadwyrężać jego dobroci, więc wstając z wody wzdrygnęła się czując chłód na mokrym ciele i pospiesznie wyszła z wody, znikając za zasuwanymi drzwiami. Chwyciła ręcznik, wytarła się i nałożyła na siebie szlafrok, grzecznie wychodząc z łaźni ruszyła tak ponownie ciemnym korytarzem, aż dotarła do salonu.
Czuła się całkiem odświeżona tak jakby nie była to ona sama. Nigdy nie spodziewała się że kiedykolwiek ucieszy się z tak podstawowych dóbr, jak kąpiel czy ciepły posiłek. Z zamyślenia wyrwał ją nagle trzask w dogasającym kominku, spostrzegając Pana zatrzymała się i zaciskając bardziej pas szlafroka zrobiła kilka kroków przed siebie najciszej jak się da, musiał być naprawdę zmęczony bo drzemał na fotelu jak dziecko, tak bezbronnie i niewinnie ale nie wiedziała co zrobić, bo powiedziano jej że dostanie ubrania na przebranie oraz miejsce snu. Zdecydowała się w końcu na obudzenie Pana i gdy tak podeszła, chciała go lekko szturchnąć ale na kilka chwil jej dłoń zatrzymała się nad jego barkiem i prędko ją odsunęła, nie chcąc jednak przerywać jego snu Maya usiadła na dywanie, przed kominkiem i wpatrując się w pojedyncze płomyki po chwili w zakątkach jej umysłu pojawiło się pewne odległe wspomnienie. Miłe oraz wywołujące ciepło na sercu, wspomnienie.
oO==========================Oo
-Mayu wracaj! Kolacja prawie gotowa. Nie będę na ciebie czekała całą wieczność. Słońce zachodzi lepiej się pospiesz. Krzyknęła elfka z okna, kierując słowa do dziewczynki na podwórku.
-Już idę siostrzyczko! Już biegnę, Nie złość się. młoda dziewczyna zeskakując z huśtawki, pobiegła do klatki schodowej
Gdy słońce zaszło a ciemność zapanowała, na zewnątrz były już widoczne tylko światła pojedynczych okien, oraz latarni stojących w odstępach. Zaś w środku mieszkania działa się niczym nie wyróżniająca scena z życia wyrwana. W kuchni przy blacie stała smukła wysoka elfka. Przygotowywała wspomniany wcześniej posiłek. Młodsza siostra siedziała zaś na sofie przy włączonym radiu. Ogrzewała się będąc jak najbliżej małej kozy która grzała pomieszczenie, w końcu elfka podała kolację a potem obie zasiadły do stołu.
-Co dziś robiłaś siostrzyczko, ty zawsze tak fajnie opowiadasz. Proszę opowiedz mi coś.
Starsza siostra roześmiała się jak zawsze, a następnie gdy już ochłonęła nachyliła się bliżej siostry i powiedziała jej.
-No dobrze ale pod warunkiem, że umyjesz zęby po kolacji.
oO===========================Oo
Nagle z transu wyrwał ją czyjś dotyk. Była to dłoń pana która spoczęła na jej głowie, nawet nie dostrzegła kiedy się zbliżył. Przecież była pewna że Pan spał, ona tylko zdołała się wzdrygnąć w akompaniamencie stłumionego pisku. Pan się zaśmiał i ciężko wzdychając dorzucił dwa kawałki drewna do kominka.
-Wybacz mi proszę moja droga że musiałaś czekać aż się zbudzę, mogłaś śmiało mnie obudzić albo jak musiałaś już czekać, to mogłaś usiąść na sofie a nie podłodze.
-Nie chciałam przerywać Pana snu, nie wypada nikogo tak budzić. Przepraszam jeżeli coś źle zrobiłam.
Głos Mai nagle pocichł i posmutniał.
-Przyzwyczajaj się do tego aby nie przepraszać za wszystko co popadnie, znaczenie tego słowa wtedy traci sens, a chyba nie trzeba przepraszać za byle oddychanie.
-Tak oczywiście przepr.......zrozumiałam.
-No dobrze to może chodźmy po jakieś ubrania dla ciebie, przy okazji pokaże ci twój pokój no wstawaj, nie chcemy przecież abyś się rozchorowała.
-Ale siedzę przed kominkiem nie rozchor......Maya była lekko zdezorientowana przez chwilę ale momentalnie się ogarnęła.
-No już podnoś się. Chciałbym abyś czuła się tu bardziej swobodnie.
Pan wyprostował się i prostując swą kamizelkę, ruszył ospałym krokiem w stronę korytarza. Maya niepewnie ruszyła za nim, a po chwili znaleźli się przed wielkimi schodami z ciemnego dębu. Poręcze i inne elementy posiadały misterne zdobienia, a drewno mimo upływu lat wciąż lekko błyszczało od lakieru, jaki na nim spoczywał. Mimo to wciąż robiło wrażenie. Nie minęło parę minut a już oboje stali przed drzwiami do jakiegoś pokoju. Wyjmując klucz z kieszonki Pan włożył do zamka i przekręcił go. Natychmiastowo ciszę zagłuszyło skrzypienie drzwi a oczom ich ukazał się w miarę spory pokój, chociaż od dawna nie używany to było od razu widać. Zaś po wystroju widać było że należał do dziewczyny. Już sam fakt że w rogu pod ścianą stała toaletka utwierdzał kto tu rezydował. Nagle Maya zająknęła się, widocznie chcąc coś powiedzieć ale w mig poprawiła się i zadała poprawnie pełne pytanie. Chociaż jej głos był lekko ściszony można było zrozumieć, że wciąż była spłoszona otoczeniem.
-Ta...Tam wtedy. Na targu...Był Pan inny jakby...
-Hmm? Poważniejszy? Sprawiający wrażenie surowego? A może Konsekwentniejszy czy oziębły.
Maya kiwnęła twierdząco głową bo już nie miała odwagi się odezwać. Po chwili spuściła głowę lekko speszona.
-Nie myśl o tym, po prostu nie przepadam za tego typu ludźmi. Czy to biedak czy Arystokrata ostatecznie i ten i ten zachowują się jak najgorsze zwierzęta. Zaś ten ostatni wręcz jak zapluta i zacofana dzicz. . . .Wybacz mi poniosło mnie lekko. Nie powinnaś tego słuchać.
-Nie nie. . .Wkurzył się Pan to zrozumiałe.
-Dobrze już, dokończmy co zaczęliśmy.
Pan wszedł na środek pokoju i w zamyśleniu podszedł do szafy, a po otworzeniu oczom ukazał się rząd wieszaków które trzymały na swych barkach zadbane komplety ubrań damskich. On tylko uczynił ku szafie gest ręką aby się zraz lekko odsunąć.
-A teraz ja wyjdę, a ty spokojnie wybierz sobie ubranie i przebierz się w co tylko będziesz chciała. Ja nie znam się na modzie dla dziewcząt, więc zostawiam ci wolną rękę.
Po czym Pan odwrócił się i zniknął za drzwiami. Maya natomiast odwróciła się i spoglądając na pokój stanęła przed szafą, do końca nie wiedziała co robić, niby kiedyś ubierała się ale było to dawno temu lecz chciała znów poczuć jak to było nosić zwiewne miłe w dotyku tkaniny. Jak dotąd była zmuszana nosić te brudne znoszone szmaty, co tylko przynosiło jej nieszczęście, ból oraz rozpacz. Teraz wszystko się zmieniło a przynajmniej tak wyglądało jakby się zmieniało. Wpatrując się tak w otwartą szafę wypełnioną ubraniami, zaczęła się zastanawiać co na siebie włożyć a to chwyciła w dłonie jedwabną koszulkę z falbankami, będąc częścią całości stroju, a to jednoczęściową sukienkę w kolorze mocnego granatu. Nie umknęły jej uwadze nawet buty ulokowane na dolnej półce szafki, lecz Maya nie chciała wybrzydzać w końcu według niej i tak by nie była w stanie. Nie śmiałaby wręcz. Sięgając do szafy wybrała skromny i schludny strój dwuczęściowy spódnice koloru czarnego, oraz wspomnianą wcześniej koszulę z falbankami koloru białego. Oczywiście nie zapominając o dotknięciu dłonią lekkiego oraz jedwabistego materiału wysokiej jakości. Został wybrany również komplet bielizny, dopasowując ją wedle własnych gusta jakkolwiek by to nie brzmiało. Pod ścianą po środku stało lustro na wpół okryte materiałem, Maya czując się już pewniej odsłoniła je, chociaż z początku nie przejrzała się bo gdy płachta opadła ona zamknęła oczy sama nie wiedząc czemu. Na szczęście powoli je otworzyła a jej oczom ukazała się całkiem nowa, odmieniona osoba. Aż sama nie wierzyła że to odbicie należy do niej samej. Nikogo innego.
-Ojej czy to ja......? Nie nie nie to w....wykluczone. Co się ze mną dzieje, czy to sen czy ja mam halucynacje czy....
I wtedy od strony drzwi dobiegł odgłos pukania...
-Jeżeli już uporałaś się z problemem odzieżowym, to śmiało wyjdź. Chciałbym pokazać ci twój pokój.
W końcu drzwi uchyliły się a Maya nieśmiało stała we framudze, wlepiając wzrok w podłogę. Mając założone ręce za siebie, nie odezwała się lecz kiwnęła twierdząco głową.
-Wyglądasz od razu lepiej, całkiem jak nowa. No dobrze chodź, pokażę ci twój pokój.
Pan odwrócił się na pięcie i ruszył dalej korytarzem, zaś Maya poszła w ślad za nim rozglądając się na boki, będąc bacznie obserwowaną przez nieznane jej sylwetki na obrazach. Na szczęście nie bała się ich już tak jak na początku, idąc wtedy przez korytarz.
-Powiedz mi Mayu jedną rzecz....Czy ty się mnie boisz? Gdyż od początku unikasz mojego wzroku, oraz śmiało stwierdzę iż starasz się ograniczać zasób słów do minimum. Rozumiem że otoczenie jest dla ciebie całkiem inne czy obce i możesz czuć się niekomfortowo, ale postaraj się dać temu miejscu szanse.
A mówiąc to szedł przed siebie z założonymi rękami, krok miał luźniejszy mimo że mówił jakby miło, to w głosie Maya wyczuła smutek oraz żal po wielkiej stracie czegoś lub kogoś. Po raz pierwszy na bazarze, drugi raz gdy jej tłumaczył i opowiadał co i jak, zaś trzeci raz właśnie teraz. Ale najbardziej niepokojącym było to że wszystkie te silne emocje, były skutecznie tłumione przez jedną osobę, jakby wcale nie istniały oraz to że jedna osoba, zmagała się z takim ciężarem.
-Umm....Postaram się wziąć Pana słowa do serca. Jeżeli mogę wiedzieć to czym się pan zajmuję na co dzień o...oczywiście nie musi pan odpowiadać jeżeli nie chce, chciałam tylko zapytać.
Pan zatrzymał się i zwrócił ku drzwiom, aby po chwili wyjąć klucz z kieszeni i umieścić go w zamku.
-Powiem ci wszystko i odpowiem o to co tylko zapytasz, ale z tym jeszcze poczekaj w porządku...? Ano tak oto twój pokój.
Maya nie spuszczając swego wzroku z Pana myślała o swoim własnym pokoju, rozmyślała czy będzie tam chociaż łóżko a nie sterta słomy czy szmat. Ale pan był dla niej tak bardzo miły i życzliwy, więc co by gdyby jednak ta dobroć była szczera.
-Czy na pewno jest to w porządku, czy jest Pan pewien?
-Już to przerabialiśmy masz zbyt niskie poczucie własnej wartości, powinnaś się bardziej cenić droga Mayu...Ahh no i jeszcze jedna rzecz.....Uśmiechnij się, właśnie dostałaś od losu nowe życie.
Pan uśmiechnął się i robiąc krok w tył, zaprosił Maye do pokoju gestem ręki.
N....No cóż....no dobrze postaram się na przyszłość. Lekko zmieszana Maya przytaknęła i powoli weszła do środka.
-Rozgość się, odpocznij i czuj bezpiecznie. Jak będziesz czegoś potrzebować śmiało pytaj a teraz dobranoc, należy ci się odpoczynek. Pan życzliwie się uśmiechnął i odszedł powoli, Maya popatrzyła na swój własny kąt nic nie mówiąc, okręciła się dookoła łapiąc wzrokiem cały pokój, w końcu ustając w miejscu, swobodniej już momentalnie rzuciła się na łóżko i tuląc do piersi poduszkę, uroniła kilka łez nadziei aby zasnąć w takiej pozie.
Gdy pierwsze promyki słońca zaczęły wpadać do pokoju, razem ze śpiewem porannych ptaków, Maya zdawała się niedowierzać a wszystko uznała za miraż, zbyt piękny aby był prawdziwy. Lecz ku jej zaskoczeniu wszystko okazało się prawdą, gdy to uszczypnęła się kilkukrotnie a mimo to jej otoczenie się nie zmieniło. Decydując się opuścić łóżko chciała zeskoczyć z pościeli, na chwilę jednak zawahała się czy aby na pewno dobrze robi chcąc opuścić nagle tak wygodne posłanie. Maya śmielej już rozłożyła się na całej szerokości, zatapiając głowę w ogromnej puszystej poduszce. Zwracając wzrok ku oknu i na promienie padające na wielką zdobioną szafę z drzewa wiśni, pomyślała jak potoczy się jej los. Było wcześnie gdyż zegar ścienny wskazywał godzinę za trzydzieści siódma, dziwiło ją też iż dookoła był taki błogi spokój, wcześniej służąc u poprzedniego pana dozorca wywlekał ją ze swojej klitki bez ostrzeżenia, Maya zdecydowała się w końcu wstać aby nie ryzykować jakiejkolwiek kary. Przeciągnęła się mruknęła coś pod nosem i szykowała się do potencjalnych prac. Gdy już była na nogach spostrzegła że zasnęła ubiegłego wieczoru, nie pamiętając właśnie kiedy to się dokładnie stało, potem jak przygotowała się co w jej tłumaczeniu oznaczało gorączkowe wygładzanie pierwszego zauważonego zagniecenia, bo przecież zasnęła w ubraniach podarowanych przez Pana. Zdając sobie sprawę że nie dostała żadnych poleceń, postanowiła zamieść korytarz miotłą, którą widziała dzień wcześniej opartą o jedną z kolumn.
Gdy w końcu pojawiła się na parterze myślała czemu wciąż nie ma jej pana, który przeprowadza inspekcję pracy służby. Maya ruszyła przez korytarz wsłuchując się w ciszę która zdawała się być nienaturalnie głęboka. Słońce przedzierające się przez wysokie okna rzucało długie smugi światła na podłogę, a ona poruszała się ostrożnie jakby nie chciała zakłócić tego poranka swoją obecnością. W końcu po przejściu całej rezydencji Maya zawędrowała do salonu z kominkiem, w pierwszej kolejności wydawało się wszystko normalnie ale po chwili Maya dostrzegła coś na fotelu, okazało się że był to Pan tyle że spał. Musiał pracować do późna bo na stoliku przed nim leżały papiery, dokumenty a nawet kilka pustych kartek. Ostatnia na wierzchu była zapisana do połowy a pióro znajdowało się w dłoni śpiącego pana. Nie chcąc kłopotów jakby jakiekolwiek miała mieć, Maya rozejrzała się i postanowiła po prostu odejść ale przed tym chwyciła delikatnie za pióro aby je odłożyć. Zaś w tym momencie zegar stojący pod ścianą zaczął bić oznajmiając że jest równo siódma rano. Maya tylko się wzdrygnęła i cała spięta uciekła z salonu, chowając się za uchylonymi drzwiami. Niestety że strachu upuściła miotłę przy fotelu a pech chciał że Pan zbudził się przez bicie zegara.
-Szlag! To zdarza się zdecydowanie nazbyt często, muszę się pilnować.
Hmm........Na czym to stanęło....Ano rzeczywiście! List do tej przeklętej rady.
Pan przejrzał w mgnieniu oka wszystko na stole, po czym zmarszczył brwi drapiąc się chwilę po głowie, aby ostatecznie wstać i przeciągnąć się z lekkim stęknięciem.
Maya obserwowała wszystko z pewnej odległości, niby z lekkim przestrachem ale i ciekawością. Nie spodziewała się ujrzeć pana w tak prywatnej czy też luźnej sytuacji. Chciała odejść ale po namyśle postanowiła podejść, chociaż wyglądało to komicznie bo piąstki miała zaciśnięte a jej chód wyglądał jakby przebierała szybko nogami, niczym małe spłoszone stworzonko.
Maya zatrzymała się tuż za fotelem, jakby sama nie była pewna, czy powinna podejść bliżej. Pan odwrócił głowę, marszcząc brwi nie ze złości, raczej z zaskoczenia że ktoś tak wcześnie o tej porze kręci się po salonie.
- Maya...? — jego głos zabrzmiał chropowato, jakby dopiero wracał z krainy snu.
- Co ty tu robisz o siódmej rano?
Dziewczyna odruchowo wyprostowała plecy, a jej dłonie zacisnęły się jeszcze mocniej.
- Ja... ja tylko... sprzątałam. I... miotła...Wskazała na podłogę, jakby to miało wyjaśnić wszystko.
Pan spojrzał na miotłę, potem na nią, a kącik jego ust drgnął w czymś, co mogło być początkiem uśmiechu.
-Sprzątałaś o świcie? Zapytał spokojnie. Nie musisz tego robić tak wcześnie. Nikt cię tu nie pogania.
Maya przełknęła ślinę. To było dla niej nowe. Zbyt nowe.
-Przepraszam...Wyszeptała, choć sama nie wiedziała za co.
Pan westchnął i odsunął papiery. -Pamiętaj nie przepraszaj za wszystko co popadnie
-To nie twoja wina. Po prostu... Pewni ludzie znowu czegoś ode mnie chcą. Potarł skronie, jakby temat go męczył. oni Zawsze czegoś chcą a mnie to powoli męczy oraz wnerwia.
Maya uniosła głowę, zdezorientowana.
-Ludzie...? — powtórzyła cicho, niepewnie.
Pan spojrzał na nią uważnie, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że jest tu od niedawna i nie zna jeszcze wielu rzeczy.
-To nic, czym musisz się martwić powiedział łagodnie. -Nie zamierzam cię w to mieszać.
-Jeśli chcesz... możesz zostać chwilę. -Nie przeszkadzasz.
Maya nie wiedziała, dlaczego te słowa sprawiły, że serce zabiło jej szybciej. Ale została. Siadając po drugiej stronie stołu z wyprostowaną postawą, wpatrywała się w kartki i dokumenty które powoli Pan układał w stos, aby zabrać je do gabinetu i dokończyć pracę kiedy indziej.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania