Mroczny — korzenie Sessili

Zaśniedziałe lustro nakrapiało pomarszczoną twarz Wiedźmy czarnymi piegami. Zerkała w nie, szukając swojego podobieństwa.

Zawiesina z oparów kotła płynęła swobodnie pod sufitem, zaduch szczelnej chaty rozsadzał wnętrze.

— Mdłości, miłości i czułości. — Przyciskała pędzel z końskiego ogona coraz mocniej.

 

Malowała twarz ziemistymi kolorami, nie swoją. Lalka, pozbawiona fragmentów lnianej skóry na policzkach kiwała się w sierocym bujaku własnych skrzyżowanych ramion. Poczerniałe dłonie z obgryzionymi kurzymi szponami, zaciskały się i otwierały, chwytając strzępy szarego stelaża, jakim teraz było jej ciało. Fantazja matki natury wypatrzyła Sessilę, tworząc ją niczym podobieństwo własnej od szczepionej od zarazy córki. Obróciła stworzenie kilka razy. Grubym drutem wszczepiła pukle włosów w miękką głowę, ze swoich wyszarpanych kołtunów, które zebrała na szczotkę do podłogi. Zacerowała zakrwawione usta, wiążąc supły na kącikach ust. Wiszące sznurki szarpała w szyderczy uśmiech cienkiego ściegu.

— Dziecko, brakuje ci czegoś. — Niezgrabnym ruchem obróciła tacę poukładanych równo mózgów. Ciepłe orzechowe kształty bez łupin.

— Orzeszki! — Stworzenie otworzyło oczy. Szklane gałki wymontowane z szuflad rozbłysły.

— Orzeszki, a każdy inny. Jeden od ropuchy, drugi od gołębia, a trzeci od dziewczynki.

— Wszystkie! — Porozumiewawcze spojrzenie było pieczęcią przełamaną na ustach.

— Otwórz szeroko i am! — Wrastające włókna w połączenia różowych organu spowodowały mętlik w małej głowie.

Znieruchomiała, oblana zimnym potem.

— Matko! — Ropuszy bulgot rozległ się z wnętrza lalki.

— Działa! Nie tak jeszcze perfekcyjnie, ale zaraz, zaraz.

Wiedźma rozglądała się po izbie. W całym stosie porozrzucanych zdobyczy z ostatniej wyprawy do wsi wyśledziła uciekający brakujący fragment stworzenia.

— Z duszą się pożegnaj! — Doskoczyła do uciekającego metalowego zegarka na dwóch krótkich stópkach. Trząsł się, uderzając sercem coraz głośniej.

— Umarłych obudzisz! — Jednym uderzeniem sporym kawałkiem porąbanego drewna spod pieca, rozbiła go na części.

— Bezużyteczne serce, które stanęło. — Przegarnęła resztki skórzanym butem.

— Hmmm, hmmmm. — Obracała się w kółko, zamiatając długą kiecą podłogę. Krążył w myślach jak sęp nad padliną szukając rozwiązania.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Fifthcarrie 2 dni temu
    Jak dla mnie super :)
  • 00.00 2 dni temu
    Fifthcarrie Dzięki. :)
  • pasja 2 dni temu
    Orzeszki na śniadanie niczym musli. Jak zwykle klimat mroczny. A Sessiila ma charakter.

    Pozdrawiam serdecznie
  • 00.00 2 dni temu
    Pasja Wiedźma dopiero ją tworzy, teraz mam najtrudniejszy moment przemiany, bo taka szkarada nie może zostać. 😉
    Dziękuję za wizytę i serdecznie. :)
  • Jordan Tomczyk 2 dni temu
    Bardzo w moich klimatach, mrok plus surrealizm 😁 przy okazji zachęcam do lektury trzeciej części Apokalipsy (spotkanie) oraz innych moich utworów 😉
  • 00.00 2 dni temu
    Jordan Tomczyk Normalnie tu nie jest, to fakt.
    Dzięki za odwiedziny. :)
  • Dekaos Dondi 2 dni temu
    Zerko↔Fragment od: "Dziecko, brakuje ci czegoś"↔jest szczególnie w guście mym.
    Te wszystkie ''części składowe"↔bardzo plastycznie i ''wizyjnie". Jak zawsze u Ciebie:)
    Zresztą całość mi pasi:)↔Pozdrawiam:)↔5
  • 00.00 2 dni temu
    Dekaos Rozumiem zastrzeżenia do początku. Być może, że ten fragment jest jeszcze do przeróbki.
    Dobrze, że piszesz o uwagach.
    Dzięki. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania