Most

MOST (fragment opowiadania grozy)

 

Miasteczko Bełz w rumuńskich Karpatach. Nad wyschniętym od wieków strumieniem stoi potężny, kamienny most, nazywany przez miejscową ludność - moarte piatră ( kamienna śmierć). Raz w roku- w dzień świetego Vlada- na bruku mostu umiera świeżo poślubiona panna młoda. Znakiem dopełniającego się przeznaczenia jest piętno szatana, wypalone na jej piersi.

 

Rozdział pierwszy

 

Huk eksplozji i towarzyszący jej jasny rozbłysk oświetlił kamienną bryłę, która niczym lubieżny starzec, z obleśnym pomrukiem, mościła swe łoże w piaszczystym korycie martwego strumienia. Przez chwilę nad gruzowiskiem kołysał się jeszcze ostatni filar mostu, a potem i on runął, grzebiąc ostatecznie resztki moarte piatră. Zapadła cisza, niepokojąca, niczym bezruch powietrza przed uderzeniem huraganu, a potem kamienne gruzowisko jęknęło najstraszniejszym bulgotem, jakby z głębi trzewi konającego syfilityka i chlusnęło w uśpione okna miasteczka falą lepkiej, cuchnącej krwi.

Ciemnoczerwona breja gwałtownie wypełniała suchy od wieków strumień, szybko przelewając się przez wyschnięte koryto. Zalewała wszelkie nierówności gruntu, tryumfalnie zdobywając kolejne przyczółki, by wreszcie z łoskotem wedrzeć się na gliniaste uliczki miasta. Gryzący fetor zepsutej posoki i gnijącego mięsa obudził wreszcie pierwszego mieszkańca Bełz.

Nagi starzec, stojący na wprost gruzowiska, wykrzykiwał, a raczej skamlał:

Catalina, Catalina !- Ratujcie moje dziecko.

Huk spienionego krwią strumienia tłumił jego zawodzenie, jednak nie na tyle skutecznie, by nie dotarło w końcu do Simona. Dumny z dzieła zniszczenia, zdrapywał zastygłą skorupę brunatnej cieczy, która pierwszym podmuchem wiatru naznaczyła mu twarz, przydając jego dość pospolitej fizjonomii złowieszczego charakteru.

Przeklęty most, przeklęty smród- mamrotał jeszcze przed chwilą, ale teraz , z wyżyn dzwonnicy, służącej , jako bezpieczny schron w czasie eksplozji ładunku, przyglądał się z uwagą nagiej postaci. Wyróżniała ją gładko ogolona czaszka, kontrastująca z plątaniną siwej brody, zmierzwianej wiatrem i naznaczonej chluśnięciami krwi ze wzbierającego z coraz większą mocą, rwącego strumienia trupiej zgnilizny.

Ojczulek ostatniej ofiary wadzi się z diabłem- mruknął, a potem wykrzyczał ile sił w płucach:

Człowieku, uciekaj! Nikogo już nie uratujesz!

Odpowiedzią był nagły obrót głowy starca ku dzwonnicy. Simon po raz pierwszy zauważył jego martwe, czarne, oczodoły, wypełnione ogniem. Najdziwniejszy był siny jęzor, zwisający z pół przymkniętych ust.

No to będziesz Psim Jęzorem, dziadygo- zaśmiał się, rozprostowując nogi, zastygłe od kilkugodzinnego bezruchu.

Starzec wyciągnął rękę w geście powitania, czekając jakby na kolejne wołania z dzwonnicy.

Zapadło krótkie milczenie, przerwane wrzaskiem nagiej kobiety, która wyłoniła się nagle z otwartych drzwi domu, przycupniętego przy jedynej cerkwi w miasteczku. Dwoma skokami dopadła starca:

Twoja Catalina sczezła na moście, a ty, Dymitru, oby parszywy kundel zawył nad twym truchłem, wyrwałeś jej serce, przedtem śliniąc piersi i depcząc łono....

Nie dokończyła, bo starzec gwałtownie rozwarł usta, uzbrojone w lśniące szable wilczych kłów i jednym szarpnięciem rozerwał twarz kobiety. Runęła do strumienia, szybko znikając w rwącym nurcie śmierdzącej kloaki. Psi jęzor głośnym mlaśnięciem oblizał nabrzmiałe krwią wargi i zniknął w ustach starca, z których wyrwało się ponowne skomlenie:

Catalina, Catalina...

-Nie zbliżaj się ! Człowieku nie zbliżaj- zdołał krzyknąć Simon do popa z krucyfiksem, ale ten, przyodziany w splamiony krwią felonion , był już przy brzegu strumienia, zawodząc monotonnie:- ,,Bohorodice Diewo, radujsia, Błahodatnaja Marije, Hospod s Toboju”. Być może chciał uśpić czujność nagiej bestii, ta jednak przygarnęła go błyskawicznie uściskiem, dławiącym oddech. Zawodzenie ustało gwałtownie, a nieszczęśnik zsunął się bezwładnie na kolana,podnosząc przerażoną głowę ku oprawcy. Z jego rozchylonych ust wysunął się jęzor, ślizgający się po twarzy skazańca. Nagłe szarpnięcie zębów wywołało spodziewaną przez Simona kaskadę czerwonej farby, a nieszczęśnik runął do bulgoczącego strumienia.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • elenawest 06.01.2016
    "Miasteczko Bełz w rumuńskich Karpatach. Nad wyschniętym od wieków strumieniem stoi potężny, kamienny most, nazywany przez miejscową ludność - moarte piatră ( kamienna śmierć-to jest nazwa własna, więc obydwa człony z dużej litery.). Raz w roku(spacja)- w dzień świetego Vlada(spacja)- na bruku mostu umiera świeżo poślubiona panna młoda. Znakiem dopełniającego się przeznaczenia jest piętno szatana, wypalone na jej piersi. - To powinien być prolog i ja bym go rozbudowała i dodała, jako osobny tekst.

    Rozdział pierwszy

    Huk eksplozji i towarzyszący jej jasny rozbłysk oświetlił kamienną bryłę, która niczym lubieżny starzec, z obleśnym pomrukiem, mościła swe łoże w piaszczystym korycie martwego strumienia. Przez chwilę nad gruzowiskiem kołysał się jeszcze ostatni filar mostu, a potem i on runął, grzebiąc ostatecznie resztki moarte piatră. Zapadła cisza, niepokojąca, niczym bezruch powietrza przed uderzeniem huraganu, a potem kamienne gruzowisko jęknęło najstraszniejszym bulgotem, jakby z głębi trzewi konającego syfilityka i chlusnęło w uśpione okna miasteczka falą lepkiej, cuchnącej krwi.
    Ciemnoczerwona breja gwałtownie wypełniała suchy od wieków strumień, szybko przelewając się przez wyschnięte koryto. Zalewała wszelkie nierówności gruntu, tryumfalnie zdobywając kolejne przyczółki, by wreszcie z łoskotem wedrzeć się na gliniaste uliczki miasta. Gryzący fetor zepsutej posoki i gnijącego mięsa obudził wreszcie pierwszego mieszkańca Bełz.
    Nagi starzec, stojący na wprost gruzowiska, wykrzykiwał, a raczej skamlał(zdecyduj się czy krzyczał, czy skomlał, bo to skrajne czynności głosowe):
    (- )Catalina, Catalina !(spacja)- Ratujcie moje dziecko.
    Huk spienionego krwią strumienia tłumił jego zawodzenie, jednak nie na tyle skutecznie, by nie dotarło w końcu do Simona. Dumny z dzieła zniszczenia, zdrapywał zastygłą skorupę brunatnej cieczy, która pierwszym podmuchem wiatru naznaczyła mu twarz, przydając jego dość pospolitej fizjonomii złowieszczego charakteru.
    (- )Przeklęty most, przeklęty smród(spacja)- mamrotał jeszcze przed chwilą, ale teraz(bez spacji) , z wyżyn dzwonnicy, służącej(bez spacji) , jako bezpieczny schron w czasie eksplozji ładunku, przyglądał się z uwagą nagiej postaci. Wyróżniała ją gładko ogolona czaszka, kontrastująca z plątaniną siwej brody, zmierzwianej(zmierzwionej) wiatrem i naznaczonej chluśnięciami krwi ze wzbierającego z coraz większą mocą, rwącego strumienia trupiej zgnilizny.
    (- )Ojczulek ostatniej ofiary wadzi się z diabłem(spacja)- mruknął, a potem wykrzyczał ile sił w płucach:
    (- )Człowieku, uciekaj! Nikogo już nie uratujesz!
    Odpowiedzią był nagły obrót głowy starca ku dzwonnicy. Simon po raz pierwszy zauważył jego martwe, czarne, oczodoły, wypełnione ogniem. Najdziwniejszy był siny jęzor, zwisający z pół przymkniętych ust.
    (- )No to będziesz Psim Jęzorem, dziadygo(spacja)- zaśmiał się, rozprostowując nogi, zastygłe od kilkugodzinnego bezruchu.
    Starzec wyciągnął rękę w geście powitania, czekając jakby na kolejne wołania z dzwonnicy.
    Zapadło krótkie milczenie, przerwane wrzaskiem nagiej kobiety, która wyłoniła się nagle z otwartych drzwi domu, przycupniętego przy jedynej cerkwi w miasteczku. Dwoma skokami dopadła starca:
    (- )Twoja Catalina sczezła na moście, a ty, Dymitru, oby parszywy kundel zawył nad twym truchłem, wyrwałeś jej serce, przedtem śliniąc piersi i depcząc łono....(...)
    Nie dokończyła, bo starzec gwałtownie rozwarł usta, uzbrojone w lśniące szable wilczych kłów i jednym szarpnięciem rozerwał twarz (jej twarz)kobiety. Runęła do strumienia, szybko znikając w rwącym nurcie śmierdzącej kloaki. Psi jęzor głośnym mlaśnięciem oblizał nabrzmiałe krwią wargi i zniknął w ustach starca, z których wyrwało się ponowne skomlenie:
    (- )Catalina, Catalina...
    -(spacja)Nie zbliżaj się(bez spacji) ! Człowieku nie zbliżaj(spacja)- zdołał krzyknąć Simon do popa z krucyfiksem, ale ten, przyodziany w splamiony krwią felonion(bez spacji) , był już przy brzegu strumienia, zawodząc monotonnie:(enter)- ,,(bez cudzysłowiu)Bohorodice Diewo, radujsia, Błahodatnaja Marije, Hospod s Toboju”. Być może chciał uśpić czujność nagiej bestii, ta jednak przygarnęła go błyskawicznie uściskiem, dławiącym oddech. Zawodzenie ustało gwałtownie, a nieszczęśnik zsunął się bezwładnie na kolana,(spacja)podnosząc przerażoną głowę ku oprawcy. Z jego rozchylonych ust wysunął się jęzor, ślizgający się po twarzy skazańca. Nagłe szarpnięcie zębów wywołało spodziewaną przez Simona kaskadę czerwonej farby, a nieszczęśnik runął do bulgoczącego strumienia."

    Niezbyt spodobał mi się ten tekst. Skąd się wziął ten stwór, tak naprawdę? Akcja dzieje się zbyt szybko, a tak naprawdę nie wnosi niczego ciekawego. Te słowa po rumuńsku powinny zostać przez ciebie przetłumaczone gdzieś w dopisku, bo nie każdy zna ten język.
    Ogólnie rzecz biorąc tekst może i byłby ciekawy, bo ma jakiś tam potencjał, ale trzeba nad nim jeszcze mocno popracować. I nie stosuj tak długich zdań złożonych, bo trochę trudno jest zrozumieć ich sens. W dniu dzisiejszym zostawiam 2.
  • Nazareth 06.01.2016
    Bardzo dobry tekst. Zawoalowany, graficzny, pezpardonowy a przy tym zwarty. Używasz porównań na, które w życiu bym nie wpadł, zazwyczaj nie podobają mi się aż tak rozbudowane metafory, jednak w tym wypadku, dodają tajmniczego uroku, grozy niczym jedyny złoty ząb, w wypełnionej zczerniałymi dziąsłami paszczy, taransylwańskiego woźnicy. Atmoserę tajemniczości potęgują dotkowo, cytaty w oryginalnym języku, i niewytłumaczone zdarzenia, których genezy czytelnik może się tylko domyślać. Mam nadzieję, że będzie kontynuacja :) Zostawiam 5
  • KarolaKorman 11.01.2016
    elena już wskazała błędy więc nie będę ich wytykać. Dodam, że za często używasz słowa ,,naznaczony''. Mnogość porównań nie utrudniała mi czytania i tworzyła ciekawą otoczkę, ale nie przesadzaj z nimi. Dialogi zawsze powinny zaczynać się od nowej linii i myślnika. Tekst mi się podobał i ciekawi mnie co dalej się wydarzy. Zostawiam 4 :)
  • elenawest 12.01.2016
    Jakie to jest miłe, gdy człowiek siedzi nad jakimś tekstem, wskazuje autorowi błędy, by autor mógł poprawiać i rozwijać swój warsztat, a tekst i tak nie zostaje poprawiony przez autorkę, chociaż ta dodaje nowe dzieła... Ehhh.
  • kaja 12.01.2016
    A czy autor zapraszał do korekty swego, brudnopisu, szkicu czy też zaledwie skromnej wprawki ? Nie trzeba przecież- po belfersku- siadać nad tekstem i mozolnie ,, wskazywać autorowi błędy". Myślałem, że to, co robię to zabawa, a nie kolejne wypracowanie dla surowych edukatorów. . Pozdrawiam
  • elenawest 12.01.2016
    Kuju, musisz się jednak przyzwyczaić, że to portal, na którym ci ludzie będą poprawiać twoje teksty, które tu zamieszczasz, jeśli one zawierają błędy, a z twojej strony należy docenić pracę jaką włożyli w ową korektę i poprawić te błędy, bowiem w momencie kiedy to zrobisz, to doszliwujesz swój warsztat, który się będzie pięknie rozwijać, a my tym przyjemniej będziemy czytać twe dzieła. I z zasady się nie obrażamy, koleżanko, bo ostatnimi czasy, to trochę za dużo mamy tu wojen. Pozdrawiam.
  • elenawest 12.01.2016
    Najmocniej cię przepraszam, miało być Kaju, oczywiście

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania