Mokry targ

– Niedawno oskórowane, pani Han.

– Chcę zupełnie świeże, panie Wu.

– Pani wybierze.

– O, ten!

– Ten?

– Nie, ten bardziej rudy.

– Dobre oko, bo młodszy jest. Pani chwilę poczeka.

Pani czeka, a pan tasakiem oddziela ogon i miauczącą głowę od reszty. Kiedy sprawnie ściąga futro, pani Han myśli o zakupie szczeniaków. Są takie ruchliwe i bardzo apetycznie wyglądają, a najważniejsze, że mają duże oczy. Tatko uwielbia psie gałki duszone w czosnkowym sosie. Pani Han jest dumna ze swojego ojca pisarza. Jego powieści są znane na świecie. Pan Wu patroszy kota. Pani Han głaszcze szczenięta po głowie.

– Wezmę jeszcze te trzy maluchy, panie Wu.

Średnia ocena: 4.1  Głosów: 13

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (53)

  • łoizok pół roku temu
    Ciarki mnie przeszły
  • Wrotycz pół roku temu
    Mnie też, kiedy zobaczyłam dwa filmiki z mokrego targu.
    Bardzo Ci dziękuję, Łoizok.
    Pozdrawiam.
  • Marian pół roku temu
    Cóż w tym dziwnego? My tak samo patroszymy króliki czy drób.
    Każdy naród ma swoją kuchnię.
    Tekst w sumie niezły, bo o czymś innym.
  • Wrotycz pół roku temu
    Ale ich nie oswajamy. W chińskich domach pełno czworonogich pupili.
    Dzięki za koment.
  • Morus pół roku temu
    Nawet bardzo ciekawy temat, 5.
  • Wrotycz pół roku temu
    Dzięki, mam nadzieję, że do czegoś się przydał.
  • Narrator pół roku temu
    Zgadzam się z panem Marianem — co kraj to obyczaj. My też wiele rzeczy robimy nie zastanawiając się, bo taka tradycja. Polak Chińczyka nie zrozumie, chyba że wśród Chińczyków pożyje jakiś czas, ale wtedy przestanie rozumieć własny naród. A za granicą lepiej pracować u Chińczyka, aniżeli Polaka, bo nikt tak ze skóry nie obedrze jak rodak. Tytuł sugeruje miejsce, z którego podobno przywędrował do nas wirus covida. Można ten utwór interpretować na wiele sposobów, na przykład jak taki wszystkożerca (pan Han) ma moralne prawo pisać książki. Dlatego zostawiam 5.
  • Wrotycz pół roku temu
    Narratorze, w Chinach zamknięto 'mokre targi', co prawda ze względu na podejrzenie związane z koronawirusem, ale i tam widać zmianę podejścia do zwierząt. Kwestia czasu, mam nadzieję.
    Za wyłowienie wątku pisarsko-moralnego - bardzo dziękuję. My tu wszyscy związani z piórem.
    A jaka jest misja piszących? Czy w ogóle jakaś jest?
    Pozdrawiam.
  • skandal pół roku temu
    kultura nam każe się wzdrygać, czy my sami? ale jak świnię do wrzątku to jest w porządku. ludzie są okrutni pod każdą szerokością geograficzną i w każdej kulturze. dobry tekst
  • Morus pół roku temu
    Cóż to za okrucieństwo, skoro ludzie robią to by przeżyć. Okrucieństwem jest zadawanie cierpienia bez powodu, dla przyjemności. Na tej zasadzie, to wszystkie zwierzęta, poza roślinożercami, musielibyśmy nazywać okrutnymi. A nikt tak przecież nie mówi o psie, wilku, czy kocie.
  • Wrotycz pół roku temu
    Skandal, wnosząc z treści komentarzy jednak ---> my sami.

    Morus, coś jednak nas odróżnia od zwierząt, prawda? Jak myślisz, mogą one czuć, że grzeszą?
  • Morus pół roku temu
    No ale, przecież zdobywanie pożywienia i zabijanie w imię zdobycia pokarmu to nie grzech. Zresztą nawet Tomasz Lis, przejrzał już na oczy w tym temacie:

    https://www.tvp.info/52191780/tomasz-lis-skrytykowal-fanatycznych-lewakow-teraz-usunal-swoj-wpis

    Na tekst i wpis Kuczyńskiego nieoczekiwanie zareagował Tomasz Lis. „Dopada nas terror politycznej poprawności i fanatyczne lewactwo, które chce decydować, w co mamy wierzyć, co myśleć, co czytać, czym jeździć, co jeść, co pić i jak się ubierać” – skomentował.

    „Są nawet ambitniejsi niż dawni bolszewicy, którym wystarczało decydowanie, w co wierzymy i co myślimy” – dodał Lis.
  • Wrotycz pół roku temu
    Morus, zadawanie cierpienia dla przyjemności, cechuje ludzi, no może jeszcze szympansy też wykazują tę cechę.
    Co do wątku medialnego, moim mentorem w kwestii stosunku do zwierząt jest św. Franciszek z Asyżu, na pewno nie obżarci mnisi z Monachomachii. O braciach mniejszych pisze również mój ulubiony poeta ks. Twardowski.
  • Morus pół roku temu
    Wrotycz, nie bardzo rozumiem przesłania tego tekstu, czy jest manifestem przeciw jedzeniu mięsa w ogóle, czy też tylko psów i kotów? Nie znam też życiorysów św. Franciszka i ks. Twardowskiego, nie wiem czy byli wegetarianami? Jaką myśl nam chciałaś w nim przekazać?
  • Wrotycz pół roku temu
    Morus, nakreśliłam jedynie realną sytuację na mokrym targu. Bez ujawniania swojej oceny wydarzenia.
    A przesłanie? W 100% zależne od tego, co czytelnik nosi w głowie.
    Jestem zwolennikiem poglądu, że narzucanie czegokolwiek jest mało skutecznym oddziaływaniem.
    Każdy samodzielnie musi przeanalizować zjawisko i dojść do własnych wniosków.

    Nie ukrywam, przeraża mnie ogromna tolerancja wobec na żywca u nas gotowanych świń, w ogóle zwierząt zabijanych dla przyjemności kulinarnych, a przede wszystkim straszliwych warunków ich współczesnych 'hodowli'. Niewyobrażalny koszmar, no ale kasa najważniejsza, prawda?

    Życiorysy tych osób łatwe do odszukania, choćby w necie, a wybrałam artykuł z miesięcznika Znak, który tłumaczy przyczyny stosunku św. Franciszka do natury. Zachęcam Cię do przeczytania.
    https://www.miesiecznik.znak.com.pl/6372008waclaw-michalczyk-ofmswiety-franciszek-z-asyzu-i-stworzenia/

    Pozdrawiam
  • Wrotycz pół roku temu
    Zajrzałeś do artykułu? Pewnie nie.
    Pozdrawiam :)
  • Morus pół roku temu
    Wrotycz oczywiście, czytam;)
  • Wrotycz pół roku temu
    Morus, cieszę się, że czytasz.
  • JamCi pół roku temu
    Taaa... A żyjemy na ty samym świecie.
  • Wrotycz pół roku temu
    Właśnie, dzięki za refleksję, Jamci.
  • JamCi pół roku temu
    Wrotycz no, myśl była taka, że w formie ogromne różnice, w trosce i odczuciu żadne. Róznimy się w kulturze. Tylko tyle. A zdaje się że eony dzielą. Kultura. Wielka rzecz i mała. Natura jednaka. Czułość czy troska też. Pojęcie obrzydliwości. Tylko inaczej wyrażone.
  • Wrotycz pół roku temu
    JamCi, kultura ma wpływ na odczuwanie, na troskę. Weź choćby ideę rasizmu, czy nazizmu, jest długie medialne pranie mózgu i wmówienie, że podludziom można zrobić wszystko. Wyznawcy obojętnieją szybko.
    Oczywiście instynkty wszędzie tożsame, jeden genetyczny pień w nas, ale można je wynaturzyć w różny sposób. Mamy wybór. Daleki Wschód cechuje w niektórych sprawach wyrafinowanie, a już w Indiach jest inaczej, wywodzimy się z nich, Indoeuropejczyków.
    Dzięki za uwagi.
  • JamCi pół roku temu
    Wrotycz prawda. Można ją skrzywić, skaleczyć. Pozbawić tego, co w niej najlepsze.
  • Wrotycz pół roku temu
    JamCi, dlatego rozumiem ową nieczułość na 'mokrych targach' i cieszę się, że teraz wielu, szczególnie młodych Chińczyków już potępia owe praktyki.
  • Trzy Cztery pół roku temu
    Psie oczy w sosie czosnkowym... Myślę, że nigdy nie zjadłabym psa. Pamiętam jednak scenę z „Pamiętnika z powstania warszawskiego”, w której Białoszewski opisuje taką sytuację. Mały piesek został zjedzony, a nieświadoma tego właścicielka pozbierała z talerzy kostki i chodziła z nimi, szukając i wołając go po imieniu.

    Powstanie to tragiczne okoliczności. Trzeba było przeżyć. Mimo to zjedzenie psa wywołuje sprzeciw i przerażenie. Najgorsza jest jednak ludzka próżność. Ktoś chce skosztować zupy z małpy, zupy z płetwy rekina, tylko po to, żeby się tym pochwalić. Nawet, jeśli ma tę zupę zwymiotować, to i tak małpka, rekin i nietoperz zostaną zabite.

    Świat to mokry targ, mokry od łez i krwi, a życie wyrasta na śmierci. Tak było zawsze. Ale przez lata zmieniły się pewne niuanse, zachwiana została pewna równowaga, staliśmy się jako ludzie zbyt pewni siebie, nie mamy szacunku dla przyrody i ta odwraca się przeciwko nam. Czy to się zmieni?
  • skandal pół roku temu
    trafny komentarz. na domiar złego robi się na za dużo. więc zmieni się. na gorsze
  • Wrotycz pół roku temu
    Trzy Cztery, na Ukrainie w czasie Wielkiego Głodu zdarzał się kanibalizm.
    Ale nie o ekstremalnych sytuacjach tu mowa.
    Mam więcej nadziei. Najmłodsze pokolenie inaczej patrzy na przyrodę. Bo jej coraz mniej.
    Dziękuję za bardzo ciekawy komentarz i pozdrawiam.
  • Grain pół roku temu
    Ja tam lubię cielęcinę. Czekam aż ktoś napisze, o pożeranych żywcem różyczkach brokuła, albo czereśniach z pestkami. Idiotyzm miłości do zwierząt sięga zenitu.
  • Wrotycz pół roku temu
    No cóż, Twoje lubienie jest najważniejsze. Dla Ciebie.
    Nie trzeba kogoś kochać, aby go nie zabijać.
    Dzięki za koment, pozdrawiam.
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Wrotyś↔Dobrze tekst napisany, w danej kwestii. No cóż. To człowiek definiuje wartość zwierząt.
    Dokonuje selekcji. Które bardziej "zwierzęce na rzeź" a które bardziej "ludzkie".
    A zabiciem np: szczura się nikt nie przejmuje. Chyba, że oswojony i jest jakby "częścią nas"
    Chociaż sądzę, że nie tylko o tym jest tekst, gdyby zgłębić sprawę, ludzkich zachowań:)↔Pozdrawiam:)↔%
  • Wrotycz pół roku temu
    Bardzo trafny koment, Dedusiu. Dobrze by było, gdyby przymiotnik "ludzkie" oznaczał człowieczeństwo wrażliwe na cierpienie istot czujących. Na tym winna polegać nasza duchowa ewolucja.
    A tu mamy córkę pisarza, który zajada się psimi oczami.
    Dzięki, pozdrawiam.
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Wrotyś↔A czytałaś ↔"Wyborny trup"↔też książka mówiąca wiele o nas>
  • Wrotycz pół roku temu
    Nie, i nie chcę, wnioskując po tytule.
  • Opalony Ernest pół roku temu
    Nazwiska nieprzypadkowe.
  • Wrotycz pół roku temu
    Dokładanie, spostrzegawczy jesteś.
  • Józef Kemilk pół roku temu
    Bardzo ładnie opisałaś to co jemy. Właśnie o to chodzi:). Gdyby w każdym sklepie tak się sprzedawało mięso, pewnie mielibyśmy dużo wegetarian.
    Pozdrawiam
  • Wrotycz pół roku temu
    Jesz koty i psy??? Wegetarian coraz więcej. I masz rację, zabijanie świń, krów, koni, drobiu, ryb na oczach klientów w naszej europejskiej kulturze powiększyłoby liczbę wegetarian.
    Szkoda, że wciąż ustawa "Piątka dla zwierząt" nie obowiązuje.
    Dziękuję za komentarz.
  • Bajkopisarz pół roku temu
    Dzień jak co dzień, gdzieś z dala od naszego grajdołka. Ale można zamienić kotka czy pieska na karpia w grudniowe popołudnie i już ten targ robi się bardzo swojski. Boimy się tego, co obce, a ww gruncie rzeczy robimy to samo. I nie tylko w dziedzinie obdzierania ze skóry.
  • Wrotycz pół roku temu
    Boimy się tego, co obce... boję się myśli, że mogłoby to stać się normalne dla mnie, Bajkopisarzu.
    I cieszę się, że niektórzy ludzie kupują umęczone karpie w grudniowe dni i wypuszczają do jezior i rzek.
    Dziękuję za komentarz.
  • Pan Buczybór pół roku temu
    Hmmm, scenka rodzajowa z innej kultury, która z założenia chyba ma szokować czytelnika pod płaszczykiem neutralnego, obiektywnego przedstawienia sytuacji. Ogólnie nawet mi się podoba, choć trochę krótkie i pozbawione głębi.
  • Wrotycz pół roku temu
    Płaszczyk jak najbardziej celowy, nie chciałam w scence ujawniać swojego stosunku, byłam ciekawa komentarzy. Narrator to tradycyjny mieszkaniec Wuhan, nie ja. A czy zszokowało? Widzę, że nie.
    Dzięki za komentarz.
  • Wrotycz pół roku temu
    Aha, krótkie, bo to stusłówek.
  • pasja pół roku temu
    Mokry od łez tytuł. Pamiętam kilkanaście lat wstecz, kiedy mówiono o hodowli karpia, Ponoć podawano mu ludzkie geny, aby szybciej wzrastał. Gro ludzi nie kupiło wtedy na wigilię karpia. Podane przez ciebie przykłady są dla pani czy pana normalną potrawą. I czy to pies, czy kot, czy świnia, królik tak samo będzie oskórowane z życia. Szok następuje wtedy, kiedy dzieje się to na naszych oczach. Ale czy to wystarczy aby nie jeść mięsa?
    Dobitnie ukazałaś problem na przykładzie innej kultury, ale bliskiej naszej.

    Miłego wieczoru
  • Wrotycz pół roku temu
    Myślę, że niekoniecznie tu trzeba wizualnego bodźca, aby szoku doznać. Wyobraźnia, empatia - też wiele mogą.
    Drabbel kontrowersyjny, bo... a nie będę ciągnąć. Kiedyś na pewno ludzkość z takimi praktykami skończy w każdej kulturze. Oby szybciej niż za kilka pokoleń.
    Dziękuję pięknie, Pasjo, za komentarz.
  • Nachszon pół roku temu
    Świetnie reportersko bezemocjonalnie napisany tekst z olbrzymim wyczuciem dialogu, który jest osią formalną.
    Nie to jest złe, że ludzie jedzą koty, czy psy i że z tego powodu te zwierzęta są zabijane. Ludzie w różnych częściach świata jedzą różne rzeczy. Kulturowość kulinarna i tyle.
    Gdyby w tekście było:
    "Pani czeka, a pan tasakiem oddziela miauczącą głowę od reszty i ogon"
    wówczas przekaz byłby łagodniejszy i straciłby dużo na sile rażenia, ponieważ byłoby to zabijanie (pod warunkiem, że tasak jest ostry, a ruch rzeźnika bardzo szybki). Jednak ucięcie najpierw ogona, a potem głowy nie jest zabijaniem, ale mordowaniem.
    Chrześcijanie, dolepiając fragmenty Tory w czasie produkcji Starego Testamentu, zrównali zabijanie z mordowaniem. W oryginale jest:
    לא תרצח(lo tircach), nie morduj, czyli nie torturuj, nie zadawaj bólu, nie dręcz, nie krzywdź. Szem hapoal (bezokolicznik) użytego czasownika to לרצוח(lircoach). Nie zabijaj byłoby לא הרוג(lo harog), a szem hapoal to להרוג(laharog). To dwa różne czasowniki, dwa różne określenia. Morderstwo w kontekście języka hebrajskiego, a więc języka Tory nie musi kończyć się śmiercią, ale na pewno kończy się okaleczeniem psychicznym, duchowym, fizycznym. Tora jak najbardziej dopuszcza zabijanie, bo rozumie wojowniczą, terytorialną, agresywną naturę człowieka, którą łagodzi między innymi seks. I tu jest prosta odpowiedź na pytanie, dlaczego Najwyższy nie tylko nie ukarał Kaina za zabicie Abla, ale jeszcze dał mu znak ochrony. Przede wszystkim dlatego (ale nie tylko dlatego), że Kain zabił, a nie zamordował i w dodatku zrobił to w gniewie:
    ויקם קין אל הבל אחיו ויהרגהו(waiakam Kain al hawel achiw wejaharghu)
    Rdzeń (szoresz) użytego czasownika (יהרגהו) to ה.ר.ג, zabijać, a nie mordować.
    Konsekwencje takiego zakłamania są olbrzymie, bo głęboko w mentalności chrześcijańskiej kultury religijnej można dręczyć, torturować, wyśmiewać, upokarzać, ponieważ zostanie to wybaczone, byleby nie zabijać.
    Kilka lat temu rozgorzała w Polsce dyskusja, a właściwie nie dyskusja, ale agresja przeciwko żydowskiemu ubojowi rytualnemu. Najwięcej krzyczeli ci, którzy gówno na ten temat wiedzieli. Żydowski rytuał zabijania (szechita) to nie latanie z tasakiem w obłąkanym tańcu i zadawanie ran zwierzęciu, jak w znakomitej scenie "Czasu Apokalipsy". Rytuał polega na upewnieniu się, że zwierzę jest zdrowe, zapewnieniu intymności umierania, i zabicia tak, aby zwierzę nie cierpiało.
    I teraz dochodzimy do kolejnego zagadnienia pojawiającego się w tekście. Nie ma tu intymności umierania, jest publiczne morderstwo. A czas umierania dla każdego stworzenia to czas wstydu, bo traci się kontrolę nad własnym ciałem. I to jest druga straszna rzecz.
    Istnieje podejrzenie, że u państwa Han pieskom zostaną wyłupione oczy, ale pieski pozostaną żywe i raczej na pewno obdarzone czułością:
    "Pani Han głaszcze szczenięta po głowie."
    I tu pojawia się pytanie, czy lepiej nigdy nie zaznać w życiu czułości i tym samym zostać pozbawionym wiary w miłość, czy kochać kogoś, nawet jeżeli ten ktoś od czasu do czasu wyłupi ci oczy.
  • Wrotycz pół roku temu
    Intymności umierania nie zapewnisz ludziom w szpitalach podczas pandemii, a co dopiero czującym istotom z mocno przecież rozwiniętym systemem nerwowym w rzeźniach i tzw. hodowlach.
    Nachszon, zdumiewasz, ale kiedy pierwsza gwałtowna reakcja na Twój komentarz (wrrr... !) minęła, zaczęłam szukać przyczyny. Nie wyjawię, bo Ty się nią kierowałeś, więc wiesz.
    Podziwiam erudycyjny komentarz, inteligentnie i sprytnie wyłuszczoną politykę mniejszego zła, to jednak... sorry, pozwolę sobie zaprzeczyć.
    Otóż mam głęboko w nosie każde uzasadnienie, które usprawiedliwi zabijanie i ogrom zła czyniony zwierzętom, istotom, podkreślam, czującym, bo... bóg, bo trup, bo... mógł i kropka.
    Inteligentni, technologiczni smakosze, którzy, kuźwa nawet nie klikną w link, clip, a już na pewno nie wejdą do XXI rzeźni a nie dawnych obór, tych wyrafinowanych, nastawionych na czysty zysk obozów koncentracyjnych dla bydła, drobiu i zwierząt futerkowych. Może mięsko mniej by wtedy smakowało, a założone skóry i futerka choć trochę uwierały, może popyt by zaczął spadać, ale nie, chcą mięcha, bez mięcha nie przeżyją, no i finito potencjalnej zmiany. Ludzkość jest przede wszystkim popaprana egoizmem, naznaczona mordem, zazdrością, zawiścią i obojętnością.
    Kuzynkę mojej mamy pod koniec wojny, kiedy była trzynastolatką, wraz z jej ojcem Rosjanie wywieźli za Ural. Ulokowali w ziemiankach, na czteropiętrowych pryczach z gałęzi, liści i mchu. Tyfus szalał, efekt biegunki stopniowo przeciekał przez prowizoryczne posłania. Kobiety umierały, ale zaraz miejsca były uzupełniane ludzkim bydłem kolejnego transportu. Nikt mu antybiotyków nie podawał, jak dzisiaj wegetującym zwierzętom w bezściółkowych klatkach, ustawionych jedna na drugiej, może tylko z mniej kapiącymi fekaliami z góry.
    Wolę być postrzegana jako sentymentalna idiotka, zmanipulowana oszołomka, głupia i nieżyciowa, tudzież infantylna... niż być osobą, która potrafi uzasadnić (obojętnie czym) gehennę każdego czującego, myślącego 'mięsa' na sprzedaż.
    Osiem miliardów ludzi nie nakarmisz zwierzętami, które miały dobre życie i godny koniec. Te czasy minęły bezpowrotnie. Zysk i pazerność rządzi. Mięsożercy napychają wciąż rosnącą sakiewkę fabrykantów mięsa.
    I to nie tak, że zwierzęta mają okresy wyłupiania i czułości. Mają wyłącznie okrutny czas i zminimalizowaną przestrzeń, od samego początku do końca w przemyśle totalnej pogrdy dla ich życia.
    Nachszon, nawet jeśli istnienie w tym wszechświecie jest karą i de facto rzeczywistość jest urządzonym nam piekłem (bardziej lub mniej odczuwanym), to i tak... nic nie usprawiedliwia czynienie go innym.
  • Nachszon pół roku temu
    Najpierw posprzątajmy, a potem poukładajmy rzeczy na miejsca dla nich przeznaczone.
    Jestem ateistą, więc Bóg nie jest dla mnie sankcją żadnego działania. Za konieczną i bezwzględną podstawę podstaw każdego prawidłowego światopoglądu, każdego działania przyjmuję szacunek dla zdrowia i życia nie tylko ludzkiego, ale życia w ogóle.
    Odniosłem się do Tory, ponieważ jest dziełem logicznym, matematycznym, które ugruntowało we mnie olbrzymią część sposobu widzenia świata i działania w tym świecie, w tym wiedzę, że nie wolno mordować, dręczyć, upokarzać, ale można zabić w razie koniecznej potrzeby.
    Kilka lat temu uniosłem rękę, aby kłapnąć komara i coś mnie zatrzymało.
    - Dlaczego? Za co? - Zapytałem siebie w myśli.
    Od tej pory rozmawiam z nimi i ostrzegam, że jeżeli nie wylecą przed naszym pójściem spać, to umrą, bo włączamy na noc „antykomarowca”. Mam wrażenie, że słuchają. Jeżeli widzę atak mrówek na dom, nie mam wątpliwości, co należy zrobić. Żal mi ich, ale tak poukładane jest życie. Na szczęście zdarzyło się to tylko raz.
    Nie jemy mięsa od ponad roku (żona niejedzenie zaczęła tydzień przede mną i to jej sprężyna). Wieprzowiny nie jedliśmy nigdy, bo jesteśmy, kim jesteśmy, ale drób, wołowinę, owszem. Nie wynika to z żadnej ideologii; przyczyna jest prozaiczna. Lataliśmy kiedyś dużo po mieście, bo trzeba było jakieś tam sprawy pozałatwiać. Nagle poczuliśmy się strasznie głodni. Wsiedliśmy w tramwaj i podjechaliśmy do jednej z naszych ulubionych kebabowni. Wzięliśmy, jak nigdy, po dużej baraninie na talerzu z frytkami i najzwyczajniej w świecie przeżarliśmy się. Na mięso, które jedliśmy nie częściej niż raz w tygodniu, nie mogliśmy patrzeć przez jakiś czas w ogóle. Żona stwierdziła:
    - Od dawna już chciałam nie jeść mięsa i to jest dobry moment.
    Wahałem się przed przyłączeniem, bo dużo ćwiczę, biegam, pływam, jeżdżę na rowerze, plus praca, nauka i skądś ta energia musi być pobierana. Z drugiej strony małżonka nie jest wcale mniej aktywna ode mnie, więc stwierdziłem, że spróbuję. Nie zrezygnowaliśmy i nie zamierzamy rezygnować z ryb, w związku z tym niekiedy słyszymy: „jecie mięso, bo jecie ryby”. Odpowiadamy wtedy krótko: „Ok”, ucinając w ten sposób wszelkie agresywne ideologiczne dyskusje.
    Nie jem mięsa (oprócz ryb), ale w ogóle nie mam ani grama pretensji do tych, którzy to mięso jedzą. Nie widzę w tym nic złego.
    Do części dotyczącej tragedii kuzynki Twojej nie odniosę się, ponieważ uważam, że nieprawidłowości, zło, pojawiać się będą jeszcze długo na świecie i wynikają z logiki kosmosu i natury ludzkiej. Zadaniem człowieka jest naprawić w miarę sprawnie, to co się zepsuło, stworzyć procedurę, która zabezpieczy przed takimi błędami w przyszłości i jak najszybciej zająć się teraźniejszością. Rozpamiętywanie, rozbabrywanie zła, które się kiedyś tam podziało to utrata cennej energii i źródło zapędów ideologicznych, nacjonalistycznych i tym podobnych.
    Stosunek do nieprawidłowości świata (pojęcie w mojej wizji świata będące nadzbiorem zbioru zła) dzielę na dwie kategorie:
    - niezgoda konieczna
    - niezgoda niemożliwa
    Niezgoda konieczna dotyczy zdarzeń, na które mamy wpływ i na które musimy zareagować. Jeżeli w markecie facet bije kobietę (i nie jest to samoobrona, jak to ostatnio miało gdzieś tam miejsce), to moim obowiązkiem jest jak najszybciej pierdolnąć mu kilka szybkich petard w ryj, unieruchomić śmiecia a potem wezwać policję, nie odwrotnie. Istnieje ryzyko, że będzie sprawniejszy i silniejszy ode mnie, trudno. Wtedy liczę na prawidłowość świata i pomoc innych. Jeżeli widzę, że ktoś się wywalił na rowerze, moim obowiązkiem jest podejść, podbiec, podjechać i sprawdzić, czy wszystko jest ok. Jeżeli widzę, że ktoś leży na ulicy, chodniku, trawniku i nawet jeżeli poniewiera się przy nim flaszka, to moim obowiązkiem jest sprawdzić, czy wszystko jest ok i w razie potrzeby wezwać pomoc. Jeżeli widzę, że ktoś dręczy zwierzę, obojętnie czy kreta, mysz, pająka, kota, psa to moim obowiązkiem jest przerwać te tortury. Jeżeli w naszym ogródku postanowił zamieszkać kot, który do mieszkania wchodzi tylko wtedy, gdy otwarty jest balkon i który nie chce być w domu, to sprowadzam dla niego wypasiony domek z Niemiec i zimą z pudełek po zupkach hinduskich robię ogrzewanie, wypełniając je gorącą wodą i wkładając między kojce i na „górny pokład”. Przy -16 na dworze po 12 godzinach ma w domku +9. Jeżeli chcę, aby poprawił się byt zwierząt w schroniskach to oddaję tam procent podatku. w I tak dalej i tak dalej. To są konkrety.
    Niezgoda niemożliwa to wszelkie pierdolety typu „działajmy przeciwko ociepleniu klimatu”, „bierzmy udział w akcjach na FB przeciwko złemu traktowaniu zwierząt w Azji, Srazji, Dupazji” „Kliknij w link-srink, aby poprzeć coś tam sroś tam”, „Poużalajmy się nad ofiarami pandemii”. To para w gwizdek, utrata energii. Zbiór niezgody niemożliwej trzeba raz na jakiś czas zrewidować i sprawdzić, czy nie jest się w stanie zrobić czegoś konkretnego, aby naprawić lub pomóc naprawić stan rzeczy, bo się zmieniły warunki, bo my uzyskaliśmy jakąś umiejętność, której wcześniej nie mieliśmy, ale w sposób realny.
    Reagujesz Wrotycz agresywnie na mięsożerców i czuję w Tobie rewolucjonistkę.
    Zostałaś władczynią świata. Nakazałaś niejedzenie mięsa, zlikwidowanie wszelkiej mięsnej produkcji. Zwierzęta już nie doświadczają cierpienia z ludzkiej ręki. Zrobiłaś to w kilka godzin, bo jesteś Wszechwładczynią Świata. Przeprogramowałaś mózgi. Tłumy szaleją uwolnione od mięcha, Twój portret jest wszędzie, ludzie dziękują Ci za uwolnienie od agresji i chorób, których źródłem było mięcho, matki przynoszą do Ciebie dzieci, abyś je pobłogosławiła. Specjalne komisje we wszystkich bez wyjątku domach na świecie (od lepianek po wypasione apartamentowce) zainstalowały czujniki obecności mięsa. Jest czysto. Radośnie. Świątecznie. Ale w iluś tam milionach domów goszczą ponura cisza i smutek i wcale nie dlatego, że ci ludzie tęsknią za jedzeniem mięsa.
    W jednym z takich domów staruszka sprawdza w Internecie, jak powstrzymuje się krwawienie, opatruje rany. Robi zakupy apteczne, do tego kilka flaszek wódki. Łyka kilka kielonków, a następnie bierze tasak i ucina sobie palca. U nogi. Bo ręce będą jeszcze potrzebne. Wrzeszczy, na moment traci przytomność. Wraca do żywych. Działa szybko i sprawnie jak komandos. Zabezpiecza siebie, potem wrzuca do gara uciętego palca, po czym karmi nim swojego ukochanego kota. Bo koty moja Droga Wrotycz bez mięsa umierają w ciągu czterech, pięciu dni. Te ileś tam milionów domów wypełnionych ciszą to domy właścicieli kotów, które za kilka dni umrą w głodowych męczarniach, ponieważ karmy dla kotów też już się nie produkuje, bo to przecież mięcho.
    Ideologiczna impulsywność rodzi rewolucje, ale równolegle zawsze robi coś jeszcze. Gwałci zdrowy rozsądek. Pamiętaj o tym moja Droga Wrotycz.
  • Wrotycz pół roku temu
    Super:
    "Za konieczną i bezwzględną podstawę podstaw każdego prawidłowego światopoglądu, każdego działania przyjmuję szacunek dla zdrowia i życia nie tylko ludzkiego, ale życia w ogóle”.
    Nachszon, całkowicie zgadzając się z powyższą „prawidłową podstawą postaw”, nie potrafię zrozumieć co najmniej połowy Twoich wywodów, Twojego nieprzylegania w ocenie.
    Potwierdzasz prawo do braku !!! szacunku dla życia, nie negując światopoglądu, który na to pozwala. Widzisz, ja też uważam, a w zasadzie – uważałam, czego dowód dałam w którymś z poprzednich komentarzy, że każdy samodzielnie powinien w sobie przerobić ową etyczną kwestię. Stąd obiektywność migawki z mokrego targu. Niczego nie narzucałam. Swoista donkiszoteria to była. Trzeba mi było streścić dobę z życia zwierzaka we wspólczesnej fabryce mięsa, niewyobrażalne cierpienie tych istnień.
    Winnam opisać stres i ból bydła w rytualnym uboju, a już szczególnie w klatkach obrotowych, ciężko mi o tym pisać, niby rewolucjonistka a wymiękam w środku.
    Wiem, że nie zmienię świata, że jedyne co mogę, to nie zgadzać się, protestować wobec metod stosowanych w fabrykach mięsa. A na pewno wiesz równie dobrze jak ja, że dopóki jest tak olbrzymi popyt na burgery, udka, karkóweczki, czy kaszankę... nic się nie zmieni.
    Wolałabym nikogo tym nie drażnić, nie potępiać przyzwyczajeń, a jeśli już to np. zielonych ludzików a nie ludzi, których szanuję, ale tego zachowania akurat nie popieram, bo nie mogę.
    Czytałam opowiadanie sf, w którym takiej hodowli podlegali ludzie, ponieważ wirusy zmiotły z powierzchni Ziemi zwierzęta, a na mięso wciąż było wielu chętnych. Więc? To niemożliwe powiesz? A czemu nie? Ludzie pozbawieni wszystkiego co ludzkie, nadzy w klatkach, bez umiejętności porozumiewania się, karmieni przez metalową rurkę jak indyczki dla tłustszej wątróbki... widzisz to?
    Czy nie można zmniejszyć 'produkcji' zwierząt hodowlanych? Chociaż coś poprawić, zaoszczędzić im cierpień?
    Kiedyś mięso było droższe, nawet w domach bogatych i bardzo bogatych ludzi serwowano je raz w tygodniu, a dzisiaj?
    Nic, że miażdżyca, nic że rozmiar XXXL grozi, smaczne, więc pochłaniajmy.
    Koty, psy... i w ogóle zwierzęta mięsożerne nie na wolności to zupełnie inny temat.
    Tu niezgoda jest niemożliwa.
    Okrutne fabryki mięsa będą istniały do czasu, aż uda się ludziom wyprodukować mięso bez mózgu i nerwów. Kwestia czasu i ceny.
    I upowszechnienia światopoglądu opartego na szacunku dla każdego życia, do którego zdrowy rozsądek przylega w 100%.
    Dziękuję za wyczerpujący i 'ostrzegawczy' komentarz, ale jak wcześniej wspomniałam, opinie dotyczące mojej osoby w tym temacie niewiele mnie obchodzą.Mój priorytet sam ustaliłeś w pierwszym cytowanym zdaniu.
    Pozdrowienia dla małżonki.
  • Nachszon 5 miesięcy temu
    Spróbujmy się pochylić nad Twoimi zarzutami wobec moich komentarzy. Piszesz: „Potwierdzasz prawo do braku, szacunku dla życia, nie negując światopoglądu, który na to pozwala”. Zobrazuję to prawo.

    Prawo
    Dowiedziałem się lub wiedziałem od dawna, że w pewnym kraju torturuje się, dręczy, upokarza ludzi i zwierzęta. Niech tym krajem będą na przykład nieszczęsne Chiny. Staję u progu Państwa Chińskiego i walę mocno w bramy.
    - Otwórzcie źli ludzie! Mam wam coś do powiedzenia!
    Otwiera mi uśmiechnięty Chińczyk w mundurze i wysłuchuje skrótu tego, co mam do zakomunikowania. Następnie prowadzi mnie do eleganckiego hotelu, prosi, abym wypoczął dwa dni na koszt Państwa Chińskiego. Po dwóch dniach wspaniałego relaksu zostaję zaproszony do Parlamentu Chińskiego z prośbą, abym powiedział to, co mam do powiedzenia. Staję na podwyższeniu i mówię:
    - Torturujecie, upokarzacie, dręczycie ludzi i zwierzęta, wiem o tym i zabraniam wam to robić!!!
    Szef Szefów Chińskiej Republiki staje obok mnie i, skłoniwszy wcześniej przede mną głowę, pyta:
    - Czy zatem panie Nachszon, chce pan ustanowić u nas nowe prawo zabraniające torturowania, upokarzania i dręczenia ludzi oraz zwierząt?
    - Tak – odpowiadam śmiało i pewnie, wyczuwając zagadkową trochę uległość Szefa Szefów Państwa Chińskiego.
    Szef Szefów wskazuje na mnie dłonią, po czym zaczyna klaskać. Wszyscy bez wyjątku wstają i przyłączają się do aplauzu. Jestem purpurowy z dumy, uśmiech gości na mojej twarzy.
    - Prosimy, aby pan wrócił na dwie godziny do hotelu i odpoczął. Nasz kierowca zawiezie pana i po dwóch godzinach przywiezie. W tym czasie przygotujemy uroczystą prezentację nowego prawa – słyszę grzeczny głos Szefa Szefów.
    Wracam do hotelu. Korzystam z basenu, siłowni, ucinam sobie krótką drzemkę, biorę prysznic. Puka kierowca. Wracamy do Parlamentu. Szef Szefów bierze mnie pod rękę, wprowadza na podwyższenie i klaszcze. I znowu wszyscy przyłączają się do braw.
    Nagle podchodzi piękna, skromnie ubrana Chinka i wręcza mi kopertę dużego formatu.
    - Proszę otworzyć panie Nachszon – mówi Szef Szefów.
    Otwieram i wyjmuję arkusz eleganckiego chropowatego papieru o krawędziach tak ostrych, że można się pokaleczyć. Na tym arkuszu czytam przepięknie wykaligrafowane nowe prawo:
    „Ogłasza się uroczyście, że w dniu takim a takim Towarzysz Nachszon ustanowił Nowe Chińskie Prawo: Zabrania się torturowania, dręczenia i upokarzania ludzi oraz zwierząt”. Zdarzenie relacjonują wszystkie telewizje świata. Podnoszę Arkusz Prawny w górę, aby każda kamera mogła zarejestrować obraz. Znowu brawa.
    - A teraz panie Nachszon – mówi Szef Szefów Chińskiego Państwa – bardzo prosimy, aby pan natychmiast prawem tym podtarł sobie dupę, bo w przeciwnym razie poddamy pana okrutnym torturom.
    Taka jest wartość prawa Wrotycz, o którym piszesz, czyli pisząc o tym prawie piszesz o niczym. Ani Ty nie możesz go dać, ani ja, bo nie mamy takiej mocy. Co więcej, to nie muszą być Chiny, nie mam takiego prawa nawet w obrębie państw, których jestem obywatelem. I Ty tak samo. To, o czym piszesz, to niezgoda, ale też niezgoda pozorna (patrz rozdział o tolerancji). W tym miejscu mogłabyś powiedzieć:
    - Chodzi o prawo, które dajesz sobie.
    W pierwszym odruchu oczywiście odpowiadam:
    - Nie daję sobie takiego prawa (do dręczenia, upokarzania, torturowania ludzi i zwierząt)
    Za chwilę jednak zdaję sobie sprawę, że takie twierdzenie jest arogancją opartą na nieuzasadnionej pewności warunków. Nigdy nie wiadomo, do jakich wyborów może zostać zmuszony człowiek, więc weryfikuję swoją odpowiedź:
    - Nie daj Boże, abym kiedykolwiek musiał sobie takie prawo dać.
    I jest to odpowiedź jedyna właściwa.

    Tolerancja zła
    Tolerujesz Wrotycz zło tak samo jak toleruje je każdy z nas żyjących. Ludzie mylą akceptację z tolerancją.
    Tolerancja jest zgodą człowieka na jego własną egzystencję w świecie, w którym trwają procesy przez tego człowieka nieakceptowalne. Oznacza to, że jedynym prawdziwym przejawem nietolerancji wobec zła, którego nie można zakończyć, jest samobójstwo. Działania ludzi próbujące zniwelować zło są protestem wynikającym z braku akceptacji, ale nie są nietolerowaniem tegoż zła.
    Akceptacja danego procesu dziejącego się w świecie jest z kolei pełną zgodą człowieka na istnienie danego procesu z zastrzeżeniem, że akceptujący absolutnie nie musi w procesie akceptowanym uczestniczyć.

    Spójność
    Celowo nie piszę jeszcze, o jaką spójność chodzi. Wracając do tematu, coraz częściej słyszę, że ten czy tamten zrezygnował z mięsa, albo zamierza zrezygnować. Cieszy mnie to, ale nie jest to dla mnie żaden priorytet etyczny. Mam nadzieję, że zwierzęta przeznaczone do uboju, będą mieszkały w coraz lepszych warunkach, że ludzie opiekujący się nimi będą naprawdę o nie dbali i wtedy nie miałbym absolutnie nic przeciwko produkcji mięsa, bo wówczas taka produkcja zakończy się w sposób spokojny i ewolucyjny. Siłą rzeczy, w większości przypadków, gdy człowiek naprawdę opiekuje się zwierzęciem, wytwarza się między nimi więź. A wtedy trudno jest takie zwierzę zabić. Mimo ponurych prognoz widzę, że świat idzie w dobrą stronę. W stronę spójności etycznej. I nie jest to etyka krzywdy.

    Epilog
    Wyobraźmy sobie Wrotycz, że rozpropagowałaś akcję ochrony zwierząt hodowlanych polegającą na jak najczęstszym klikaniu w link. W metrze wszystkie miejsca siedzące są zajęte, ludzie pochyleni nad srajfonami klikają w podany przez Ciebie link bez opamiętania. Wchodzi kobieta w zaawansowanej ciąży, nikt nie ustępuje miejsca, bo wszystkie głowy pochylone są nad ekranami. Po czterech godzinach od rozpoczęcia akcji masz wyniki. Zlikwidowano 50 miejsc, w których przebywały zwierzęta w złych (ale nie makabrycznych) warunkach, ale są już pod opieką weterynaryjną, znajdą się niebawem w eleganckich miejscach dla nich przeznaczonych.
    Kilka godzin wcześniej kobieta w zaawansowanej ciąży poczuła się zmęczona, potwornie zmęczona. Potknęła się, upadła, w wyniku upadku poroniła, sama też umarła.
    Trzeba wyważyć Wrotycz emocje i zastanowić się najpierw nad prostszymi sprawami. Na przykład, czy lepiej trzymać głupi ryj w srajfonie, czy mądrymi oczami uważnie obserwować dookolną rzeczywistość. Obserwować zawsze, gdy tylko to możliwe.
    Nie zgadzam się z żadnym z zarzutów wobec moich wcześniejszych komentarzy.
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Nachszon, ludzie stanowią prawo i je zmieniają w czasie. W podanym przez Ciebie przykładzie mamy do czynienia z: dura lex, sed lex Żóltego Wodza, wzmacnianym przez przemysł mięsny, który nasilił zjawisko mięsożerności naszego gatunku. Niska cena mięsa to sprawia. Wynika ona, cena, z koszmarnych dla zwierząt warunkow hodowli. Do absolutnego minimum obniża się koszty ich życia, niewyobrażalnie dręcząc czujące istnienia.
    I tak, masz rację, zero hipokryzji, muszę tolerować taki świat, ale na pewno samobójstwo nie jest jedynym sposobem przylegania do niezgody na ich los. Martwa na pewno w niczym zwierzętom nie pomogę. Ważniejsze od zaprezentowanej przez Ciebie logiki jest dla mnie, niestety rozłożone w czasie, współdziałanie z innymi ludźmi na rzecz zmiany okrutnego prawa. Negowanie go, wskazywanie palcem zła.
    Aktualne: sed lex dura lex na pewno podważy: ex iniusta non est lex, czyli: jeśli norma prawna w drastyczny sposób łamie podstawowe normy moralne, to nie obowiązuje. Najpierw zwykli ludzie, a później prawodawcy to zrozumieją, chcąc być przez nich wybrani. I zmienią przepisy w ustawach, wydawałoby się dzisiaj nie do ruszenia.
    Kiedyś zamkną swoje fabryki mięsa ci bezduszni cwaniacy, zmuszeni nowym prawem. I również, podobnie jak w wielu państwach świata, ubój rytualny zniknie w Polsce.
    Zadziała spójność etyczna. Do aktualnie wrażliwych dołączą kolejni, którzy się właśnie się budzą z obojętności, i następni kiedyś dołączą. Do zmiany trzeba bodźca. W tekście pod którym rozmawiamy, ojciec pani Han jest znanym na świecie pisarzem. Może inny człowiek pióra obudzi sumienie swoich dzieci i czytelników? Pisanie to przede wszystkim misja. Obok szmatławców i taniej rozrywki są książki, filmy, spektakle, które zmieniają rzeczywistość na bardziej etyczną.
    Prawo zdecydowanej większości państw zabrania niewolnictwa, rasizmu, gwałtów, znęcania się nad zwierzętami... ale przecież tak nie było zawsze.
    W stosunku do zwierząt prawo jest wyjątkowo niedopracowane, stoi w sprzeczności. Karze grzywny lub więzienia podlega osoba, która nie zapewnia im warunków do życia, głodzi, znęca się, ale jednocześnie całkowicie owo prawo ignoruje los zwierząt futerkowych, bydła i drobiu w tych nowoczesnych, koncentracyjnych fabrykach mięsa. Lobby działa na prawodawców, bo jego zaplecze ma olbrzymie zyski.
    Wpłynęło na Twój brak wiary w zmianę prawa Wielkiego Wodza Umysłów. Ale nie zapominaj, że są ludzie wolni obok zniewolonych.

    Na koniec sprawy dwie.
    Pierwsza. Lojalnośc wobec własnego gatunku nie wyklucza obrony innego. Można to pogodzić. Zatem przykład z kobietą przy nadziei to chybiony chwyt. Za św. Franciszkiem szły tłumy, a był obrońcą biednych ludzi i czujących zwierząt. Wyznawcą harmonijnego życia.
    Druga. Nachszon, mam nadzieję, że nie przestaniemy ze sobą rozmawiać.
    Wiesz, kiedyś na drodze prawnej wygrałam z lokalnym kołem myśliwskim. Walka toczyła się na wielu polach, w tym prasowym. Próbowali mnie zastraszać, a ja np. fotografowałam nęciska ustawione 20 metrów od ambon, wnosząc jednocześnie pozwy zgodnie z obowiązującym prawem okresowej ochrony zwierząt. Gdyby nie pozarządowe organizacje, konkretnie ich prawnicy, zapewne myśliwi dalej strzelaliby nad moją głową do wszystkiego, co się rusza.
    Zawsze wszystko zaczyna się lokalnie. Od siebie, najbliższych (vide Twoja żona) i reakcji na tych, którzy obok nas łamią prawo.
    Ale... są negatywy. Walcząc o los zwierząt, straciłam dwoje bliskich mi ludzi, już się nie widujemy. Żałuję bardzo, niemniej niczego bym nie zmieniła w przeszłości. Mam jednak nadzieję, że spójność etyczna zrobi swoje i pozwoli się z nimi spotkać (bez kiełbasy na kijach) latem przy ognisku.

    Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wyjaśnienia.
  • Nachszon 5 miesięcy temu
    Wrotycz, wiedziałem , że na mój argument odpowiesz argumentem dura lex sed lex i nawet miałem się przed tym zabezpieczyć, ale po chwili wahania zrezygnowałem z ochrony, myśląc sobie:
    - Ciekawe, czy Wrotycz da się poprowadzić na postronku, jak cielę na rzeź. I Wrotycz się dała.
    Odpowiadam krótko. Pisałem o mocy prawodawczej podmiotu historyjki, a nie o naturze prawa. Wbrew pozorom to dwie różne rzeczy. Naprawiając latarkę nie badasz struktury światła.
    Smutne jest to, że używasz przy tym terminu Żółty Wódz. Śmierdzi rasizmem. Nieważne, czy Wódz jest żółty, czy czarny, ale co sobą reprezentuje jako człowiek.
    Tak zwany święty Franciszek nie rusza mnie. Wszyscy chrześcijańscy święci z przylepionymi do nich mniej lub bardziej bzdurnymi historyjkami brzęczą mi go ucha jak zepsute radio. Wyłączam je natychmiast.
    Bardzo lubię mitologię grecką, trochę mniej rzymską, lubię midrasze, hadisy, mitologię skandynawską. Ale mitologia chrześcijańska wzbudza we mnie najsilniejszą emocję. Chce mi się rzygać i nic na to nie poradzę. Dlaczego tak się dzieje, pominę.
    Przywołujesz stanowisko mojej żony, zatem przedstawię Ci je:
    - Owszem, nie jem mięsa, ale absolutnie nie prowadzę krucjaty przeciwko tym, którzy mięso jedzą. Nie widzę w tym nic złego i nie wartościuję ludzi ze względu na ich sposób odżywiania się.
    Takie jest stanowisko mojej żony.
    Piszesz, że pogoniłaś myśliwych, bo Ci strzelali nad głową. Nie dziwię Ci się, pewnie zrobiłbym to samo. Albo zacząłbym strzelać nad ich głowami (umiem, nie strzelam do zwierząt).
    Przykład z ciężarną kobietą jest jak najbardziej w porządku i stanowi egzemplifikację spadku natężenia uwagi etycznej, gdy koncentrujesz umysł na czymś dalekim; a wszelka ideologia jest odległa od toczącej się rzeczywistości, dlatego można być ideologiem i być w porządku, ale należy zachować umiar i rozsądek. Jak we wszystkim.
    A jakie jest moje stanowisko?
    Nie jem mięsa, ale nie mam nic przeciwko tym, którzy to mięso jedzą. Wiem doskonale, że uprawianie zawodowego sportu na przykład czy ciężka praca fizyczna na diecie bezmięsnej są niemal niemożliwe. Ale nie mam również nic przeciwko tym, którzy mięso jedzą, bo lubią.
    Absolutnie jestem przeciwny trzymaniu zwierząt w podłych warunkach i zadawaniu im bólu, dlatego stanem idealnym jest trzymanie zwierząt przeznaczonych do uboju w komfortowych dla nich warunkach i zabijanie tak, aby nie czuły bólu.
    Oczywiście, że nie przestaniemy ze sobą rozmawiać, w każdym razie dla mnie ta wymiana myśli, poglądów nie ma żadnego znaczenia dla naszych relacji. W mojej świadomości pozostają one nadal takie, jakie były dotychczas.
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Dziękuję, Nachszon. Chuchasz na zimne. Musiałabym znienawidzić rodzinę i paru przyjaciół, nie tylko obcych mi mięsożerców. Rasizmu nie toleruję, a nazwa własna naznaczona kolorem była pójściem na skróty w odpowiedzi.
    Wrażliwość na cierpienie to nie ideologia. Problem leży w Twojej głowie a nie w tym drabblu, czy też w klikających pasażerach metra. Poza tym widzę swoją nieskuteczność w przekonywaniu kogokolwiek do czegokolwiek.
    Chyba wyczerpaliśmy temat.

    Utrzymanie status quo bardzo mnie cieszy :)
    Pozdrawiam Ciebie i Małżonkę.
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Wegetarianami byli, o czym zapomniałam napisać, Leonardo da Vinci i Einstein.
    Czyli, kochani mięsożercy, brak białka zwierzęcego niczego nie utrudnia w sztuce i nauce.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania