Moja Madera, raj na sprzedaż
Bóg musiał mieć dobry humor, kiedy tworzył Maderę. Dał jej łagodny klimat, piękną roślinność, cudowne widoki, góry, wodę, żyzną ziemią, ryby w oceanie...
A potem dał turystów.
To dzisiaj jedno z najmodniejszych miejsc turystycznych naszych lat.
Zamieszkałam tam 15 lat temu. To była inna wyspa, spokojna, cicha nie zadeptana, bardzo religijna i... dosyć wredna dla zwierząt.
Dzisiaj jest to już inne miejsce.
Zabieram czytelników w podróż po starej i nowej Maderze.
Piszę o codzienności jej mieszkańców dawniej i teraz, kulturze, obyczajach, kuchni, muzyce, zdumiewającej umiejętności śpiewanej " nawijki" na każdy zadany temat. Piszę też o nieprawdopodobnej korupcji, małych i dużych oszustwach, wypieraniu miejscowej ludności przez przybyszy z całego świata, niszczeniu przyrody przez coraz bezczelniejszych turystów. I tylko zwierzęta mają ciągle przerąbane, chociaż, na szczęście, są już organizacje pomagające czworonogom. Oczywiście, w książce są także wątki polskie, jak np.mało znana historia Henrique Alemão, pod którym to nazwiskiem krył się podobno polski król Władysław Warneńczyk, który nie zginął pod Warną tylko po przegranej bitwie uciekł do Rzymu a potem do krewniaka, króla Portugalii i zamieszkał na wyspie. Wg. badaczy był także ojcem Kolumba...ale o tym w książce.
Zamieszczam tu także recenzję napisaną przez byłego dziennikarza "Polityki" Romana Strzemieckiego.
Moja Madera
Raj na sprzedaż
To się czyta jednym tchem. Gdyby zwykły polski turysta, który wyląduje na Maderze, chciał naprawdę wiedzieć, gdzie jest, a nie błąkać się jak dziecko we mgle, to powinien nieustannie zaglądać do książki Skibińskiej „Moja Madera”. Skibińska, zasiedziała tu od lat, pisze jakby 45 listów do kogoś bliskiego obrazując słowem to, co widziała, co słyszała, czego doświadczyła. Ale po przeczytaniu tych listów, jej Madera staje się również naszą Maderą.
Nie da się inaczej: gdy już przeczyta się jeden list, to człowieka zaraz ciągnie do czytania kolejnego. Nie dość, że to naprawdę skarbnica wiedzy autorki o miejscu swego bytowania, to jest to nie dająca odejść gawęda pisana językiem przejrzystym, soczystym, nie unikającym prześmiewczości wobec miejscowych, ale takiej ciepłej, życzliwej. A, gdy trzeba rzeczy nazwać po imieniu, to je tak nazywa. Nie znajdziesz tu mdłych upiększeń.
Są też tam dwa smakołyki dla polskiego ucha. Raz, jak to Piłsudski wczasował na Maderze z „kochanicą”. A dwa o „trunkowym” polskim królu Władysławie co miał z rąk tureckich zginać pod Warną, ale jakoby nie zginął, lecz bitwę tak ciężko przerżnął, że aż się schował na Maderze. I jeszcze spłodził Krzysztofa Kolumba. Tak, tego od odkrywania Ameryki.
Roman Strzemiecki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania