Modlitwa Splecionych Dni

Składam dłonie z poranków i zmierzchów,

Z ciszy pomiędzy myślami,

Z oddechów, które przeszłość we mnie zostawiła.

 

Zapalam świece z godzin, które przegapiłam,

W ogniu topię wszystkie niedorzeczności.

Mój szept brzmi jak winyl —

Modlitwa bez kościoła.

 

Lubię wieczory, w których nic się nie dzieje,

Bo wtedy mogę tęsknić do ciebie z pełnym oddaniem.

Zwijam dni jak listy niedostarczone —

Tak słodko pachną chemicznym nektarem.

 

Warkocze z czasu

Plotę na nadgarstkach,

Jakby mogły mnie ochronić

Przed samotnością nocnych majaków.

 

Pamięć zaszywa porwane nadzieje

Więc mówię:

„Niech ten dzień mnie nie złamie,

A jeśli...

Niech przyniesie ostatni pocałunek”.

 

To moja modlitwa —

Bez świętych, bez reguł,

Za to z czerwonym winem i starym pianinem.

 

To moja modlitwa.

Nie doskonała,

Nie czysta,

Ale prawdziwa —

Tkana z popiołu i światła,

Z twojego imienia.

 

Spij z moich ust modlitwę —

Za dusze splecione tak mocno,

Za czas, który nie potrafi ich rozplątać.

 

Jeśli mnie słyszysz —

Z tamtej strony nieba,

Zostaw mi światło

Na porannym parapecie.

Średnia ocena: 3.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania