Mol w pozłacanym słoju
Głuchy odgłos dębowych drzwi.
Marmurowe posadzki, pozłacane ściany.
Powiędłe kwiaty, księgi, ornaty
niczym przed prawdą parawany.
Mroczny, niedostępny, zatęchły.
Przeszyty obłudą, śmierdzący naftaliną.
Przekazy przestarzałe i niezrozumiałe,
by strach na wiernych spłynął.
Dym kadzideł, opary ze świec
jak w odległym średniowieczu.
Nie myśl o tym co w powszednie dni
dzieje się tu na zapleczu.
Organista chorały gregoriańskie śpiewa,
chwila zdaje się być wzniosłą.
We mnie pustka panuje. Nic się nie odbywa.
Trwa walka realizmu z nicością.
Bój się nowych technologii i piekła.
Po drugiej stronie czeka cię raj.
Czy ten w którego imieniu wypowiada te słowa
życia w strachu i ciemnocie dla ludzi chciał ?
Natarczywa myśl zakłóca głuchą ciszę.
Bizantyjskie imperium.
Gdzie ta skromność i życie w ubóstwie
o którym tyle tu słyszę.
Nie piętnuję wiary tylko hipokryzję.
Marzę by człowiek rozumny był.
Kierował się prawdziwymi wartościami i
zgodnie z nimi żył.
Czuję się niczym marny mol w
pozłacanym słoju na mąkę.
W głowie krąży jedno pytanie.
Po co tu przyszłam, co tutaj robię ?
Chcę się przypodobać Bogu, ludziom czy sobie ?
Komentarze (10)
nawet jeśli piliery
przyjdzie zaraz i zagada
że to już przesada...
malutkie? jest powszechnie wiadomym, że wiadro w nich się mieści i jeszcze jest luz.
Nie większe od rozumku
Szczególnie→ostatni wers, z niejednoznaczną odpowiedzią,
w zależności, od zapatrywań pytającego.
Tak ogólnie, to najbardziej→trzy ostatnie:)
Pozdrawiam:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania