Morderstwo i wpadka przez złotówkę.
Morderstwo dla „świętego spokoju” i brakująca złotówka (Szczecin 1976)
Tło wydarzeń
W grudniu 1976 roku w jednym z mieszkań przy ulicy Armii Czerwonej (dzisiejsza ul. Monte Cassino) w Szczecinie doszło do tragedii. Brunon S., trzydziestokilkuletni mężczyzna, mieszkał ze swoją matką, Anną. Ich relacje były napięte – matka często strofowała syna za brak stałej pracy, nadużywanie alkoholu i hulaszczy tryb życia.
Zbrodnia
Feralnego dnia, po kolejnej kłótni o pieniądze i tryb życia syna, Brunon S. wpadł w furię. Zabił matkę, zadając jej liczne ciosy tępym narzędziem i nożem. Aby ukryć ślady zbrodni i pozbyć się ciała, sprawca postanowił je poćwiartować. Części ciała zapakował do dwóch ciężkich walizek oraz kilku paczek owiniętych w gazety i papier pakowy.
Plan pozbycia się zwłok
Brunon S. obmyślił plan: zamierzał wywieźć szczątki matki pociągiem poza Szczecin i porzucić je w różnych miejscach, licząc na to, że rozczłonkowane ciało uniemożliwi szybką identyfikację.
Wieczorem zamówił taksówkę pod swój dom. Kierowca pomógł mu zapakować niezwykle ciężkie bagaże do bagażnika. Brunon S. kazał się zawieźć na Dworzec Główny w Szczecinie.
Fatalny brak złotówki
To tutaj doszło do kluczowego zwrotu akcji. Po dojechaniu na miejsce, licznik taksówki wskazał kwotę, której Brunon S. – jak się okazało – nie był w stanie pokryć w całości. Zabrakło mu dokładnie jednej złotówki.
Początkowo sprawca próbował zbagatelizować sprawę, prosząc taksówkarza o darowanie tej kwoty. Jednak kierowca, być może zirytowany ciężarem walizek, przy których musiał pomagać, lub podejrzanym zachowaniem pasażera, był nieugięty. Wywiązała się sprzeczka.
W obawie, że taksówkarz wezwie milicję lub zacznie robić hałas, Brunon S. spanikował. Zostawił walizki w bagażniku taksówki i... uciekł w stronę dworcowych peronów.
Ujęcie sprawcy
Taksówkarz, czując, że sprawa ma drugie dno (dziwny zapach wydobywający się z bagażnika i ucieczka klienta), natychmiast zgłosił się do placówki Milicji Obywatelskiej na dworcu. Funkcjonariusze otworzyli walizki, odkrywając makabryczną zawartość.
Dzięki temu, że Brunon S. zamawiał taksówkę na konkretny adres, milicja w ciągu niespełna godziny była już pod jego drzwiami. Sprawca został zatrzymany tej samej nocy, zanim zdążył wsiąść do jakiegokolwiek pociągu.
Wyrok
Proces Brunona S. odbił się szerokim echem w całej Polsce. Biegli psychiatrzy uznali go za poczytalnego, choć stwierdzili u niego cechy osobowości psychopatycznej. Za zabójstwo matki ze szczególnym okrucieństwem i zbezczeszczenie zwłok został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w 1978 roku.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania