Mur

Recenzent skończył czytanie i z rozmachem rzucił rękopisem o blat wielkiego biurka.

— Panie! – krzyknął patrząc mi w oczy. — Wie pan czym są te opowiadania?!

— Wiem – odpowiedziałem cicho. — Te opowiadania to szaleństwo.

— Ma pan rację. Ale tylko prawie ma pan rację. Tylko prawie. Wie pan, czym naprawdę są te opowiadania?

— Wiem. Te opowiadania to moje szaleństwo.

— Właśnie. To pańskie szaleństwo. I tylko pańskie.

Wskazujący palec recenzenta niemal dotykał mojej klatki piersiowej. Nagle zerwał się z krzesła i skierował kroki w stronę wyjścia. Jednak zatrzymał się na chwilę, zawrócił w stronę biurka i zabrał rękopis. W progu jeszcze raz odwrócił się do mnie.

— Tylko pańskie. Tylko pańskie szaleństwo – powiedział, po czym machając plikiem zapisanych kartek, zniknął.

Ogarnęły mnie wyrzuty sumienia, gdy niedługo potem dowiedziałem się, że zwariował.

 

— Indianie cię gonią!

Pracując od jakiegoś czasu na Półwyspie w romskiej dzielnicy piłem z nim wino nieraz i wiedziałem, że jest to jedna z tych chwil, gdy Król Cyganów otoczony grupką śniadych dzieci nie żartuje.

— Zrobiłem krzywdę jakiemuś Czerwonoskóremu? – zapytałem.

— Nie – odparł krótko.

— To dlaczego mnie gonią? – zwróciłem się do posłańca złych wieści, trochę żałując, że starożytnym zwyczajem nie mogę zepchnąć go ze skały.

Cygan rozłożył bezradnie ręce, wzruszył ramionami i pokręcił głową na boki.

— Pewnie chcą mnie oskalpować – stwierdziłem.

Król Cyganów popatrzył przez dłuższą chwilę na moją głowę, po czym cmoknął z powątpiewaniem i powiedział:

— Jeszcze nie łysy, ale łysiejący, nie sądzę, żeby twój skalp był wiele warty.

Pożegnaliśmy się i skierowałem kroki w stronę samochodu; najpierw szedłem umiarkowanie szybko, potem jeszcze szybciej, wreszcie, poganiany okrzykami cygańskich dzieciaków, które naśladowały goniących mnie Indian, zacząłem biec.

— Hej! – usłyszałem zdegustowany głos cygańskiego wodza. — Chyba nie wypada uciekać przed Indianami samochodem?

Zatrzymałem się.

— Nie wypada – potwierdziłem zrezygnowanym westchnieniem.

Kupiłem więc lokomotywę. Prawdziwą. Miałem problem, bo sprzedano mi parowóz w częściach, za to dorzucono gratis kawałek kolejowych torów. Mniej więcej tysiąc metrów. I od razu po zakupie usłyszałem już złowrogie wycie. Trudno powiedzieć, czy rozległo się gdzieś w głowie jak echa obłędu, czy też poza głową jak groźny grom rzeczywistości. Położyłem tory raz, drugi, trzeci, ale stwierdziłem, że robota jest do dupy i pociąg po nich nie pojedzie. Wreszcie się udało.

Jechałem więc moim parowozem od początku świata aż do nieznanego kresu, gubiłem się wśród lat, miesięcy, dni, godzin i minut. Z każdym początkiem doby zaczynałem ceremonię, jakbym powtarzał modlitewną mantrę. Uciekałem pełen lęku przed nieznanym, z jednej strony żądny wiedzy, za co mnie ścigają, z drugiej ogarnięty strachem przed karą za nieznane winy. Świsnęły strzały.

— Złapali trop – szepnąłem i przełknąłem ślinę. — Ale jeszcze są daleko – doszeptałem, próbując opanować drżenie głosu.

Indianie gonili mnie uparcie, ale ja z równym uporem wciąż uciekałem i, zawsze będąc co najmniej o krok dalej, tworzyłem w ten sposób z Czerwonoskórymi układ, jaki tworzy pęd elektronu z aktem obserwacji w teorii Heisenberga.

Nagle pociąg stanął. Lokomotywa zatrzymała się z niejasnych powodów. Czekałem w milczeniu. Wreszcie mnie dopadli. Część Indian wskoczyła do wnętrza parowozu, a część otoczyła lokomotywę pierścieniem. Wielki Wódz stanął przede mną, skrzyżował ręce na piersiach i rzekł:

— Witaj Blada Twarzo.

— Witaj Indianinie. Czym zawiniłem? – Chciałem mieć to jak najszybciej za sobą.

Wielki Wódz popatrzył na mnie ze zdziwieniem.

— Nie rozumiem.

— Ścigaliście mnie przecież.

— Nie. Szukaliśmy cię. Potrzebujemy ciebie i twojego pojazdu.

— Król Cyganów powiedział co innego.

Indianin roześmiał się głośno.

— Ach! Cygan! Mój serdeczny przyjaciel. Jak to Cygan. Nie kłamie, ale oszukuje. Przyznaj, że informacja o tym, że ktoś cię goni jest więcej warta od tej, że ktoś chce cię znaleźć.

— Nie płaciłem za tę informację.

— Naprawdę? – Wielki Wódz uśmiechnął się szeroko.

Sięgnąłem do portfela. Z trzech stów została mi jedna.

— Cholera – zakląłem.

— Ile kosztowało? – wciąż uśmiechając się, zapytał Indianin.

— Dwie stówy.

— Trudno, przepadło – stwierdził Wielki Wódz pogodnie. — Każdy jakoś musi sobie radzić. Ale do rzeczy. Potrzebujemy ciebie, twojej pomocy i lokomotywy.

— Nie działa. Zepsuta. Stanęła i nie wiem, co się stało.

— Ja ją zatrzymałem.

— Jak to?

Wielki Wódz pokiwał głową, poklepał blachy parowozu i oznajmił:

— Zapomniałeś dokupić pilota, więc ja to zrobiłem – pokazał trzymane w dłoni urządzenie. — Ale niestety nie możesz nam pomóc – dodał w zamyśleniu.

— Dlaczego?

— Rozejdźmy się w pokoju.

Nie wysilając się na tłumaczenia Wielki Wódz odwrócił się, przez okno parowozu popatrzył chwilę w słońce, po czym powoli zaczął zmierzać w stronę schodków. Wiedziałem czego oczekuje, ale przecież ktoś taki w rzeczywistym świecie w ogóle nie istnieje, mimo to krzyknąłem:

— Winnetou!

Indianin zatrzymał się i, stojąc tyłem do mnie, trwał tak dłuższą chwilę. Odwrócił się powoli, a na twarzy Czerwonoskórego pojawił się radosny uśmiech.

— Już myślałem, że mnie nie pamiętasz.

— Takich ludzi się nie zapomina.

— Jedziemy!

Jechaliśmy po polnych drogach, małych uliczkach, wielkich arteriach i autostradach. Odwiedzaliśmy chatki, chaty, domeczki, domy i chawiry. Małe zakłady i potężne korporacje. Z ulgą wręczano nam wielkie skrzynie, które pomagałem Indianom ładować do brzucha parowozu. Wyglądały identycznie. Żółte, zamknięte na kłódki. Dołączyli do nas Czarni, Arabowie, Żydzi i Cyganie, wreszcie zgarnęliśmy wszystkich. Nikt się nie lenił; wciąż pakując żółte skrzynie, byliśmy jak jedno z łożysk naszego parowozu.

— Nie pędzimy przypadkiem znikąd donikąd? – zapytałem z niepokojem.

— Nie – odparł Indianin. — Jedziemy skądś dokądś.

— Winnetou! – nie wytrzymałem. — Co jest w tych skrzyniach?

Wielki Wódz posmutniał.

— Wkład do fajki pokoju, którą wypalimy razem.

— Tytoń?

— Niezupełnie, ale też się pali.

Przyjechaliśmy na miejsce. Obok torów leżała inna żółta skrzynia dużo większa od tych, które dźwigaliśmy.

— Co to jest? – zapytałem.

— Nasza fajka pokoju. Broń, którą zostawił mi kowboj w zamian za toporek. Stwierdził, że lepiej wiem od niego co z tym zrobić. Spotkałeś go na swojej drodze.

— Broń? Fajką pokoju?

— Cierpliwości.

Sztucer okazał się ogromny. Nie był działem, ale wielkość cyngla tej przedziwnej broni przyprawiała o zawrót głowy. Ciągnął się od nieba aż do ziemi, od początku świata aż do jego końca. Na spuście leżała nieskończona ilość palców. Wódz i ludzie z Plemienia dołożyli swoje.

— Są tu już wszyscy – rzekł Winnetou. — Brakuje tylko twojej dłoni.

— Jak to wszyscy?

— Wszyscy. Ci którzy kiedykolwiek byli, ci którzy są i którzy będą. Są krzywdzący i ci pokrzywdzeni. Biedni i bogaci. Mądrzy i niemądrzy. Ci inni i ci tacy sami. Wszyscy…

— Brakuje tylko twojej dłoni – powtórzył Winnetou proszącym tonem.

— Co się wtedy stanie?

— Broń wystrzeli.

Spojrzałem na mur, w który celowała lufa. Zwykła ściana, nieczuła milcząca. Kilkaset, może kilka tysięcy cegieł złączonych zaprawą. Zamknęliśmy łańcuch ogniwami naszych palców. Cyngiel ruszył, broń wypluła amunicję, wyrzuciła wszelkie pociski różnego kalibru, wyrzygała wszystkie naboje jakie kiedykolwiek pojawiły się na świecie. Nic nie huknęło, za to po bezgłośnym strzale nastąpiła cisza, jakiej nie słyszałem nigdy. Nagle mur jęknął z niepojętą zgrozą i zapłakał krwią, cementem i łzami.

Patrzyli na mnie z oczekiwaniem. Podszedłem, popatrzyłem przez chwilę w zachodzące już słońce i przytuliłem się do zimnej ściany.

— To moje szaleństwo – szepnąłem.

— Nie – odrzekł. — To wasza modlitwa. Jesteś czysty, gotowy do drogi.

 

Gdy spotkałem recenzenta po latach, moje wyrzuty sumienia okazały się bezpodstawne. Jego rzekome wariactwo polegało na tym, że bił głową w mur tak samo jak my wszyscy, tylko trochę mocniej.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • pasja 2 miesiące temu
    Kiedy szaleństwo zaczyna powoli uwolnić się od nas samych, zaczynamy błądzić i już nie wiemy, kiedy jesteśmy normalni. W zasadzie wszyscy jesteśmy szaleńcami.
    Recenzent naszego życia też. Jeśli dokonujemy w naszym życiu czegoś ponad nasze możliwości, to wokoło stukają palcem w czoło na nasz widok. Jeśli obok nas coś przemyka bez naszej reakcji tez stukają w czoło. Dziwacy, indywidualiści powiedzą o wyizolowanych od społeczeństwa jednostkach. Dlatego początkowy dialog jest częściowo odpowiedzią na inność. Wyrzuty są nie do końca zrozumiale, ale chyba nieuchronne.
    Dalsza część przyjaźni i dalsze rozważania w obszarze wnętrza i zewnętrza.
    "To dlaczego mnie gonią?" - jak mocno zaakcentowane pytanie na ciągłą ucieczkę, na ciągłe uciekanie czasu i przemijanie.
    „Cygan rozłożył bezradnie ręce, wzruszył ramionami i pokręcił głową na boki”. - bezradność w ruchu rąk to postawa oranta, obraz osoby wolnej. Jednak przyjaciel z lekkim zabarwieniem wesołości stara się tym gestem odpowiedzieć na pytanie.
    "Chyba nie wypada uciekać przed Indianami samochodem'? - nawet nie wypada.
    'Uciekałem pełen lęku przed nieznanym, z jednej strony żądny wiedzy, za co mnie ścigają, z drugiej ogarnięty strachem przed karą za nieznane winy" - pociągiem w nieznane jutro. Ciągłe budowanie drogi, aby móc jechać. A za nami inni nas gonią. Świetne porównanie do zasady nieokreśloności, bo nigdy nie potrafimy wyznaczyć dokładnej miary położenia i biegu. Istnieją pary wielkości, których nie potrafi się jednocześnie zmierzyć.
    "Nagle pociąg stanął. Lokomotywa zatrzymała się z niejasnych powodów. Czekałem w milczeniu. Wreszcie mnie dopadli" - dojrzałość i zmęczenie biegiem powoduje fizjologiczne zwolnienie. Jednak nie należy zbyt długo odpoczywać.
    „Wielki Wódz stanął przede mną, skrzyżował ręce na piersiach i rzekł”: - przypomina znak krzyża i jest gestem bizantyjskim. Postawa taka jest negatywna i świadczy o próbie obrony.
    "Nie. Szukaliśmy cię. Potrzebujemy ciebie i twojego pojazdu". - I rozczarowanie, bo, dlaczego uciekałem, skoro nikt mnie nie gonił celem skrzywdzenia, jedynie w potrzebie.
    „Przyznaj, że informacja o tym, że ktoś cię goni jest więcej warta od tej, że ktoś chce cię znaleźć”. - czasem płacimy za coś, czego nie jesteśmy pewni, za coś, czego nie pojmujemy, za coś, czego nie chcemy. Przyjaźni nie kupimy za żadne pieniądze.
    „Wiedziałem czego oczekuje, ale przecież ktoś taki w rzeczywistym świecie w ogóle nie istnieje, mimo to krzyknąłem:” - w tym okrzyku Winnetou można zamieścić każde imię, w każdym języku. Liczy się pamięć.
    I ruszył pociąg przyjaźni (taka arka Noego) i po drodze zabierano żółte skrzynie, dołączali nowe twarze, nowe przyjaźnie
    „Nie pędzimy przypadkiem znikąd donikąd”? - jak często zadajemy pytanie o naszą podróż o nasze Quo vadis - jedziemy skądś dokądś.
    „Brakuje tylko twojej dłoni”. - i chyba ciągle będzie brakować czyjejś zgody.
    "Zwykła ściana, nieczuła milcząca… Nic nie huknęło, za to po bezgłośnym strzale nastąpiła cisza… Nagle mur jęknął z niepojętą zgrozą i zapłakał krwią, cementem i łzami"… oczyszczenie i dalsza wędrówka.
    Zakończenie niespodziewane i w zasadzie bez szaleństwa, jedynie nasz recenzent życia inaczej bil głową w mur.
    Jak zwykle przekładaniec emocji. Tak fajka pokoju by się przydała.
    Dość!
    Pozdrawiam
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Nie Pasja, tak być to nie będzie. Przywożę samochód do Twojego warsztatu, a ty rozkładasz na części silnik, skrzynię biegów i mówisz: to służy do tego, to do tamtego. I jest świetne studium auta, ale samochodu nie ma. A jak chcę odebrać autko od Ciebie, to mówisz: teraz już wiesz, co do czego służy, więc poskładaj sobie sam. Jesteś Pasja niesamowita komentatorsko. Zastanawiam się, czy w jakiś sposób nie wkradasz się do mojej głowy. Dziękiuję
  • Shogun 2 miesiące temu
    Cóż, Pasja napisała w zasadzie wszystko to co sam chciałem napisać :D, więc powiem tylko...
    Genialne! :)
    Pozdrawiam ;)
  • Nachszon 2 miesiące temu
    O! Aż genialne? Bardzo dziękuję za taki odbiór. A tak na marginesie, Samuraju, patrząc na Twój nick zastanawiałem się, czy lubisz Kurosawę? Bo ja jestem jestem zakochany w twórczości tego gościa i ze wstydem przyznaję, że ta miłość jest młoda i ma dopiero rok albo i mniej. Ale lepiej późno niż wcale.
  • Shogun 2 miesiące temu
    Nachszon cóż, jak mógłbym nie znać Pana Kurosawy interesując się kulturą japońską? :) Szczerzę, sam muszę przyznać, że moje zafascynowanie jego twórczością również jest bardzo młode :) Ale jak to bardzo dobrze napisałeś, lepiej późno niż wcale ;)
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Po komentarzu Pasji ciężko napisać coś mądrego. :)
    To na pewno tekst na kilka czytań. Pamiętam, że czułam coś takiego podczas czytania Małego Księcia. I nie mówię teraz, że och i ach, ale wskazuje na podobieństwo w "kodowaniu".' Bo sporo tu symboli, ukrytych znaczeń i zdań, które można wyciągnąć i... wydrukować.
    Najlepsze, że nie lubię takich tekstów. Mam zapotrzebowanie na solidną, klasyczną prozę. I nie powiem, że mnie Twój tekst zachwycił. On mi się nawet nie podobał! Ale nie mogłam się oderwać i cholernie dobrze mi się czytało. Taka magnes - proza...
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Na razie Tjeri jedna uwaga poza tekstem, chociaż pozornie może wydawać się, że jest to odruch obronny. Nie jest. Piszesz, że masz zapotrzebowanie na solidną, klasyczną prozę. W ten sposób przemycasz socjotechniczną treść: dobra klasyczna proza to taka, którą ja za taką uważam. Lub inaczej: istnieje bezwzględna definicja dobrej, klasycznej prozy i ja się do niej odnoszę. Obydwa zdania są fałszywe, choćby przez to, że zawierają elementy wartościujące: solidna, dobra. Określenie czegoś dobrą solidną prozą jest kwestią mocno subiektywną.Tym bardziej, że ta klasyczność przesuwa się w rożne regiony To tyle uwag nie odnoszących się do tekstu.
    Piszesz Tjeri, że: nie mogłaś się oderwać i cholernie dobrze Ci się czytało. Piszesz również, że są zdania, które można wyciągnąć i wydrukować. I podsumowujesz, że Ci się nie podobało. Czy zatem podoba Ci się tekst, którego nie chce Ci się czytać, cholernie źle Ci się czyta i który nie zawiera żadnych zdań, które warte byłyby zapamiętania (wydrukowania)?:) To oczywiście żart, bo doskonale rozumiem, co masz na myśli. Nie lubię Babci Tiny, ale wiem, że tworzy świetną muzykę. Jednak jej nie lubię. Uwielbia ją za to moja żona, dlatego mamy nawet dwupłytowego winyla (oprócz kilku CD) i dla przyjemności mojej żony rytualnie odpalam mniej więcej raz dziennie tę płytę. I potem, chociaż Babci nie lubię, nucę sobie jej kawałki.
    Przypuszczam, że wiem, co masz na myśli, pisząc o klasycznej, dobrej prozie; chodzi o opis wydarzeń niekoniecznie rzeczywistych, ale w żaden sposób ni odbiegających od realności lub odbiegających w sposób tak dyskretny, że niemal niezauważalny. Niestety, u mnie z tym ciężko, więc raczej nie tu jej szukaj. Chociaż z drugiej strony chodził mi po głowie projekt... Nie, ale nie. No nie wiem, może kiedyś. Tak czy tak bardzo dziękuje za przeczytanie, komentarz i uśmiechy.
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Nachszon, oczywiście, że tylko i wyłącznie subiektywne wrażenia mam na myśli.
    A komentarz miał być przekorny - że choć nie lubię, ale się podoba (wbrew). Najwyraźniej nie wyszło ;).
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Tjeri Wiem, wiem, Wyszło, wyszło. Wszystko jest ok. Kurczę przez Ciebie teraz myślę o zarzuconym kiedyś projekcie. :)
  • piliery 2 miesiące temu
    "Pracując od jakiegoś czasu na Półwyspie w romskiej dzielnicy piłem z nim wino..." z Półwyspem? O_O
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Jest dobrze. Wskazanie przez Ciebie błędu pozornego, a nawet pozorowanego jako błędu faktycznego, świadczy o tym, że jesteś jeszcze w powijakach literackich zarówno jako odbiorca jak i twórca. To nie jest żaden zarzut, ale stwierdzenie faktu. Składnia zdania, rozłożenie akcentów jak i kompozycja całego tekstu takie zdanie uprawomocnia jako w pełni poprawne formalnie. Aby to zrozumieć musisz osiągnąć poziom wykraczający nawet niezbyt daleko poza podstawową szkolną poprawność, ale do tego masz jeszcze długą drogę. Inną przyczyną takiej uwagi może być fakt, że rzeczywiście nie zrozumiałeś zdania, ale byłoby to już zbyt dramatyczne.
  • piliery 2 miesiące temu
    Nachszon Trochę skromności by Ci się przydało zarozumialcze. (Formalnie. :D )Wystarczyło tylko dokonać niewielkiej zmiany by tę małą usterkę usunąć. Ty jednak wolisz uderzyć w tony wyższości.
  • piliery 2 miesiące temu
    "Witaj Blada Twarzo." - to po polskiemu czy angielskiemu. W języku angielskim takiego błędu nie da się zrobić. Indianin sam tłumaczył na polski?
  • Nachszon 2 miesiące temu
    piliery Wyluzuj gościu, bo stajesz się żenujący:)
  • piliery 2 miesiące temu
    Nachszon Tak cięzko Ci się przyznać do do drobnego błędu? :)
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Nie ma błędu. Popracuj trochę nad sobą to zrozumiesz dlaczego. Albo i nie.
  • piliery 2 miesiące temu
    Nachszon Sam o pracy nad sobą zapomniałeś. Dlatego takie banalne błędy będą Cię prześladować bo w swojej pysze ich nie naprawisz.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    hahaha!
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Dobra, niech ci będzie. Jestem po pysznym śniadaniu, bieganiu, rowerze, basenie i dotarło do mnie, że źle zrobiłem. Nie spróbowałem chociaż w małej części ochronić przed tobą ludzi. Masz olbrzymią potrzebę bycia opowijskim autorytetem, a nikt cię za taki nie uważa (zresztą słusznie), dlatego gnany wiatrem kompleksów dryfujesz w stronę stania się portalowym gównojadem. Jeszcze nim nie jesteś lecz przemiana jest blisko. Istnieje ryzyko, że część twórców, która nie jest pewna swojej jakości, wdroży sugerowane przez ciebie poprawki i obniży wartość produkcji. Taki jest twój świadomy lub nieświadomy cel. Obniżyć dzieło do swojego poziomu rozumienia i odczuwania, a jest to poziom bardzo niski. Jedziemy!

    Masz dane dwa obiekty: narrator i półwysep. Na każdym obiekcie można wykonać określony zestaw metod; innymi słowy każdy obiekt ma inne możliwości (umiejętności). Jedną z metod obiektu narrator jest picie, czyli narrator ma umiejętność picia. Dodatkowo argumentem metody picie jest wino. Zatem obiekt narrator ma umiejętność picia wina. Obiekt półwysep nie ma metody picie (można kombinować, że Półwysep wchłania wino, gdy się je wyleje na ziemię, ale to jest aspekt relatywistyczny i naciągany, a my trzymamy się aspektu modelowego), zatem nie można powiedzieć w języku niemetaforycznym, że Półwysep ma metodę picia z argumentem wino. „Półwysep pije wino” jest zdaniem absurdalnym, chyba że ma się na myśli ludzi, którzy tam mieszkają. Na przykład: „Grecja tańczy” i wtedy mamy rodzaj totum pro parte. Każdy dłuższy tekst zakłada co najmniej kilka razy redukcję absurdu w czytaniu (nie mylić z logicznym prawem redukcji do absurdu), dzięki czemu język literacki może zbliżyć się do mowy potocznej i wessać w siebie odbiorcę. Półwysep ma metodę np. leżenia gdzieś z argumentem miejsca geograficznego. Poszukajmy innego obiektu, na którym można wykonać metodę picia i zobaczmy, co się stanie gdy podstawimy pod Półwysep. Komar. Wprawdzie zasadniczo komar wina nie pija, ale za to pije krew, a ta w kulturze chrześcijańskiej uważana jest za wino (niektórzy powiedzą, że odwrotnie), więc mamy jeszcze dodatkowo ładną dyskretną metaforę: „Komar pije wino”. I teraz podmieńmy nasze zdanie:

    „Pracując od jakiegoś czasu na Półwyspie w romskiej dzielnicy piłem z nim wino nieraz i wiedziałem, że jest to jedna z tych chwil, gdy Król Cyganów otoczony grupką śniadych dzieci nie żartuje”.

    na:

    „Pracując od jakiegoś czasu nad anatomią komara w romskiej dzielnicy piłem z nim wino nieraz i wiedziałem, że jest to jedna z tych chwil, gdy Król Cyganów otoczony grupką śniadych dzieci nie żartuje”.

    Widzisz różnicę?

    Teraz w drugim zdaniu jest faktycznie błąd, bo obiekt komar ma zaimplementowaną metodę picie wina i odbiorca rzeczywiście wchłonie przynajmniej na jakiś czas taką treść i odkodowanie zajmie mu sporo czasu. Ale przynajmniej się przy tym nieźle uśmieje.

    Teraz przyjrzyjmy się działaniu naszego kawałka kodu w środowisku umysłu:

    Tekst: „— Indianie cię gonią!”
    Umysł: - Jacy Indianie? Majowie? Inkowie? Z Dzikiego Zachodu?
    Tekst: „Pracując od jakiegoś czasu na Półwyspie”
    Umysł: Nie wiem, jeszcze jacy Indianie. Majowie? Inkowie? Z Dzikiego Zachodu? Pracował? To znaczy, co robił? Na Półwyspie? Na jakim?
    Tekst: „w romskiej dzielnicy piłem z nim wino nieraz”
    Umysł: Nie wiem, jeszcze jacy Indianie. Pracował? To znaczy, co robił? Na Półwyspie? Na jakim? Pił wino z kim? Przecież nie z Półwyspem, bo Półwysep nie pija wina (nieistniejąca na obiekcie metoda – autor może pozostawić redukcję odbiorcy, czego nie może zrobić w przypadku komara)

    Uwaga: Pierwszy sukces pracy umysłu. Na razie negacja, nie afirmacja. Odrzucenie Półwyspu jako podmiotu pijącego wino (u ciebie umysł nie dokonał redukcji absurdu, nie odniósł się do wiedzy powszechnej mimo, że obiekt nie ma zaimplementowanej metody picie. To nie tekst zaimplementował tę metodę Półwyspowi, ale ty, dlatego jest to twój błąd jako odbiorcy).

    I teraz policzmy: Dziewięć (nie wiem, czy dobrze policzyłem) pytań i umysł nie odpowiedział jeszcze na żadne z nich. Dopiero na dziesiąte. Jest pierwszy strzał endorfin, na razie delikatny:

    Umysł: Hurra udało mi się rozwiązać jedną zagadkę, nie pił wina z Półwyspem! Musi być rozwiązanie następnych
    Tekst: „i wiedziałem, że jest to jedna z tych chwil, gdy Król Cyganów otoczony grupką śniadych dzieci nie żartuje”
    Umysł: A! Pił wino z Królem Cyganów na Półwyspie.
    Strzał endorfin jest krótkotrwały, ale ogromny. Umysł jest z siebie dumny i mówi:
    - W ułamku sekundy odpowiedziałem sobie na kilkanaście pytań i jeszcze te odpowiedzi odpowiednio poukładałem. Chcę jeszcze. Jacy Indianie? Dlaczego go gonią? Nad czym pracował? Chcę dalej, chcę jeszcze rozwiązywać, chcę być dumny ze swoich możliwości.

    To wszystko się dzieje w głowie w ułamkach sekundy, ale się dzieje. I to wszystko za przyczyną jednego tylko zdania.

    Co do zwrotu „Blada Twarzo” to powiem tak. Zarzut w kontekście tekstu jest tak głupi, że aż mi się nie chce odpowiadać. Mniej więcej tak samo idiotyczny jak twoje uwagi pod Chicko, na które w końcu machnąłem ręką, widząc z jakim poziomem mam do czynienia. Ale jednak odpowiem, chociaż nie wprost. Tak, jestem pod olbrzymim wrażeniem twojej znajomości angielskiego, którego nie trawię, bo jest prostacki i ubogi, a który to język znam biegle z racji technicznego aspektu mojej pracy i tego, że wykonuję ją w różnych częściach świata. I gdybym był złośliwy, odpowiedziałbym: „widzę, że nie wiesz, że są na świecie inne języki poza angielskim i polskim, więc uświadamiam cię, że takie są i zwrot „blada twarzo” jest tłumaczeniem z jednego z nich. Masz do wyboru: hebrajski, arabski, rosyjski, które znam biegle i grecki, który znam słabo. Wybierz sobie sam”. Ale nie będę złośliwy i nie powiem tego. Napiszę tylko, że jeżeli zaczniesz jeździć po świecie, pracować z różnymi ludźmi, jadać z nimi, rozmawiać, bawić się, pić, tańczyć, to zobaczysz jak prześmieszne twory językowe można tworzyć w różnych językach i jak świetnie można się przy tym z ludźmi bawić. Trzeba mieć tylko w sobie luz, a przede wszystkim poczucie humoru. Język to uzus, nic więcej. Leszczu.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    I tak na koniec transmisji. Oczywiście popełniłam błędy i gdybyś wskazał błąd faktyczny, poprawiłbym, ale już nie masz szans, bo przestaję czytać twoje komentarze. Nawet jeżeli pojawią się pod moimi tekstami. Po prostu twoje komentarze są bezwartościowe.
  • piliery 2 miesiące temu
    Nachszon Nie dam się nabrać na psudointelektualne sztuczki. Toś się napracował/a. Imponujący elaborat. I to pod czym? Nawet nie pod komentarzem. Wskazaniem błędu. Ile trzeba było z Twojej strony wysiłku, ile zachodu by uzasadnić coś co Twoim zdaniem mogłoby zachwiać Twoją pozycję geniusza/ki . To chore co robisz. Mam nadzieję że nie będziesz mnie odwiedzać pod żadnym ze swoich nicków.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Piliery, zdradzisz jakim cudem wywnioskowałeś, że narrator pije z Półwyspem?

    Cytuję fr. Muru:

    "— Indianie cię gonią!

    Pracując od jakiegoś czasu na Półwyspie w romskiej dzielnicy piłem z nim wino nieraz i wiedziałem, że jest to jedna z tych chwil, gdy Król Cyganów otoczony grupką śniadych dzieci nie żartuje."
    _______________________

    Istotne jest wyrażenie przyimkowe. Połączenie przyimka z rzeczownikiem.
    Gdyby wypowiedzenie zaczynało się tak:
    Pracując od jakiegoś czasu z Półwyspem w romskiej dzielnicy, piłem z nim wino nieraz.... okey, Twoja racja na wierzchu, ale kiedy Półwysep poprzedza przyimek: -na- to niewykonalne po prostu.
    Chyba... że pijesz np. wino z podłogą, na której stoisz albo z fotelem, na którym siedzisz.

    Zwiodła Cię chyba wielka litera nazwy miejsca, zobaczyłeś w Półwyspie osobę, która wypowiada kwestię:
    - Indianie cię gonią!
    Nie doczytałeś końcówki wypowiedzenia, zdania podrzędnego: "(...) gdy Król Cyganów otoczony grupką śniadych dzieci nie żartuje."
    Rozumiesz?
    Uznałeś, po przeoczeniu przyimka: - na - , że Półwysep to Król Cyganów.

    Innego wytłumaczenia dla Twojej pomyłki nie widzę.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Wrotycz Daj spokój szkoda Twojego i mojego czasu. Widzisz, że to wybitny tępak. Zauważ, że kiedy nie chciałem poprawić, nawet nie zapytał: "No dobrze, może rzeczywiście czegoś nie wiem, wytłumacz mi". Jest tak zadufany i skostniały. Ty mu Wrotycz tłumaczysz klasyczną gramatyką, ja nowoczesną lingwistyką opartą na programowaniu obiektowym, a on pewne dalej swoje (nie wiem, bo nie czytałem co on tam nasmarował, ale tak wnoszę po Twojej reakcji). Żeby było śmiesznie, dwa lata temu uczestniczyłem w analizie niemal takiego samego przypadku w jednym z uniwersyteckich zakładów lingwistycznych. Kobieta robiła dokładnie to samo co ja teraz i wtedy otworzyły mi się oczy. Na pytanie, czy widzicie państwo tutaj błąd, wszyscy odpowiedzieli: oczywiście. Niestety, ja również. Kobieta analizowała niemal identycznie zbudowane zdanie jak o tutaj i pogodnie odpowiedziała: Nie, proszę państwa nie ma tutaj błędu. I zrobiła to, co ja poniżej, czy tam powyżej. Gościo ma na tacy podane, wytłumaczone, widzi przykłady, a dalej swoje. Wiem Wrotycz, że jesteś delikatne i grzeczne stworzenie i nigdy tego ani pomyślisz, ani nie powiesz, ale jestem toporny i nie powstrzymam się. To kretyn.
  • piliery 2 miesiące temu
    Wrotycz Któż inny mógł się odezwać. :) Jesteś wyjątkowo na miejscu. Dzięki.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Piliery, odezwać się mógł każdy użytkownik portalu. Poza osobami wyjątkowo akurat zbanowanymi. W sumie Twój sarkazm mogę też odebrać w sposób dla mnie niezwykle korzystny, bo Wrotycz po prostu się zna :)
    ________
    Nachszon, to programowanie obiektowe nowoczesnej lingwistyki po prostu opiera się na logice. Fajnie, że się podzieliłeś, z przyjemnością biegły moje oczy po tych przykładach. Super odniesienia do metaforyzowania komunikatów.
    Zatrzymałam się przy komarze... hm.
    A gdyby komar w metodzie:picie - dorwał obiekt tak nawalony winem, że ów (obiekt) z pięcioma promilami alkoholu leży na barowej podłodze, to... czy można w programowaniu obiektywnym przyjąć, że narrator pije wino i komar też? Tyle że chrzczone krwią?

    Blada Twarzo - hi, hi, wężyk podkreśla na czerwono drugi człon związku zgody. No cóż, autorzy programu ortograficznego (działającego na Opowi) nie wzięli pod uwagę wołacza, a fe!
    Znak czasu. Coraz rzadziej Polacy stosują ostatni przypadek, bezpośredni zwrot do kogoś, czegoś.
    Twarzo moja, co z tobą?
    Lustereczko, powiedz przecie... :)

    Dziękuję Nachszon za znakomity wykład!
    Gdyby nie Pilery nie wiedziałabym o programowaniu obiektowym.
    Więc dziękuję również Tobie, Pilery.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Oczywiście - Piliery.
    Mój błąd. Sorry.
  • piliery 2 miesiące temu
    Wrotycz Jak zwykle jestem oczarowany Twoim niezwykłym, pięknym stylem i wdziękiem z jakim prowadzisz dyskusje. Bardzo to interesujące. No i ten wołacz...
  • Tjeri 2 miesiące temu
    piliery
    Wybaczcie, że się wtrącę.
    Co do "półwyspowego' problemu, nie będę udawać mądrzejszej, niż jestem - gdybym zauważyła podczas czytania, uznałabym to za błąd, jak to zrobił Piliery. Tyle że nie byłam na tyle bystra. Natomiast wytłumaczenie Nachszona przekonuje mnie (bez potrzeby do odwoływania się do programowania obiektowego).
    Natomiast nie rozumiem (to pytanie do Pilierego) co widzisz nie tak w tej "bladej twarzy"? I zaznaczam, że pytanie pozbawione jest złośliwości...
  • piliery 2 miesiące temu
    Tjeri Da się uzasadnić zastosowaną formę ze względu na specyficzny klimat opowiadania ( i nie trzeba do tego budować żadnych konstrukcji analitycznych czy wyjątkowej filozofii) ale poprawną odmianą słowa "twarz" w wołaczu jest "twarzy".
  • Tjeri 2 miesiące temu
    piliery dzięki za wytłumaczenie. Teraz rozumiem "podstawę", choć myślę, że dla wypowiedzi bohatera i specyfiki tekstu - nie ma ona znaczenia. Ale, przyznaję, sama odmieniłabym w wołaczu "twarzo"... Człowiek się uczy całe życie. :)
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    :))) Ale wpadka! Trzeba mi głowę posypać popiołem, wleźć pod stół i odszczekać zarzuty wobec programu, co niniejszym czynię! Hau, hau!
    Wiele razy słyszałam i czytałam owo zestawienie - Blada Twarzo, więcej powiem, gdyby Czerwonoskóry do Białasa powiedział: Blada Twarzy! - uznałabym tę formę za sztuczną i błędną.
    Pewnie dlatego, że przymiotnik ma końcówkę - a, no i większość rzeczowników żeńskich też kończy się na ową samogłoskę. W wołaczu zdecydowanie dominuje - o.
    Matko,, wiaro, lekcjo, męko, głowo, królewno, żabo, klawiaturo... itd. itd.
    Cóż, popełniłam błąd, ale nie uważam, że tutaj, w "Murze", on występuje. Postacie mogą w tekście literackim mówić z błędami, i to nawet okropnymi. Stylizacja wypowiedzi bohaterów na niechlujny język potoczny jest jak najbardziej uprawomocniona.
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Wrotycz
    Tako i ja myślę.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Tjeri, jesteś wystarczająco bystra. Nie zauważyłaś rzekomego błędu, ponieważ Półwysep nie ma wbudowanej (zaimplementowanej) natywnie metody „picie wina”. Tak, jak pisałem w swoim „długim” wyjaśnieniu, umysł przerzucił szybciutko most nad absurdem i odniósł się do prawidłowości:

    — Pił wino z Półwyspem? Nie, więc z kim? A! Z królem Cyganów.

    Nieistniejąca na obiekcie metoda – autor może pozostawić redukcję odbiorcy, czego nie może zrobić w przypadku komara.
    Rozwiązałaś zagadkę i chcesz następnej. Magnes, czy hipnoza już działa.
    W przypadku tamtego gozdka to nie tekst zaimplementował metodę picia Półwyspowi, ale odbiorca, dlatego jest to błąd odbiorcy, nie autora.

    Jestem pewny, że gdyby obiekt miał natywnie wbudowaną (zaimplementowaną) metodę picia, zwróciłabyś uwagę. Przywołuję jeszcze raz przykład komara:

    „Pracując od jakiegoś czasu nad anatomią komara w romskiej dzielnicy piłem z nim wino nieraz i wiedziałem, że jest to jedna z tych chwil, gdy Król Cyganów otoczony grupką śniadych dzieci nie żartuje”.

    Istniejąca na obiekcie metoda – autor nie może pozostawić redukcji odbiorcy, co może uczynić w przypadku Półwyspu i teraz faktycznie jest błąd, bo zarówno narrator jak i komar mogą pić. I rzuca się w oczy jak nie wiem co.
    Dlaczego Twój umysł i umysły innych Czytelników poradziły sobie bez problemu z tą operacją, a dla tamtego gościa operacja okazała się za trudna? Wyjaśnienie jest proste. Kiedy Ty, Wrotycz, Karawan, Ozar, DD, Pasja i jeszcze inni siadacie do tekstu, oczekujecie na intelektualno-emocjonalną przygodę. Mówicie:
    — Zapraszasz nas na imprezę, więc jesteśmy, zobaczymy, czy będzie fajnie.
    Natomiast tamten gościo, gdy siada do tekstu, to nie siada do czytania opowiadania, ale… sprawdzania wypracowania. Jest nastawiony na szukanie błędu i kiedy takiego nie znajduje, wówczas naciąga błędy pozorowane służące dynamice, kolorystyce itp. do błędów faktycznych. Zresztą jak widać wiedzę ma bardzo ubogą i niewystarczającą nawet do sprawdzenia wypracowania. To jest jak proces przebiegający w głowie tępego policjanta, który nie cieszy się, że ludzie przestrzegają prawa, ale że może wypisać mandat i poprawić statystyki. Dodatkową przyczyną takiego stanu rzeczy jest kompletne niezrozumienie tekstów. Nigdy nie widziałem, żeby pod jakimkolwiek tekstem facet odniósł się do semantyki, podzielił się jakąś refleksją po przeczytaniu, żeby chciał rozmawiać, a nie mówić. Typowy syndrom nauczyciela-tępaka, który jeżeli zobaczy w dziecku twórczy pierwiastek, to natychmiast go zniszczy. Kiedy pod Chico napisał, że tekst nie ma zakończenia itp. wtedy zrozumiałem, że facet nie radzi sobie również z zakończeniami atektonicznymi (to ciekawe, jak zrozumiał Kordiana, o ile go w ogóle czytał?) i go olałem już kompletnie. Dla niego tekst musi być zbudowany „poprawnie”: Podmiot, orzeczenie i cała reszta, wszystko bezwzględnie na swoich miejscach. Musi być jasny początek, rozwinięcie i zakończenie, które podsumowuje rozwinięcie. Tak nauczyli go w szkole (mam nadzieję, że nie na studiach, bo wtedy to o zgrozo, oznaczałoby że degradacja szkolnictwa wyższego na części uniwersytetów jest potworna) i powiedzieli, że innej możliwości nie ma.
    Robię tutaj nieładną rzecz, bo zamiast trzymać się ściśle problemu, to jadę po człowieku. Jednak usprawiedliwiam się. To jest przypadek, kiedy należy to zrobić. Mówimy do siebie różnymi stylami, różnym tembrem głosu, z różną szybkością, a jednak gdzieś tam znajdujemy w tej różności komunikacyjnej płaszczyznę porozumienia, bo szanujemy wzajemnie naszą inność, staramy się ją zrozumieć, a tym samym akceptować. Chcemy rozmawiać. Tacy jak ten facet robią wszystko, aby świat miał tylko jedną twarz. Taką jak on ma. Nie chce rozmawiać. Chce mówić. I chce aby inni mówili tak, jak on. Dynda mi kalafiorem, co on do mnie gada, ale skrzywdzi innych, mniej odpornych. Po prostu u części obecnych tu ludzi wymorduje przez swoją tępotę wschodzące twórcze pierwiastki. I dlatego mnie wkurwia. Nienawidzę morderców.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Tjeri, Wrotycz, dajcie już spokój z tą twarzą, wszyscy troje daliśmy w tym miejscu ciała, więc cza cóś z tym zrobić. Zmienię na:
    - Witaj blady ryju!
    Czy wtedy będzie na pewno git gramatycznie? Może tak być?
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Nachszon
    Co do mnie - możesz mieć rację, ale niekoniecznie. Przy dobrych tekstach moje wyczulenie na błędy spada niemal do zera. Zresztą nieraz piszę po takiej lekturze - "jeśli są jakieś błędy, ja ich nie zauważyłam" - to mój rodzaj komplementu. Druga sprawa, nigdy nie byłam dobra w wyłapywaniu błędów. Na szczęście byli inni, którzy robili to skrupulatnie. Także u mnie. Zawsze im byłam wdzięczna. Rozumiem, że możesz mieć inne podejście, jesteś pewny swojego pisania, chcesz by w komentarzach skupiano się na czymś innym... Ale jest masa osób, które robią błędy i po takich komentarzach je poprawiają. Samo meritum dyskusji podoba mi się bardzo. Ktoś wskazuje błąd, ktoś się nie zgadza, tłumaczenie z obu stron. Nauczyłam się czegoś dzięki temu. Ale otoczka dyskusji jest koszmarna i nieadekwatna. Nie widzę tu złej woli. A spieranie się o rację (jeśli się nie krzywdzi) jest wspaniałe. To przyśpieszona nauka dla śledzących komenty.
    Proszę więc, spieraj się, udowadniaj swoją rację, ale bez personalnej otoczki, bo przykro jest mi to czytać.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Tjeri Racyja. Sorry.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Nachszonie, kuźwa, podkreśla mi program wołacz, znowu daję ciała, ech... nie pytaj zatem czy git:)
    Co do meritum korekty, to... ani się waż! Primo - bardzo polubiłam narratora, secundo - musiałbyś konsekwentnie do pejoratywnego wydźwięku: bladego ryja - zmienić mu charakter w opku.
    Chce Ci się?
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Wrotycz Ale ja już nie wiem. Bo to chyba jest rzeczywiście tak, że semantyka jest mniej nieważna i podrzędna, a poprawność gramatyczna, żeby nie wiem jak się upierać, być musi. Word nie podkreśla formy ryju, a to dobre, komercyjne oprogramowanie, więc forma ok. Trza zmienić jak tak każą mądrzejsi. Zresztą korektor wbudowany w opowi też nie podkreśla. Zmieniłem. I teraz rzeczywiście, jakbyśmy nie bronili twarzy, to tekst zyskał na jakości jakieś 20-30 procent. Czasem jednak warto się ukorzyć.
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Nachszon
    Ech szkoda.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Brak semantycznego uzasadnienia dla korekty. Niespójność - rażąca - między mianem w wołaczu a rzeczywistym nastawieniem Wodza do narratora. Nie panujesz nad językiem, Nachszonie.
    Rozwalasz komunikat przesłania.
    Ale Autor rządzi, szkoda że pod wpływem... a dopowiedz sobie sam:)
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Wrotycz Racja, przywróciłem.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Zmądrzałeś:)
    Git!
    Mogę się spokojnie oddalić w niefabularny poniedziałek.
    Dzięki:)
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Dobrze, że twarz wróciła.
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Tu jest tyle symboli i ukrytych znaczeń, że wyłapanie ich wszystkich nie jest pewnie możliwe. Co więcej, znalezienie większości też nie do końca załatwia sprawę, bo jeszcze trzeba je sobie poukładać we właściwy sposób. Niemniej jednak samo wyszukiwanie też sprawa dużo radości.
    Najbardziej mi się podoba zakończenie, o szaleństwie, które narrator może uważać za życie, o modlitwie, którą Wielki Wódz uważa za sposób w jaki to życie przebiega i o recenzencie, który chciał pomóc i wziąć część życia innych na siebie, zwłaszcza tę mroczną, ale rozbił się o mur jak wszyscy tylko bardziej.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Dzięki Bajko. Jeżeli tekst sprawia jakąkolwiek radość to już jest super. Ano właśnie życie jako obiekt nie jest tym samym, co droga życia. Cenna uwaga, celnie uchwycone, lepiej niż jak tutaj w komentarzu. Czy wyłapanie wszystkich symboli jest niemożliwe? Odpowiem uczciwie: nie wiem:). Bardzo Ci dziękuję za komentarz.
  • Nachszon 2 miesiące temu
    *lepiej niż jak tutaj w komentarzu:
    w sensie w moim odkomentarzu:)
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    No tak, podwójna natura materii (nieciągłość i fala to przecież jedyna silna teoria tłumacząca efekty doświadczeń od ponad wieku) czemu nie miałaby wpisanym dualizmem obdarzyć swojego wytworu - psychiki. Wciąż mało o niej wiemy, nieoznaczoność, zawsze zewnętrzny obserwator, pęd, pociąg.
    Widząc: mur, szaleństwo, opowiadania - automatycznie wchodzę do pokoju Sartre'a. U Ciebie gonią i nachodzą bohatera posągi z lektur dzieciństwa, stąd i owo odczucie sprzeniewierzenia się wartościom, okłamywanie pozorne, bo lęk, stąd ucieczka w rytuał. Kto szlachetnie łączył rasy? Kto inteligentnie podpowiada, przy okazji materialnie zyskując?
    Uciemiężeni.
    Retrospekcją w teraźniejszość. Mur - Ściana Płaczu. Palce pokoleń odeszłych i przyszłych naciskają spust odpłaty. Ale nie da się zburzyć Muru. On płacze. Życie to szaleństwo, lepiej nie wiedzieć. Lepiej wyzdrowieć, zapomnieć, po co wchodzić do lokomotywy - lejtmotywu? By połączyć, zrównać w godności. Takie zadanie - nowa fajka pokoju dla wszystkich, skutki uboczne zawsze zaistnieją. Cel najważniejszy.
    Szczególnie dla władcy umysłów.
    (Heisenberg - literówka)
    5!
  • Nachszon 2 miesiące temu
    Kuźwaaaaaaa! Wrotycz! Gangsterze/Gangsterko! A myślałem, że nikt nie rozszyfruje Ha-Kotel ha-Ma'arawi. To z Pasją już rozwaliłyście cały tekst w drobiazgi. Już poprawiam Heisenberga. Dzięki, ech...
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Nachszon, miło mi:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania