Monstrum

Gotyckie zamczysko stoi na górze skalnej.

Wokół niebo czarne, błyskawice lecą.

Murem zamku jest kołtun cierni.

Straszne słychać nietoperze dźwięki.

 

W zamku pajęczyny, czy to ptaszników nora?

Stare zardzewiałe szable, kielichy, zbroja

walają się po podłodze komnaty książęcej,

dalej siada kruk przy oknie w sali królewskiej.

 

Za zamkiem widać grobowy ogród,

kamienne nagrobki porośnięte bluszczem.

Gdzieniegdzie szare kości leżą

czekając, aż pioruny w suche drzewo uderzą.

 

Najwyższa jest wieża zamkowa,

w której błyska światło niemrawo.

W oknie cień, jak zwierzę ogromne!

Któż tam mieszka? Czy to stworzenie upiorne?

 

W komnacie wieżowej porozrzucane korale

i sukienki, perły, diamenty lśniące.

Na stoliku papiery, przy nim wielkie łoże.

Na nim siedzi dziwadło ogromnie duże!

 

Bierze suknię złotą i tuli do piersi.

Wzdycha głośno, aż świecy płomień gaśnie.

Kładzie się z suknią jak z ukochaną,

i wypowiada słowa mową szlochaną:

 

"Nie zliże nikt łez z mojej twarzy

bo zaropiała i owrzodzona została!

A serce, którego nie pokochano

gra smutnie marsz pogrzebowy!

 

Ach! Ciężko wzdycham, kolejny płomień zgasł.

Chcę się ukryć w objęciach ciemności.

Żeby tylko żaden głupiec tu nie wlazł!

Ucieknie, raniąc mnie w swej niesprawiedliwości”.

 

Wstało upiorzysko i podeszło do lustra.

Wzdrygnęło się swego cienia rzucanego przez księżyc.

Wnet gorycz wylała się z jego oczu.

Upadło i zaczęło szlochać boleśnie:

 

”Mam już dosyć samotności mojej!

Chcę poczuć dotyk, ale nikt nie dotknie potwora!

Kiedy tulę tą suknię jak kruchutką gałązkę,

ona się łamie, pęka w ramionach moich!

 

Wyglądam okropnie, ale serce mam Wertera.

Chcę by ktoś się w nim zanurzył

zanim ja w łzach utonę, słysząc żałobne pieśni,

które wydają echo w duszy mojej głębi.

 

Ta suknie kwiatem pachnie, czuję jej ciało.

Ona śpiewem anielskim kołysze mnie jak dziecko.

Pochłania moje zmysły, głaszcze, aż się wzruszam!

Lecz ona nie żyje, martwa jest i bezduszna!

 

Ty nimfo zdobiona falami morza mych łez!

Moje słońce już zgasło, gwiazdy z nieba zleciały.

Dołączę do tych szkieletów ,niech nadejdzie kres.

Będę duchem i z trumny wyjdę niewidzialny”.

 

Wtenczas do zamku wtargnęli rycerze,

zakuci w hełmy trzymali sznury i miecze.

Otwarli drzwi wieżowej komnaty

i krzyknęli „zabijmy tę bestię co czyha na ofiary”!

 

Monstrum się poddaje i śmierć pokornie przyjmuje.

Choć nie dokonało mordu, ścięto mu łeb.

Niesprawiedliwość ślepo osąd wydała,

choć nigdy potworzego wnętrza nie poznała.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • laura123 20.03.2021
    To nie jest poezja, choć wierszem pisane. To zwykła proza ozdobiona fatalnym rymem. 1
  • pansowa 20.03.2021
    Przedziwny jest sposób rymowania w kontekście klasycznej wersyfikacji.
    Wyjątkowo niekonsekwentny. Po prostu tak pasowało autorowi do opowieści, a to nie ułatwia czytania.
    To chyba coś w rodzaju neo-gotyckich dram, ale podane jest nieciekawie, pomysł płaski jak naleśnik i czasami rytmiczne potknięcia.
    Słabo.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania