Motyla hipnoza

- Czyli chciałby pan zostać hipnotyzerem? – zapytał mężczyzna wyglądający jak skrzyżowanie Williego Wonki z Jackiem Sparrowem.

Pokiwałem głową. Od zawsze marzyłem by uwodzić kobiety wyłącznie siłą wzroku.

- Dokładnie tak – powiedziałem stanowczo, z lekką chrypą. Mężczyzna, do którego się zgłosiłem podobno był najlepszy w swoim fachu i oferował kursy hipnotyzerstwa. - Ile to będzie kosztować?

Popatrzył na mnie i wtedy nogi się pode mną ugięły, a w brzuchu poczułem trzepotanie motyli. Nie, wcale się w nim nie zakochałem, po prostu siła jego wzroku wgniotła mnie w glebę. Potem wokół mnie wybuchła ciemność, a gdy się ocknąłem leżałem na ławce w parku. Niestety nauka hipnotyzerstwa była wyjątkowo droga, gdyż zniknął mi portfel, w którym miałem tysiąc złotych w dyszkach i kartę kredytową oraz zdjęcie mojego ukochanego psa Pimpola.

Może przynajmniej nauczyłem się uwodzić wzrokiem – pomyślałem i postanowiłem od razu wypróbować tę sztukę. Zaczepiłem przechodzącą obok kobietę i zacząłem intensywnie się w nią wpatrywać. Nie zahipnotyzowałem jej, bo zamiast w oczy patrzyłem cały czas na cycki. Niestety z kolejnymi było tak samo. Odpuściłem, gdyż jedna potraktowała mnie paralizatorem, a potem jeszcze kopnęła w jaja.

Znów poczułem trzepotanie w brzuchu, coraz silniejsze i silniejsze, przesuwające się coraz niżej. Pomyślałem, że pewnie moje obolałe jądra uciekły do jamy brzusznej, ale wyglądało na to, że wciąż są w starej lokalizacji. To było coś innego, żywego. Po chwili opuściło ono moje ciało przez tylny zawór i zaczęło poruszać się w majtkach. Od razu pomyślałem o tasiemcu, za dzieciaka często jadłem ziemię i piasek z kociej kuwety. Na bank jakieś gówno mi się tam zalęgło, choć słowo „gówno” było akurat w tym przypadku metaforyczne. Ściągnąłem spodnie i majtki i zobaczyłem kokon, co prawda wyglądający i śmierdzący jak kupa, ale ja wiedziałem swoje. W środku na bank czekała poczwarka, która przeistoczy się wkrótce w pięknego motyla, a ja jako esteta nie mogłem przepuścić okazji obserwowania cudu ponownych narodzin. To przecież tak jak z ludźmi, kiedy umierają, wkłada się ich pod ziemię, ale po pewnym czasie wychodzą z grobów ze skrzydłami i nazywa się je aniołami. No tak jest, co nie? Sam marzyłem by kiedyś w końcu móc polatać nad okolicą i poobserwować świat z wysoka.

Niestety po tygodniu intensywnej obserwacji znalezionego w majtkach obiektu, zrozumiałem, że to nie żaden motyli kokon, tylko rzeczywiście zwykłe tandetne gówno.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • JamCi 4 miesiące temu
    Ten mi się podooba bez najmniejszych zastrzeżeń. Ciut obrzydliwy, ale i tak super :-)
  • fanthomas 4 miesiące temu
    Super :)
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    No, wizja absurdalna i turpistyczna. Mogłoby być bardziej zwariowane, ale i tak jest spoko.
  • fanthomas 4 miesiące temu
    Dzięki
  • kigja 4 miesiące temu
    Trochę mnie pośmiało i brzuszysko się zatrzęsło. Tylkko taa końcówka, kurde, fij i ohyda.
  • fanthomas 4 miesiące temu
    Dzięks
  • Narrator 4 miesiące temu
    Konstruktywna krytyka poprzedniej publikacja przyniosła efekt natychmiastowy, bo tym razem stworzyłeś małe arcydzieło. Oby więcej takich! Daję 5 i pozdrawiam :)
  • fanthomas 4 miesiące temu
    Fajnie, że się podobało. Dzięki :)
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Paskudnie zabawny tekst, 5, pozdrawiam :-)
  • fanthomas 4 miesiące temu
    Dzięks
  • Trzy Cztery 4 miesiące temu
    Kokon. Co za nazwa dla gówna. Opowieść jest zasmucająca i bdb.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania