Mrok
Ciemno. Ciemność. Mrok.
Stoję. Stoję otoczony ciemnością. Jakbym był zamknięty w bańce. Kapsule. Przeszklonym pudle zapełnionym dymem. Nie widzę nic poza swoimi rękami, nogami, stopami. Nic poza samym sobą. Wkoło wszystko płynie jakbym nie istniał. Nikt nie widzi mnie i nikt nie widzi dymu i bańki. Ale wiem, że tam są. Słyszę ich. Gdzieś pomiędzy smugami czarnego powietrza prześlizgują się sylwetki. Szybko jakby nie chciały być zauważone. Z głowami spuszczonymi w dół, uciekając przed spojrzeniami. Czy oni też są zamknięci? Czy każdy z nich ma swoją kapsułę i swój dym. Czy też są niewidoczni? Nie. Przecież ich widzę. Czy to znaczy że oni widzą mnie. Może uciekli ze swoich baniek i teraz uciekają przed ponownym zamknięciem. Nie wzruszenie unikają kontaktu z pogrążonymi w dymie. Ze mną. Wtapiają się w ruch powietrza. Zawsze szybko. Zawsze niewidocznie dla innych. Zawsze odwróceni. Nie. Nie widzą mnie. Jakby widzieli to by nie byli obojętni.
Mrok. Dym. Strach.
Stoję tak zamknięty w swoich kręgach piekła. W rozpędzonym pociągu myśli. O wszystkim. O sobie. O tym co dotyka mnie na co dzień. O tym co mnie boli. O TOBIE. Jadą do końca trasy. Do peronu końcowego. Do końca torów. Gdziekolwiek by to było. Nad przepaścią. Krążą jak sępy nad padliną. Nie uciszają się. Coraz głośniej i głośniej. Milkną na krótkie chwile, które trwają wieczność. Albo na odwrót. Siedzę na tylnym siedzeniu swojego życia. Nawet nie jako pasażer. Patrzę jak ktoś go prowadzi. Jak samochód. Ja tylko po prostu żyję. Nie. Ja nie żyje tylko próbuję przeżyć.
Życie. Myśli. Ból.
Głowa pełna jak balon. Jedna igła, krawędź, paznokieć. Bum. Rozlewa się jak woda. Wybucha jak wulkan. Wszędzie myśli. Na suficie. Na ścianach. Dalej buzują. Dalej żyją. Przenikają się. Jedna zastępuje drugą. Druga trzecią i tak dalej. Chociaż nie mają już celu, ciągle kończą historię. Za długą. Za śmiałą. Nieprawdziwą. Zbierają się jak para i skraplają. Spadają deszczem niepokoju. Tworzą kałuże samokrytyki. Zamarzają by stać się bolesnym upadkiem dla swojej oceny. Raz po raz. Cyklicznie jak pełnia. Jak zegar. Wbijają się do głowy. Co jeśli to nie wystarczy? On to umie. Ona jest ładniejsza. Tak dobrze mu poszło. CZEMU TY TAK NIE MOŻESZ? Szepczą choć nie umieją mówić.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania