Modlitwa Splecionych Dni
Składam dłonie z poranków i zmierzchów,
Z ciszy pomiędzy myślami,
Z oddechów, które przeszłość we mnie zostawiła.
Zapalam świece z godzin, które przegapiłam,
W ogniu topię wszystkie niedorzeczności.
Mój szept brzmi jak winyl —
Modlitwa bez kościoła.
Lubię wieczory, w których nic się nie dzieje,
Bo wtedy mogę tęsknić do ciebie z pełnym oddaniem.
Zwijam dni jak listy niedostarczone —
Tak słodko pachną chemicznym nektarem.
Warkocze z czasu
Plotę na nadgarstkach,
Jakby mogły mnie ochronić
Przed samotnością nocnych majaków.
Pamięć zaszywa porwane nadzieje
Więc mówię:
„Niech ten dzień mnie nie złamie,
A jeśli...
Niech przyniesie ostatni pocałunek”.
To moja modlitwa —
Bez świętych, bez reguł,
Za to z czerwonym winem i starym pianinem.
To moja modlitwa.
Nie doskonała,
Nie czysta,
Ale prawdziwa —
Tkana z popiołu i światła,
Z twojego imienia.
Spij z moich ust modlitwę —
Za dusze splecione tak mocno,
Za czas, który nie potrafi ich rozplątać.
Jeśli mnie słyszysz —
Z tamtej strony nieba,
Zostaw mi światło
Na porannym parapecie.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania