Moment w którym zatrzymał sie czas
— Co się stało, że przestałeś iść?
Kiedyś wierzyłem,
że mogę unieść świat.
Że wystarczy słowo,
by zmienić bieg rzeki.
Że prawda jest tarczą,
a serce — kompasem światła.
— I co wtedy robiłeś?
Szukałem dróg,
gdzie nie było mostów.
Budowałem przyszłość
na skrzydłach marzeń,
których nikt nie chciał nieść.
— A co odkryłeś po drodze?
Że łatwo się zgubić,
gdy niesiesz tylko światło,
a nie widzisz własnego cienia.
Że można zranić tych,
których się kocha —
nawet intencją.
— Przecież chciałeś dobrze.
Tak.
Nie chciałem walczyć.
Nie chciałem niszczyć.
Ale moje kroki brzmiały jak grzmot,
a moje milczenie — jak oskarżenie.
Chciałem dawać światło,
a rzucałem cień.
— I wtedy się zatrzymałeś?
Nie od razu.
Najpierw przestałem widzieć ślady.
Został tylko kurz słów,
które miały ocalić,
a stały się ciężarem.
— A ludzie?
Patrzyli na mnie
jak na kogoś,
kto zawiódł.
Może dlatego,
że obiecałem zbyt wiele.
Może dlatego,
że sam nie znałem granic.
— I co wtedy zrozumiałeś?
Że miłość nie krzyczy.
Nie żąda uznania.
To cichy szept,
który koi lęki.
To obecność,
która nie domaga się słuszności.
— Oddałeś coś światu?
Tak.
To, co wziąłem zbyt gwałtownie.
Odbudowuję mosty,
które sam spaliłem.
Nie biegnę.
Nie prowadzę.
Nie głoszę.
Po prostu jestem
i pozwalam innym być.
— A jeśli ktoś cię znajdzie?
Nie znajdzie planu.
Nie znajdzie wizji.
Nie znajdzie wielkich słów.
Znajdzie ciszę.
I człowieka,
który zrozumiał,
że nie trzeba zmieniać świata,
by odnaleźć w nim siebie.
— Więc jak wygląda wolność?
Jak pokora serca.
Nie siła.
Nie władza.
Nie racja.
Tylko prawda, która nie rani
i miłość, która nie krępuje skrzydeł.
Komentarze (5)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania