Most

Był kiedyś czymś,

co łączyło dwa brzegi.

 

Dawał nadzieję,

że mimo burz

wciąż można przejść na drugą stronę.

 

Dziś stoi poraniony.

Połamany.

Chwiejący się pod ciężarem wspomnień.

 

Jak ja.

 

Deska po desce

rozsypywał się powoli

pod ciosami zadawanymi przez ludzi,

którzy wcześniej i tak odebrali mi już prawie wszystko.

 

I czasami patrzę na niego

jak na własne życie.

 

Na relacje,

które miały być bezpiecznym przejściem,

a stały się przepaścią.

 

Na uczucia,

które zamiast ratować

nauczyły mnie lęku przed kolejnym krokiem.

 

A mimo to…

 

mimo wszystkich pęknięć

wciąż próbuję go naprawiać.

 

Z resztek siebie.

Z sił, których prawie już nie mam.

 

Idąc ostrożnie

po deskach nasiąkniętych bólem.

 

Depcząc po ranach,

które za każdym krokiem

otwierają się na nowo.

 

I choć momentami wszystko we mnie krzyczy,

by już przestać walczyć,

gdzieś bardzo głęboko

pojawia się cicha myśl:

 

„Kiedyś powinno być dobrze.”

 

Nie idealnie.

Nie bez blizn.

 

Ale może wystarczająco spokojnie,

bym w końcu mogła przejść przez własne życie

bez strachu,

że wszystko ponownie runie mi pod nogami.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania