mrok
gdy światło twe zgaśnie,
ja powstanę też,
zamienię się w puszkę,
i krwawy z niej pył,
co los mi wzkazał,
poplątało się,
gdy z kości twych,
buduję sieć,
by powrócić do mroku,
który domem mym jest,
sam walczę z pustką tych serc,
podłe niewierne zgładzone wszy też,
bawią się, tańczą tu też,
jak w szumiącym mózgu zatruta krew,
bądź moją, bądź nią,
bądź kimś kto nadejdzie z kądś,
śnię o tym trwale cały ten dzień,
śnię o tym trwale nim minie cień,
za głośno dla słuchu tak wydzierać się,
nim spojżyrz w otchłań, upadniesz na łeb,
bo nikt już nie chce tych wszystkich łez,
czrodziejko czasu, kurwo niemyta,
zgładź mnie,
nim zgasnę naturalnie,
zostaw mnie wilkom,
niech komary wypiją mą krew,
niech słońce pęknie,
niech pęknie ziemski glob,
niech z nieba ktoś zrzuci coś,
świętą bombę,
to ty zabiłaś tą miłość,
w samym zalążku,
zgładziłaś ją w śnie,
eh co jeszcze?
pójdę gdzieś precz,
twierdzę żeś zła jest,
serce skruszona jak okruszki na pył,
w matni swej żyje,
nie wczoraj a dziś,
lecz jutro już zginę.
Pożegnaj się więc.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania