Morderstwo za rogiem
Ledwo zdążyła wejść do pustego mieszkania - od razu była pewna, że jest po niej.
Na niegdyś nieskazitelnie białych ścianach przedpokoju widoczne były teraz szlaki krwisto czerwonej krwi, spływającej do samej listwy. Kryształowy żyrandol leżał rozbity na środku posadzki zdobionej w jasno brązowe panele, a dookoła zauważyć można było porozbijane talerze.
Z coraz cięższym oddechem, niemalże na palcach podeszła do drzwi prowadzących do swojego pokoju. Jako, że nie usłyszała żadnych podejrzanych odgłosów, delikatnie uchyliła drzwi, przekraczając progi sypialni. Szklana szyba była rozbita, a szkło połyskiwało na oranżowym dywanie z frędzlami. Obrazy na ścianach były lekko poprzekręcane, jednak nie to sprawiało największe podejrzenia.
Przeszukała już łazienkę, pokój mamy, kuchnię, aż nadeszła pora na salon.
Bez najmniejszego poczucia bezpieczeństwa dotknęła chłodnej futryny, jedną nogą będąc w przytulnym pomieszczeniu.
Nie dane było jej iść dalej.
Czuła ten zimny oddech na swoim odsłoniętym karku. Przerażona nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Co, jeśli to morderca?
Najgorsze, najbardziej pesymistyczne obawy potwierdziły się. Nieznajomy zaczął szyderczo się śmiać, jakby cieszył się z strachu nastolatki. Ona jednak, pomimo, iż czuła się przegrana, postanowiła walczyć do samego końca. Bowiem po to jest życie.
Gwałtownie podbiegła do środka salonu, gdzie postawiona była mała ława świetna do postawienia porannej, gorącej, karmelowej kawy. Nie widziała twarzy nieprzyjaciela - zasłonięta była ona czarnym, skórzanym kapturem. Niespodziewany gość położył dłoń na kieszeni długiego płaszcza sięgającego aż do samej podłogi. Mogłaby przysiąc, że ma tam schowany pistolet. Ze świadomością bliskiej śmierci weszła na stolik. Zdezorientowany mężczyzna zaczął biec w jej kierunku. Ostatnie sekundy mijały, a gdy morderca we własnej osobie doszedł do ławy, ona wskoczyła mu na plecy. Wydaje się bezmyślne, ale postanowiła nie poddawać się tak łatwo.
Zaczęła okładać go pięściami, usiłując zdjąć kaptur. Nieporuszony podbiegł do balkonu. Uchylił drzwi, wychodząc na taras. Podłoga była wygrzana przez majowe słońce, jednak nawet to nie zdołało ukryć nitki nienawiści.
- Zginiesz - skomentował, łapiąc nastolatkę za nadgarstki. Przyłożył ją do barierki balkonu.
Mieszkała na trzynastym piętrze w wieżowcu. Jak ją zrzuci, to zapewne przekona się, czym jest śmierć.
- Nie.. ja nie chcę umierać! - Łkała przeraźliwie głośno, jednak nawet krzyk nie odzwierciedlał melancholii panującej nad jej duszą. Nie słuchał.
Traciła całe pozytywne nastawienie do życia, które i tak już dobiega końca. Czas tej nastolatki biegł nieubłagalnie szybko, ale dlaczego musi umierać teraz? W tej chwili? Nie podda się tak łatwo. Przynajmniej takie były przypuszczenia.
- Siedź cicho! - Warknął w jej stronę, wymierzając młodej dziewczynie z otwartej dłoni w policzek.
Aktualnie wisiała już nad przepaścią. Ku życiu trzymał poszkodowaną jedynie ten sam człowiek, który jeszcze niedawno zdemolował jej własny dom. Nie miał jednak serca puścić dłoni dziewczyny. Niemalże przeżywał wraz z nią strach i niepewność.
Zło to zło.
Gdy tylko ją puścił, cała nadzieja zgasła.
Dla spadającej z niewiarygodną prędkością młodej dziewczyny, niegdyś szczerej, radosnej optymistki nastała ciemność, a potem już nic.
Każda historia ma swoją bezkresną granicę zwaną końcem. Nowy dzień jest niezapisaną kartką z kalendarza. To od nas zależy, jak go wykorzystamy.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania