Mohamed Atta pisze z zaświatów, że żałuje i przeprasza

możesz poczytać to za kipiącą od patosu drwinę,

ale jest wręcz przeciwnie. mój skażony jadem

ozór podchłeptał fundamenty, nadkruszyły je

ślepe paluchy. i runęły żelbetowo-szklane konstrukcje,

podwójna, zrośnięta sama ze sobą wieża

obróciła się w gruzy.

 

oboje wiemy, że czasami, by rozmawiać ze mną,

wartowałoby mieć na sobie kapuzę kwasoługochronną,

czy wręcz kombinezon przeciwpożarowy,

porozumiewać się na migi, do tego - przez ścianę.

 

a przecież, choroba, nie tak miało być. żaden

fragging, podpiłowywanie gałęzi, na której się osiedliło.

doprawianie, zamiast trucia.

szlachetność, nie szlachtuz.

 

widzisz, kurczę, bycie romantykiem to w moim

przypadku emotki zmieszane z wymiocinami

(tak bardzo mdli, gdy sobie przypomnę,

jak zdarza mi się zachować).

 

to bajka o grających w nogę dzieciakach,

którym piłka wypadła za ogrodzenie.

 

podnoszę, obdzieram sobie głowę ze skóry,

naciągam na wspomnianą piłkę,

po czym wykopuję ją z powrotem na boisko.

 

macie, miłej zabawy, skończcie mecz.

zaraz, czemu rozbiegacie się z krzykiem?

zostańcie, będzie fajnie...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania