Monsiel i wioślarz
Nocą w miasteczku szkaradzą się
najprawdziwsze narośle tysiącletnich
ulic, wąskich chodników w zamknięciu
między kamienicami.
Cegły łypią spod rozpuchniętych tynków,
dlatego chowamy się pod okiennice,
w warsztacie kolorowych szkieł
wydmuchanych obcym językiem
wąsatych bożków.
Rzeka rozszczepia się na włosowate kanały;
teraz płyniemy gondolą po smolistych
arteriach, z powrotem na nasz zimnem
pulsujący strych.
Komentarze (5)
Spirytysta, nie obraź się, ale większość twoich wierszy jest dla mnie niezrozumiałych, ten natomiast miło mnie zaskoczył i spodobał już po pierwszym czytaniu. Bardzo obrazowy, i na plus oczywiście, że nie zawikłany. Jeszcze do niego wrócę.
Nie obrażam się, że większość moich wierszy jest dla Ciebie niezrozumiałych :) Generalnie traktuję pisanie na luzie... Pozdrawiam :)
Trochę jak nocny pejzaż Wenecji, woda, szkło, rozpuchnięte tynki. Nocna wyprawa jednak kończy się powrotem do rzeczywistości, jaką jest bieda.
Pozdrowienia!
Bieda i obłęd... pozdrawiam ciepło
Nostalgiczne, inspirujące i fantazyjne. 5, pozdrawiam :-)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania