Moroszki.
Koszyk malinowy porzucony,
moroszkami teraz wypełniony.
Zmierzch słońca za lasem się łamie,
rosa na trawie gwiazdy maluje.
Wiatr trąca rogoża lekko,
skłania je ku twarzy dziewczęcej.
Mustang z ziemi dźwiga się żwawo,
strząsając niwę, korzenie i kamienie.
Parska w stronę kobiety,
grzywę targa wiatr zimny.
Szarość niebo powoli spowija,
ukazując księżyc srebrzysty.
Kobieta konia podziwia chwilę,
zmarznięte ciało ogrzewa.
Koń brylantowy trawę chrupie,
nie widzi, jak niewiasta go usidla.
Na grzbiet jego wsiada powabnie,
z wolności dzikiej go porywa.
Podhalańskie dziewczę u boku,
mustang staje się jej oddanym sługą.
Komentarze (12)
Se w doniczkach porządź!
Znam prawnika i nie zawaham się go użyć!
To najlepszy prawnik ever, nasz umiłowany Duduś!
I odwal się.
Naprawdę powiadam wam: stawiajcie kropki po kropce!
Dobra, dosyć spamu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania