Moja żona

Leżę przy niej bezsenny — noc gęstnieje jak mrok,

Poznań tonie w ciszy, co spowija wszystko w cień.

Dzień zamknięty w księdze — mgła wlewa się w jego krok,

A ja stoję bez dróg — wśród śladów zgasłych ścieżek.

 

Słowa ważą jak rzeźba — w nich drży blask i mroczna gra,

W oczach ludzi porządek — twarz wyciosana z lodu.

Dom ułożony w ciszy — jak filar wtopiony w tło,

A pod formą ładu — pustka tka swoje lodowe nici.

 

Moja żona tak blisko — oddech jej równa fala,

Nie ma gniewu ni słów — tylko szept co drży w nas.

Czułość dawno zgasła — ledwie drga w niej żar szeptu,

Jakby życie wypełniało cudzy, zapisany plan.

 

Dzień snuje się w rytmy — gesty tną powietrze cicho,

Codzienność oplata nas nićmi ledwie wyczuwalnymi.

Słowa gasną po drodze — ich cień zatraca krok,

A milczenie osiada — chłodnym echem w nas samych.

 

W noc powraca obraz tamtych lat — kobieta jak zjawa,

Z pociągu przelotnego — w spojrzeniu mgła i blask.

Nigdy słowa nie padły — tylko znak spojrzeń został,

A milczenie rozchyla niespełniony rytm kroków.

 

Myślę czasem: co by było, gdybym przerwał ten bieg,

Czy wyrwałbym się z formy — czy spłonął jak popiół?

Lecz odcinam te myśli — zdrada tka swój cichy szept,

Bo w myślach niewierny staję — choć milczenie trwa.

 

Tłumię je jak akta — w których zapisany mój los,

Porządkowi oddając każdy drżący lęk i głód.

Nie mam siły na ogień — tylko milczenie głębokie,

Strach przed życiem bywa cięższy niż najpewniejszy chłód.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Sokrates godzinę temu
    Wspaniale oddane odczucia.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania