Most
Był kiedyś czymś,
co łączyło dwa brzegi.
Dawał nadzieję,
że mimo burz
wciąż można przejść na drugą stronę.
Dziś stoi poraniony.
Połamany.
Chwiejący się pod ciężarem wspomnień.
Jak ja.
Deska po desce
rozsypywał się powoli
pod ciosami zadawanymi przez ludzi,
którzy wcześniej i tak odebrali mi już prawie wszystko.
I czasami patrzę na niego
jak na własne życie.
Na relacje,
które miały być bezpiecznym przejściem,
a stały się przepaścią.
Na uczucia,
które zamiast ratować
nauczyły mnie lęku przed kolejnym krokiem.
A mimo to…
mimo wszystkich pęknięć
wciąż próbuję go naprawiać.
Z resztek siebie.
Z sił, których prawie już nie mam.
Idąc ostrożnie
po deskach nasiąkniętych bólem.
Depcząc po ranach,
które za każdym krokiem
otwierają się na nowo.
I choć momentami wszystko we mnie krzyczy,
by już przestać walczyć,
gdzieś bardzo głęboko
pojawia się cicha myśl:
„Kiedyś powinno być dobrze.”
Nie idealnie.
Nie bez blizn.
Ale może wystarczająco spokojnie,
bym w końcu mogła przejść przez własne życie
bez strachu,
że wszystko ponownie runie mi pod nogami.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania