Moglibyśmy
Chcę by nastał taki dzień
by stało się to popołudniem
i trwało do wieczora
przez upływ czasu
tańczący w naszych rękach
Na zimnej posadce
w krótkiej koszulce
z zamkniętymi oczami
bez myśli rozpalających
zakątki uwagi
przez nieuwagę
po zapomnienie
Śpiew ptaków towarzyszyłby
naszym zamkniętym oczom
krzyczącym do nieba
krzyczącym do wag rzeczywistości
I równowaga w kwiecistym wieńcu
chodziłaby na palcach
pomiędzy naszymi troskami
i marzeniami
przechodziłaby ostrożnie
niesłyszalnie
Nim nastałby wieczór
pogodzeni z niesprawiedliwością
moglibyśmy raz jeszcze zasnąć
i wstać z samego rana
gotowi do działania
Komentarze (8)
Wiersz czytało mi się jakoś tak ciężkawo, ale w końcu kwestie sprawiedliwości wcale łatwe nie są. Troszkę może mniej mi się podobał od niektórych, jakie już wcześniej napisałaś, ale i tak w dalszym ciągu uważam go za wartościowy i taki dość... subtelny. Zostawiam 4,5 czyli 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania