Moje Życie, Moja Wina-Prolog
Dziękuję za miłe powitanie :-) Nie wiedziałam, o czym napisać. Z jednej strony chciałam, by tekst był z życia wzięty, a z drugiej, pomysły wiązały się z jedynie bolesnymi wspomnieniami. Połączyłam oba i piszę historię mojego życia. Od momentu, w którym faktycznie się zaczęło. Zapraszam!
1999, Japonia.
Po ulicach chodzą zapracowani ludzie, nikt nie patrzy w moją stronę. Zadziwia mnie hermetyczny byt tego miasta. Każdy zamknięty jest w swoim prywatnym, małym świecie, także nie do pomyślenia jest tu wejść komuś w drogę. Zastanawiam się, czy gdybym nagle zaczęła się dusić i umierać, ktoś podszedłby i mi pomógł.
Zatrzymuję się w małej, ulicznej knajpce, aby zjeść coś na obiad. Nie powiem, japońskie jedzenie bardzo mi odpowiada, jednak ile dałabym za krupnik i pierogi!
Obsługującym jest młody chłopak, mniej więcej w moim wieku. Nie jest niekomunikatywny, jak większość Japończyków. Uśmiecha się do klientów, żartuje. Nawet mi, widząc, iż jestem Europejką, daje małą łyżeczkę zamiast pałeczek.
- Pałeczki mogą być - dukam łamaną japońszczyzną. Specjalnie na ten wyjazd zaczęłam się uczyć tego języka. Szczerze mówiąc, nadal wychodzi mi to marnie, ale ćwiczę, kiedy się da.
Facet śmieje się i podaje mi parę parę. Przyjmuję je z lekkim kiwnięciem głowy.
- Długo jesteś w Japonii? - pyta, na wpół po japońsku, wpół po angielsku.
- Przyjechałam na miesiąc z koleżanką - odpowiadam w ten sam sposób.
- Z jakiego jesteś kraju?
- Jestem Polką.
Na te słowa mężczyzna znowu się śmieje, jednak przyjaźnie, życzliwie. Od takiego dźwięku aż się cieplej robi na sercu.
- Niestety, nie mówię po polsku.
- Nie szkodzi.
Na chwilę zapada między nami cisza. On wraca do swoich zajęć, ja siorbię ze smakiem swoje ramen i rozglądam się po lokalu. Staram się robić to dyskretnie, żeby nie wyjść na cudacznego turystę.
- Jestem Rin Matsuoka - mówi znienacka facet, wyrywając mnie z otchłani myśli.
- Brzmi jak imię postaci z mangi lub anime - stwierdzam.
- No nie?
Stamtąd rozwija się rozmowa. W między czasie Rin otwiera sobie piwo, a ja domawiam colę. Nieskładna rozmowa angielsko-japońska ciągnie się godzinami. Ja nawijam o Polsce, studiach ekonomicznych, które zaczynam w październiku, mojej rodzinie i znajomych. Mój rozmówca woli tematy takie jak muzyka, film, sztuka i praca. Zupełnie się różnimy, ale nasza dyskusja idzie niezwykle płynnie.
- Czemu wszyscy wychodzą? - zagaduję głupio, kiedy zauważam, iż od pewnego czasu lokal jest absolutnie pusty.
- Po zamknięciu jest - mówi Rin, ściągając fartuch.
- O cholera! W takim razie też muszę się zbierać! - wykrzykuję, pospiesznie zbierając swoje rzeczy. - Przepraszam najmocniej, że tak się zasiedziałam.
- Ależ nie szkodzi.
- Jeszcze raz dziękuję za gościnę.
Naciągam płaszcz i już mam wyjść z knajpki, gdy słyszę za plecami głos:
- Jutro też będziesz?
Prolog zakończony cliffhangerem, cóż za radość :-D Mam nadzieję, że się podobało i do zobaczenia!
Matsuo ;-)
Komentarze (5)
Bardzo pozytywne opowiadanie póki co, choć po górnej adnotacji, takie nie będzie, jestem ciekawa co nam tutaj pokażesz, póki co bardzo lubię twojego Rina :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania