Poprzednie częściMowa Wilków - Rozdział 2

Mowa Wilków - Rozdział 3

Wydawałoby się, że gorzej już byc nie może. Ale jednak okazało się, że może, gdy wujek mi oznajmił, że idę do szkoły. To dziwne, bo jeszcze wczoraj leżałam z potworną gorączką i bólem głowy, a dzisiaj byłam całkiem zdrowa.

- Nie obchodzi mnie, że miałaś wczoraj gorączkę. Dzisiaj już nie masz. - Mówił wujek jak zwykle tym swoim spokojnym i melancholijnym głosem. Z jego ust wylatywał dym z fajki. Chciałam krzyknąc '' Nie '', ale wiedziałam, że to nic nie da. Ta kłótnia nie miała sensu, więc wyszłam z salonu zatrzaskując drzwi z całej siły. Usłyszałam huk i odwróciłam się szybko. Drzwi leżały na ziemi. Jak to tak po prostu wyleciały z zawiasów ? Dalia przebiegła pędem pytając co się stało. Wytrzeszczała oczy, a wuj patrzał tylko na mnie z uśmiechem.

- Przepraszam. - Mruknęłam. Nie miałam zamiaru ich zniszczyc.

- Nic się nie stało. Naprawię to. - Wyszłam z domu starając się już nie trzaskac drzwiami.

 

***

 

Gdy zobaczyłam tylko moją ogromną starą szkołę zrobiło mi się niedobrze. Tak cholernie jej nienawidziłam. A raczej nienawidziłam ludzi, którzy tu byli. Ludzi drwili ze mnie tylko, dlatego że jestem bratanicą Malcolma. Właściwie sama nie czemu wszyscy go tak nienawidzili. Ludzi mówili, że to stary dziwak, który wychodzi z domu tylko nocami. Według mnie wuj Malcolm jest dobrym człowiekiem. Może jest lekko pokręcony, ale jest dobry. Weszłam do budynku i gdy tylko zobaczyłam te pomieszczenie pojawiły się wspomnienia. Pamiętam jak mi w dzieciństwie założyli śmietnik na głowę, pamiętam jak mnie wyzywali, pamiętam jak popychali mnie jak szmatę. A nauczyciele zachowywali się jakby nic nie widzieli. Zupełnie jak by mieli lepsze rzeczy do roboty. Poczułam łzy w oczach. Zawsze byłam emocjonalną osobą. Przeżywałam wszystko mocniej niż inni. Udawałam silną, ale taka nie byłam. W końcu otarłam łzę ręką i poszłam dalej. Nie mogłam płakac. Nie teraz. Moi dawni prześladowcy nie powinni mnie widziec słabej. Od teraz będę silna.

- O kogo ja widzę ! Ej patrzcie to ta od Ravenwooda. - Krzyknął jakiś chłopak mający jakieś 2 metry. Jak zwykle nikt nie znał mojego imienia. Nazywano mnie '' tą od Ravenwooda ''. Poczułam się potwornie, ale przypomniało mi się, że miałam byc silna. Nie mogę sobą pomiatac. Nagle przypomniała mi się moja rozmowa z Jeffreyem. Mu umiałam dogadac, więc dlaczego nie umiałam dogadac jakiemuś udającemu kozaka licealiście ?

- Cieszę się, że jestem popularna .. - Rzuciłam przez ramię i odeszłam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wreszcie to ja kogoś zmieszałam z błotem.

 

***

 

W klasie byli ci sami ludzie, których znałam wcześniej. Były tylko dwie nowe osoby, których imienia nie znałam. Stresowałam się, bo właśnie zbliżała się lekcja wf-u. Nienawidzę wf-u. Nie jestem dobra w żadną grę i na boisku czuję się zawsze jak pokraka.

- Dzisiaj gramy w koszykówkę i cwiczymy dwutakt. Najpierw próbujecie sami, a potem na ocenę każdy osobno. - Całą lekcję bałam się mojego dwutaktu na ocenę. Wiedziałam, że się ośmieszę. Ciągle spoglądałam na zegar mając nadzieję, że nagle coś wypadnie nauczycielowi i do pokazu nie dojdzie. Oczywiście los lubi robic mi na złośc i okazało się, że powoli nadchodzi moja kolej. Patrząc jak innym dobrze idzie stresowałam się, że dam gafę. W końcu przyszła moja kolej. Wstałam trzęsąca się z ławki. Wf-ista rzucił mi piłkę, ale jej nie złapałam i wypadła mi z rąk. Wszyscy zaczęli się śmiac, a ja czerwona wkurzyłam się, że się ośmieszyłam jeszcze przed rzutem. Stałam, więc z piłką w ręku. Wzięłam rozbieg.

- Biegnij pokrako. Pewnie zaraz się przewróci. Ale ciota ! - Słyszałam z tyłu głosy. Miałam ochotę zabic te osoby tą piłką. Stałam się tak wściekła, że rzuciłam piłką w kosza z całej siły. I nagle usłyszałam huk, a z góry posypało się szkło. Spojrzałam w górę. Kosz był zupełnie rozwalony. Czułam szkoło w palcach.

Jak to możliwe ?! Co ona zrobiła ?! - Słyszałam za plecami. Ktoś pomógł mi wstac. Okazało się, że to nauczyciel i nowy chłopak.

- Jak ty to zrobiłaś ? Czy wiesz ile ten kosz kosztował ?! - Nauczyciel stał się bardo zdenerwowany. Tymczasem chłopak wpatrywał się w krew w moich palcach. Zrobił zdziwioną minę, a ja popatrzałam mu w oczy. Piękne zielone oczy. Przyciągające swoim pięknem i blaskiem. Mogłam w nie patrzec godzinami. To sprawiało taką przyjemnośc. I wtedy chłopak odwrócił wzrok i pobiegł. A ja czułam jak mi się robi słabo. Z góry słyszałam słowa :

- Ona robi się blada.- Głosy zdawały się oddalac. Były coraz cichsze. Nie mogłam już rozpoznac słów. W powietrzu czułam unoszący się zapach krwi. W uszach mi szumiało, a powieki zaczęły opadac....

Średnia ocena: 3.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • wolfie 31.12.2014
    Znów rzuciło się w oczy podobieństwo do Pięknych Istot: nienawiść innych uczniów do Leny. Staraj się unikać czegoś takiego, bo ktoś może zarzucić, że kopiujesz czyjeś pomysły. Mam jeszcze jeden zarzut: narracja, którą prowadzisz, jest nieco chaotyczna. Ode mnie dostajesz 3. Postaraj się popracować nad tym, na co zwróciłam Ci uwagę. Pozdrawiam :)
  • lisxd15 31.12.2014
    Jasne :) Wezmę to pod uwagę.
  • Prue 01.01.2015
    Można się kierować czyimś widzeniem na świat, historia ale gdy nie jest ona zbytnio podobna. Dla mnie jest ładne opowiadanie nie ma wielkiego zachwytu ale może z czasem się rozkręcisz. Popełniasz drobne błędy ale reszta jest jako całość poprawna. Dla mnie narracja może być. Każdy tworzy swoją. Dam 4:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania