"Moje zmagania z Franzem Kafką" (Kafka, Dostojewski, Blaise Pascal, Lew Szestow, Miguel de Unamuno)
Pamiętam, że kiedyś znalazłem w pismach nowogreckiego poety Yanisa Ritsosa zdumiewające zdanie na temat Franza Kafki :” Kafka to tylko epizod z Dostojewskiego”. Czyżby świat austriackiego pisarza był zaledwie dalekim zakamarkiem olbrzymiej galaktyki, jaką stanowiła twórczość Rosjanina?
Co mogłoby łączyć tych dwóch ludzi? Może jakaś katastroficzna wizja świata? Dostojewskiego i Kafkę czytałem jeszcze w XX wieku. Pamiętam wiele postaci z powieści Fiodora Dostojewskiego: Rodiona Raskolnikowa, Mikołaja Stawrogina, Piotra Wierchowieńskiego oraz Kiryłowa …
Z powieści Kafki w mojej pamięci zapisali się Józef K i Gregor Samsa z opowiadania „Przemiana”. W powieści Zamek mamy mierniczego K. Ci ludzie byli jakimiś symbolami, którymi w młodości usiłowałem, czasami w sposób nieudolny i groteskowy, opisywać otaczający mnie świat i dramatyczne z nim zderzenia. Jako młodzieniec wypowiedziałem słowa, których dzisiaj chyba trochę się wstydzę: „ jestem Józefem K. z Procesu”. To intuicja podpowiadała mi, że ten bohater zmagał się raczej z pewnym fatalizmem zapisanym w świecie, z okrutną maszyną, która niepodzielnie panuje nad tym wszystkim, co znajduje się poza naszym umysłem, poza naszym Ja. Panuje nad tym wszystkim, na co nie mamy najmniejszego wpływu. W tym sensie miało to być doświadczeniem czegoś absolutnie zewnętrznego i wrogiego. A może jest odwrotnie? Może rzeczywistość opisana przez Franza Kafkę ma swoje źródła i rozgrywa się w naszym wnętrzu? Nie mogę wykluczyć, że ten proces kończący się śmiercią Józefa K toczy się w jego umyśle, a może raczej w jego organizmie? Może jego świadomość jest konfrontowana z rozwojem strasznej choroby, która musi doprowadzić do śmierci? Czy taki punkt widzenia jest kluczem do zrozumienia świata kafkowskiego, a może to tylko nieudolnie skonstruowany wytrych? A co mówi na ten temat dawno już uznana, szkolna lub uniwersytecka wykładnia? Wielokrotnie słyszałem w potocznych rozmowach czy w dyskusjach dziennikarzy lub polityków sformułowania w stylu: „ to prawdziwy Kafka” lub „ mamy kafkowski świat w naszej polityce” lub „ niesłusznie oskarżony w tym procesie zmagał się z systemem sprawiedliwości tak jak Józef K.” Idąc tym tropem można by sądzić, że ten pisarz opowiadał o rodzącym się totalitaryzmie lub wszechwładnej biurokracji…. Ale czy to nie jest uproszczeniem lub zgoła fałszywym obrazem jego dzieła…?
Pojęcie procesu może mieć jednak wiele innych znaczeń i odniesień. W medycynie mówi się o procesie rozwoju śmiertelnej choroby (lub każdej innej, nawet lekkiej)- proces rozwoju gruźlicy czy choroby nowotworowej powoduje wielkie spustoszenie w organizmie, a nierzadko śmierć pacjenta. Greckie słowo agonia to tyle co walka lub śmiertelny proces. Ale organizm walczy, agonia jest jego beznadziejnym zmaganiem z tym, czego nie da się już uniknąć. W nauce mówi się o procesie jako przebiegu pewnych zjawisk. Możemy również mówić o procesie myślowym, czyli jakimś rozwoju naszego poznania świata lub samych siebie. Wracając jednak do procesu w znaczeniu medycznym, zwracam uwagę na to, że Franz Kafka przez wiele lat chorował na gruźlicę. To gruźlica była owym tragicznym wymiarem relacji z ze światem: wewnętrznym i zewnętrznym…Ale czy tylko gruźlica? Do tej kwestii jeszcze powrócę.
I wreszcie sąd. W Procesie Kafki sąd jest wszędzie. Józef K. wchodzi do jakiegoś mieszkania, otwiera kolejne drzwi, znajduje się w dusznym i mrocznym pomieszczeniu. To tam bez przerwy obraduje trybunał. Nawet wtedy, kiedy jego sprawa pozornie została zawieszona, nadal jednak trwa. Archiwa sądowe znajdują się na strychu jakiejś obskurnej kamienicy… To nie jest świat realny, raczej jakieś głębiny koszmarnych snów… Człowiek może w ten sposób przedstawić sobie śmiertelną chorobę, która jest jak wyrok, wyrok, od którego nie ma odwołania….
Choroba też w naszym organizmie trwa przez cały czas, towarzyszy nam w każdej chwili i godzinie…. Mamy wrażenie, że o niej zapominamy, ale ten proces nigdy nie zostaje przerwany…Ale czy nie mamy innej drogi interpretacji?
Trybunał, sąd, grzech, wina, kara…. Pamiętajmy o tym, że pojęcie sądu w wymiarze metafizycznym występuje w wielu religiach naszego i nie tylko naszego kręgu kulturowego. Z dużym zainteresowaniem czytałem opisy Sądu Ozyrysowego w książkach poświęconych mitologii egipskiej. Na szali ważone były dusze ludzi (wciąż jeszcze śmiertelnych). Jeżeli dusza człowieka stającego przed sądem surowego Ozyrysa była chociaż odrobinę cięższa od najlżejszego pióra, wtedy nieszczęsnego grzesznika pożerał groźny krokodyl. Z egipskiej Księgi umarłych wiemy, ze grzesznicy sądzeni przez Ozyrysa musieli odpowiedzieć na 10 pytań. Czy dopuściłeś się pierwszego, drugiego trzeciego aż do dziesiątego grzechu? Tak, starożytni Egipcjanie mieli swoją wersję Dekalogu. To stamtąd pochodzą koncepcje, które później pojawiły się w Biblii. A tak na marginesie- kradzież jest przestępstwem i rzeczą karygodną…, ale przecież egipska Księga Umarłych w najstarszej (chyba) wersji trafiła do londyńskiego British Museum w latach 70. XIX wieku dzięki archeologowi i złodziejowi Wallisowi Budgowi. To Wallis Bugde dopuścił się zuchwałej kradzieży tego niezwykłego arcydzieła sztuki egipskiej… Tak więc w niektórych sytuacjach mówimy, że wprawdzie kradzież jest zła, a sumienie złodzieja obciąża wielka wina… grzech, ale z drugiej strony skutki tej kradzieży okazały się również pozytywne…. Ileż to razy każdy z nas w ten sposób relatywizuje opisywane przez siebie niejednoznaczne wydarzenia. Dzięki temu ewidentna wina (nasza lub bliskich nam ludzi) staje się czymś niejednoznacznym, a może nawet nieistotnym? Może winni okażą się ludźmi o nieskazitelnych charakterach?
Józef K. staje przed trybunałem, ale chyba nie przed ludzkim trybunałem. Jego proces toczyć się nawet wtedy, kiedy sąd pozornie nie pracuje….Nasza wina trwa wiecznie i pomimo wszelkich okoliczności…A zatem przed jakim sądem stanął bohater powieści Franza Kafki? Czyżby przed trybunałem ostatecznym, metafizycznym, bożym? Inne pytanie: w jakich źródłach znajdziemy koncepcję o wiecznej, wrodzonej winie człowieka?
Według opowieści zawartych w świętych księgach wielu religii przodkowie człowieka dopuścili się strasznego grzechu, a wina ich dziedziczona jest przez kolejne pokolenia…
Buddyzm daje wprawdzie trochę nadziei, gdyż możemy przerwać łańcuch wcieleń, nie powrócić do świata żywych, dostąpić wyzwolenia i nirwany, rozpłynąć się w nicości, która jednocześnie jest nieskończonością. W najgorszym przypadku znów się odrodzimy.… Ale w jakiej formie? Nie możemy wykluczyć, że odrodzimy się jako biedronka, dżdżownica lub roślina….
Bohater opowiadania „Przemiana” Gregor Samsa nie popełnił żadnej zbrodni, był w potocznym tego słowa rozumieniu niewinny. Ale spadła na niego przedziwna kara…, a może nie była to kara, lecz zrządzenie losu? A może wyrok? A może nie ma żadnego sądu, który rozpatruje nasze winy i skazuje na wieczne męki tych, których dusze są tylko odrobinę cięższe od najlżejszego piórka? Gregor Samsa obudził się jako obrzydliwy skorupiak, zamiast rąk i nóg miał dziesiątki dziwnych odnóży. Jego domownicy zamknęli go w pokoju, do którego nigdy więcej nie zajrzeli. W ten sposób nasz bohater, skazany na śmierć również przez bliskich, umarł z głodu…. A może istotą powieści i opowiadań Kafki jest tragiczne poczucie inności? Inności mającej wiele źródeł. Z jednej strony śmiertelna choroba, z drugiej jednak pochodzenie żydowskie. Franz Kafka utożsamiał się z tradycją żydowską, ale należał do kręgu Żydów zachodnioeuropejskich, oświeconych, jakże daleki był od chasydów z Podola i dalekiej Rosji. Tu przypomnę fragment jego Dzienników z okresu I wojny światowej, w którym pisarz opisuje spotkanie z ortodoksyjnymi uciekinierami z Galicji. Nie znał języka jidysz, nie znał przebogatej tradycji muzyki żydowskiej z Europy Wschodniej. To było spotkanie ludzi z dwóch dalekich od siebie światów. Dodam jeszcze jedną refleksję. Kiedy czytałem prozę i poezję autorów piszących w język jidysz, takich jak Isaac Bashevis Singer, Jehoszua Singer, Mendel Sforim, Izaak Lejb Perec, Szolem Alejchem, ale również wtedy, kiedy poznawałem książki pisane przez żydowskich autorów piszących po niemiecku, tu wymienię Leo Perutza i jego powieść „ Mistrz sądu ostatecznego”, Hermanna Brocha „ Niewinni” czy Josefa Rotha, zawsze miałem wrażenie, że to wciąż ten sam kafkowski świat. Ale nigdy nie umiałem tego uzasadnić. Gdybym jednak pokusił się o coś w rodzaju analizy, powiedziałbym, że w tych utworach kryje się jakaś mistyczna, kabalistyczna tajemnica, gdzieś jest to dziesiąte lub setne dno… świat dostępny tylko dla wtajemniczonych, dla tych, którzy zrozumieli, że litery alfabetu hebrajskiego są jakimiś kolejnymi eonami, bytami prowadzącymi od tego co materialne ku czystej, duchowej nieskończoności. A tak na marginesie: to w księdze Jeciry (Księga Stworzenia) Bóg najpierw prowadzi dysputę z literami, ustala, która litera rozpocznie proces stworzenia świata…Najpierw mamy więc litery (idee), a później dopiero coraz to cięższe materialne byty…
Jeszcze na chwilę wrócę do „Przemiany” ; myślę, że lekturę książek Franza Kafki należy zacząć od tego opowiadania, gdyż jest ono kluczem do zrozumienia całej jego twórczości. Gdybyśmy najpierw przeczytali Przemianę, wtedy uniknęlibyśmy pewnego uproszczenia interpretacyjnego. Nie twierdzilibyśmy z takim przekonaniem, że Kafka opisuje świat państwa policyjnego lub rodzącego się totalitaryzmu…
.Raczej postrzegalibyśmy to jako pewną metaforę.
Może kafkowski świat to droga od mrocznej materii do czysto duchowej rzeczywistości….Ale jakiej rzeczywistości? A może to raczej obraz człowieka opuszczonego, który nie może wyjść, uwolnić się z pułapki, pułapki, jaką stanowi świat….
Wspomniałem kilka razy o sądzie lub wysokim i surowym trybunale…
Przed takim trybunałem staje Raskolnikow- człowiek zbuntowany. Czy jego upadek jest absolutnie konieczny, tak jak koniecznym był zbrodniczy eksperyment Piotra Wierchowieńskiego w powieści „ Biesy” Fiodora Dostojewskiego?
Bohaterowie powieści Dostojewskiego stają przed trybunałem (czyżby trybunałem własnego sumienia) i przyjmują cierpienie, pokutę za własną pychę, bunt, którego źródłem było poczucie wyższości. Poczucie wyższości, które stawia Rodiona Romanowicza ponad prawem obowiązującym tylko maluczkich. W sposób arcyciekawy cały dylemat Raskolnikowa interpretuje wybitny filozof rosyjski Lew Szestow. Szestow w książce „ Dostojewski i Nietzsche” twierdzi, że Rodion Raskolnikow w rzeczywistości nie zamordował lichwiarki i jej siostry. Wszystko (cały ciąg wydarzeń od zamordowania lichwiarki i jej siostry, a później rozmów z sędzią śledczym Porfirym) odbywa się w jego umyśle, w jego sumieniu. Tak jakby Rodion Romanowicz Raskolnikow i sędzia śledczy Porfiry byli tylko dwoma głosami w burzliwym sporze toczącym się w umyśle bohatera tej powieści….
Małe spostrzeżenie: Dostojewski związał się w młodości z niejakim Pietraszewskim- później skazanym na śmierć rewolucjonistą, który, tak jak pozostali członkowie jego kółka, został ułaskawiony dosłownie na „minutę przed wyznaczonym czasem egzekucji,; Fiodor Dostojewski został skazany na katorgę w twierdzy położonej niedaleko Tomska, później jego wyrok złagodzono i pozwolono mu zamieszkać w miejscu zesłania.
Opis pobytu na Syberii znajdziemy w książce „ Wspomnienia z domu umarłych”.
To więzienie, a raczej miejsce katorgi jest z punktu widzenia Dostojewskiego pewnego rodzaju pokutą. Najpierw upadek, później zbrodnia, a następnie pokuta i odrodzenie człowieka. Wszystkie te elementy są jednak niezbędne, żadnego nie można pominąć. Nawet jeśli ta zbrodnia jest czysto teoretyczna i została (jak przypuszcza Lew Szestow) popełniona w umyślę głównego bohatera, pozostaje jednak sam bunt, który Dostojewski postrzega jako zbrodnię…
Jeszcze jeden cytat, który bardzo lubił Lew Szestow, tym razem cytat z Błażeja Pascala: „ Nasze ziemskie życie jest tylko krótkim odcinkiem drogi pomiędzy niebem a piekłem”
Parafrazując te słowa można powiedzieć, że nasze życie to krótka droga wiodąca przed wysoki trybunał.. droga ku potępieniu lub ewentualnemu zbawieniu… Ale tak naprawdę nic nie możemy wiedzieć i tak naprawdę nic nie wiemy… Możemy być tylko pewni, że nasze życie to bardzo krótka droga… Droga, na końcu której może znajdziemy surowy trybunał… Jeżeli jednak spotyka nas cierpienie ,ale nie będzie ono karą za nasze występki, ponieważ nie ma instancji metafizycznej, która mogłaby nas ukarać, wtedy nic nie może się równać z tragizmem naszego położenia… Gdyby istniał sędzia najwyższy z najwyższych stojący ponad dziejami świata i ludzkości, mógłby nas skazać na wieczne potępienie lub zbawienie….Jeżeli jednak nie istnieje, wtedy cierpienie wynika z jakiegoś układu wydarzeń i tylko z tego, a wyzwolenie od niego jest tylko chwilowe i złudne… A więc proces, wciąż ten sam proces, który trwa pomimo, że został zawieszony…
/ w ostatnim fragmencie nawiązałem nie tylko do Zakładu Pascala, ale również do książki Miguela de Unamuno y Jugo „ O tragicznym sensie istnienia człowieka”. Tę książkę czytałem w wieku 25 lat/
----------------------------------------------------------------------------------------
PS. Miguel de Unamuno w książce " O tragicznym sensie istnienia człowieka" twierdził, że każdy "wariant" naszego losu jest dla nas zły, jest wyrokiem skazującym...Cierpienie przynosi religijna wizja świata, źródłem cierpienia jest w tym samym stopniu wersja materialistyczna...
A może powinniśmy poznawać świat bez odnoszenia się do naszego miejsca w nim i losu ?
Taka droga byłaby jednak głęboko nieludzka.... Pytanie, czym jest obiektywizm? Naiwne pytanie? A może nie aż takie naiwne?
--------------------------------------------
Tekst napisany wiele lat temu...jeszcze przed pandemią Covid 2019; może jest banalny i nieznośnie płaski...?
To nie ma znaczenia, ważne są tylko pytania...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania