Mój czarny poranek...
Oczy otwieram, ciemność przenikliwa...
Powoli świta, wokół względny ład.
Ospale wstaję z łoża małżeńskiego,
W kolorze czerni, bliżej, czarny mat.
Wkładam pantofle, do łazienki szuram,
Mijając w drodze mebli pełen skład,
Koloru, nie wiem jakby tu określić,
Wydaje mi się że to czarny mat.
Siadam spokojnie na czarnym sedesie.
Co dalej? Domyśl się może bracie...
Odkręcam wodę, wchodzę do kabiny,
Zerkając w duże lustro w czarnym macie.
Idę do kuchni, robię czarną kawę,
Na czarnym stołku zasiadam przy blacie,
Sączę wpatrując się w ciemność bezkresną,
Ściślej, kamienną ścianę w czarnym macie.
Patrzę na zegar koloru czarnego -
„Już ta godzina”? Szybko wciągam gacie...
W jakże to pięknym i słusznym kolorze,
Zgadnijcie jakim? Jasne, czarnym macie...
12.02.2025 Dariusz Dudek
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania