Moje opowiadanie (1)

Szczęście~

 

Nie było nic poza nią i jej oddechem. Tak cichym i tak spokojnym, jak tylko spokojne i ciche potrafi być morze.

Klatka piersiowa unosiła się jak wyrzucane na brzeg spienione fale, które starały się porwać jak najwięcej z delikatnego płaszczyka stworzonego z miękkiego i mokrego piasku.

Lubiłem patrzeć, gdy jej rysy stawały się jeszcze łagodniejsze i piękniejsze w panującym półmroku hotelowego pokoju, w którym się zatrzymaliśmy.

Światło nocnej lampki idealnie komponowało się z miedzianym kolorem włosów Natashy, mieniło się milionem odcieni. Czerwona szminka doskonaliła pełnię i delikatność jej ust, a także podkreślając piękno jasnej księżycowa noc skóry. Cały efekt dopełniony delikatnym różem na policzkach, który podkreślał wrażliwość i urokliwość jej ślicznej twarzy.

Wtem w głowie rozbrzmiał mi jej głos. Czuły, a zarazem słodki wypowiadał równocześnie głósno i szeptem słowa, których nigdy nie spodziewałbym się usłyszeć z jej ust. To jeden z momentów, na które trudno jest być głuchym.

Na każdym kroku pokazywała jak bardzo zależy jej na wspólnej przyszłości. Pomimo młodego wieku była i jest o wiele bardziej tolerancyjna i wyrozumiała niż większość kobiet w średnim wieku.

Ona jest największym cudem jaki został stworzony przez Boga, który trafił się właśnie mnie. Zaprzątając moje myśli i dzień i w nocy za każdym razem wyłania się z ciemności wraz ze swoim promiennym i dającym szczęście uśmiechem.

Nie daje spokoju, choćbym nie wiem jak tego nie chciał, jak prosił by dała spokój choć na chwilę. Jednak ona zawsze będzie kradła cenny czas, który mógłbym wykorzystać na tysiące innych, wręcz bardziej pożytecznych i ważniejszych spraw. Jednakże bezsprzecznie poświęcam go właśnie jej. Podświadomie pragnę by brała go garściami i uformowała z niego pewną składną całość. Ona jest dla mnie wszystkim - wszystkim tym co chciałem osiągnąć, wszystkim tym co osiągnąłem do tej pory i tym co jescze osiągnę w przyszłości.

Jest przede wszystkim tym czego potrzebuję do szczęścia. Dostarcza mi miłości, wsparcia, radości i pełni życia. Kimś kogo kocham. Kimś za kogo skoczyłbym bez wahania w ogień.

Kimś kto potrafi w każdej sytuacji doprowadzić mnie do szczęśliwych bądź gorzkich łez.

Gdyby nie ona to nie wiem co by się ze mną stało. Założę się, że nie wstałbym i nie wyszedł by kogoś poznać. Zamknąłbym się w tych czterech ścianach, by realizować samego siebie i zaspakajać własne nieuciszone ego. A wszystko co w tym czasie bym zrobił, przepadłoby bez echa. Tylko dlatego, że chciałbym zostać wtedy zapomniany.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania