motto, które wpadło z powietrzem

usłyszałam, że już nie ma w życiu celu,

nic nie wyszło, zatem po co i dla kogo.

że bez sensu się kołatać zamiast przeżyć...

więc zjeżyłam się, zerkając nań złowrogo.

 

bo, do jasnej ciasnej, cel jest w tych stwierdzeniach -

a właściwie w znalezieniu antytezy.

(tu już szukam stosownego odwrócenia -

przecież motto w takich kwestiach mieć należy).

 

w międzyczasie poszłam upust dać zjeżeniu -

aż po filtr wentylowałam chwilkę sprzeciw.

bo na diabła się poddawać zrozpaczeniu,

ja tam wolę rzucić tekst, że jakoś leci

 

i że nie jest nigdy tak, żeby nie było.

i że radzę sobie nawet, gdy nie radzę.

a na brak miłości - potencjalna miłość -

no i zawsze mam to zdanie na uwadze:

 

nie obiecał nikt, że będzie prosto, łatwo.

jest jak musi lub jak sobie uwarzyłam -

za plecami ciągnie się na smyczy zaszłość,

a ja zbieram w sobie (choćby wątłe) siły.

 

i na przekór, i do przodu, na złość fatum!

cel: nie poddam się, bo czemu, skoro jeszcze

czuję opór w sobie, pamięć woni fartu.

w nozdrza wpada życiodajny haust powietrza.

 

po tym hauście odnajduję wreszcie myśl,

którą toczę jak armatę (warto żyć!):

"A gdy serce twe przytłoczy

myśl - nie warto,

z łez ocieraj cudze oczy,

chociaż twoich nie otarto"*

-----------------------------------------------------------

 

*M. Konopnicka

Średnia ocena: 3.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Roma 2 godz. temu
    Taki jakby wk**w, ale pozytywny, dobry. Buduje.

    Pięknie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania