Mistyczne Reguły Pana Kobayashi
Uczeń Pana Kobayashi wyruszył w podróż,
gdy wiatr przesuwał poranną rosę
jak palec przesuwa wspomnienie nocy.
Opowiadało się w dolinach,
że na szczycie góry, której zbocza są zbyt ciche dla ludzi,
spoczywa skarb strzeżony przez potwora starszego niż legenda.
Uczeń nie znał kształtu skarbu.
Miał tylko słowa mistrza Kobayashi,
który siedział na werandzie i podlewał śliwę
z taką powagą, jakby prowadził rozmowę ze światem.
Mistrz nauczał,
że gdy spotyka się potwora,
należy najpierw sprawdzić, czy sandały są związane równo.
Istoty z pogranicza światów nie lubią nierównych węzłów.
Uczeń wierzył.
Nie dlatego, że rozumiał.
Dlatego, że Kobayashi mówił tak,
jakby wyjaśniał ruch gwiazd nad doliną.
Mistrz powtarzał również,
że jeśli cień potwora jest dłuższy niż trzy kroki,
należy odchrząknąć w stronę północy,
bo północ, jak twierdził, „nie przepada za przesadą”.
Gdy uczeń opuścił werandę mistrza,
świat okazał się gęsty od istot,
które nosiły w sobie dawne opowieści.
W wąwozie czekał Shuten-dōji,
ciężki od gniewu i zapachu starych legend.
Powietrze było napięte jak cisza przed deszczem.
Uczeń spojrzał na swoje sandały.
Poprawił węzeł.
Z niezwykłą starannością,
jakby od tego zależało kwitnienie wiśni na zboczach doliny.
Demon zawahał się.
Jego rogi lekko drgnęły,
jakby próbował zrozumieć,
czy węzeł rzeczywiście jest doskonały.
W tej chwili milczącej uwagi
gniew utracił rytm.
Ciężar legendy osunął się jak płaszcz,
który nagle stał się zbyt szeroki.
Uczeń szedł dalej.
Nad strumieniem unosiła się Yuki-onna,
biała jak pamięć zimy, która zapomniała o wiośnie.
Mróz był jej oddechem,
cisza jej krokiem.
Cień był dłuższy niż trzy kroki.
Uczeń odchrząknął w stronę północy,
z szacunkiem dla kierunku, który – według Kobayashi –
nie lubił nadmiaru.
Śnieg zadrżał.
Jakby północ rzeczywiście zauważyła gest.
Postać rozpadła się w wilgotne płatki,
które nie wiedziały już, gdzie powinny opaść.
Wyżej, między cedrami, czekał Tengu,
skrzydła rozpięte jak osąd nad doliną,
nos długi jak pycha dawnych historii.
Mistrz Kobayashi mówił,
że gdy skrzydlata istota patrzy z góry,
należy przez chwilę rozważyć,
czy nie zapomniano zamknąć drzwi od spiżarni.
Uczeń uniósł dłoń nad głowę,
jakby mierzył niewidzialny parasol.
Wiatr stracił pewność.
Skrzydła zawahały się wobec tak zwyczajnej ostrożności.
Wzniosłość opadła jak kurz po ruchu powietrza.
Uczeń nie rozumiał, dlaczego to działa.
Pamiętał tylko, jak Kobayashi podlewał śliwę
i mówił, że świat nie lubi,
gdy potwory traktuje się zbyt dosłownie.
Na skraju lasu pojawił się jeszcze Nue,
istota złożona z wielu kształtów i niezgodnych cieni,
głos miała jak skrzypienie mokrego drewna.
Uczeń w myśli układał:
tygrys przed wężem,
wąż przed ptakiem,
ptak przed wspomnieniem wiatru.
Nue drgnął.
Coś w nim przestawiło się w ciszy.
Jakby kolejność była ważniejsza niż groza.
Rozpadł się w szumie, który nie potrafił utrzymać własnej formy.
Uczeń dotarł na szczyt.
Tam czekał potwór bez imienia,
cień starszy od historii gór,
obecność ciężka jak kamień w powietrzu.
Mistrz Kobayashi kiedyś, bardzo dawno,
powiedział przy herbacie,
że gdy spotka się coś, czego nie można opisać,
należy przez chwilę udawać,
że zgubiło się skarpetkę i jej szukać.
Uczeń jednak nie schylił się.
Nie udawał.
Nie przypomniał sobie reguły.
Stanął naprzeciw cienia bez węzłów,
bez północy,
bez parasola nad głową.
Potwór nie zawahał się.
Góra milczała.
Gdy wiatr wrócił,
na szczycie nie było ucznia.
Nie było walki.
Nie było śladów.
Nie było głosu.
Skarb pozostał na szczycie,
lecz nikt nigdy nie dowiedział się,
czy był światłem,
czy pustką,
czy tylko ostatnim żartem mistrza Kobayashi,
który kazał szukać czegoś,
co nie potrzebuje znalezienia.
W dolinach znów płynęła woda.
Śliwy kwitły wtedy,
gdy same uznały to za właściwe.
A imię Kobayashi
unosiło się nad ścieżką
jak coś zwyczajnego —
i dlatego
niepokonane.
Komentarze (1)
który nauczasz,
że pustka ma niedbałą formę.
Pod czujnym okiem uważności
znikają formy.
Dharmy stają się puste.
Chwała ci mistrzu,
który nauczasz,
że kwiat śliwy
nie potrzebuje pustki,
nie potrzebuje też formy.
Kwitnie o każdej porze roku.
Chwał ci mistrzu za naukę
mówiącą o tym,
że nierówny węzeł
może stworzyć potwora.
Panaya Yakōta podziwiam Twoją baśń. Jest prawdziwym skarbem. Kłaniam się nisko trzy razy.
ps. Nie taguj jako Fantastyka. Tu się fantastyki nie czyta.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania