Mój Wróg

Stawiam krok tak ostrożnie, by nie zbudzić go znów, lecz on zna każdą myśl moja, jakby było nas dwóch.

Chcę wypluć ten ciężar, wyrwać z wnętrza go już, lecz gdy wbijam się w tę skórę... sam odczuwam ból.

 

Chcę zawołać o pomoc, lecz dłoń mą szyję trzyma, zamieniając w lód słowa, które z niej wydobywam.

Zamiast krzyku przez zęby sączy się gęsty jad, i już nie wiem, czyj język zostawia ten ślad.

 

Pośród mroku w odbiciu widzę znów tamtą twarz, patrzy na mnie szyderczo, pyta: „Kogo dziś grasz?”.

I choć gniew mnie zalewa, szalę znów przelał wstyd i strach, bo jej triumf powraca... gdy ja wciąż dotykam dna.

 

Kiedy kładziemy się w ciemność i opadają powieki, ja wciąż czuję ten uścisk, co ma trwać całe wieki.

On odmierza mój oddech swoim własnym zegarkiem, gdy w sen zapadamy, połączeni już całkiem.

Ja mam ledwie poranek niepewny, on ma nocy jeszcze wiele.

 

Więc nie tłukę już szyb, nie próbuję zerwać więzi, skoro każdy mój bunt karmi tylko własny wstręt.

Zostaniemy tu razem, wrośnie w nas ten chłód – ja, mój własny oprawca. Mój największy wróg.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania