Poprzednie częściMuskacze chmur
Pokaż listęUkryj listę

Muskacze chmur II. Z języczkiem.

przyciągnij je do mnie z wyżyn. włóż do ust.

chcę poczuć zawarte w nich przestrzenie, wizję,

fonię, infradźwięki. sam nie jestem w stanie

 

osiągnąć dostępnych tobie pułapów, patrz:

kloacznieje mi się z hedonizmu, głowa mimowolnie

wpada do miażdżarni i zostaje sprasowana denkiem

butli, w której przelewa się przyziemne.

 

nakarm mnie rozdrobnionego. znowu miało miejsce

wahnięcie molekularne, poziomy na chybił-trafił

przywarły do pionów, góry nie tam, gdzie trzeba

sprasowały się z dołami i widzisz, co wyszło:

 

ocknąłem się na Biegunie Polskonocnym,

we Włodawie, stolicy Arabii Kanadyjskiej,

największego państwa Afryki,

 

zamiast dłoni mam książki, a do gardła przyrosła mi

świnia. rusza się, żyje we mnie, wierzga.

 

pułki trumpoidalnych cyborgów, strosząc

druciane zaczeski, ciągną pod Smoleńsk,

łuny odbijają się w kaprawych oczkach Wołodii,

demonstranci padają rażeni bronią soniczną,

 

a ja próbuję jakoś poskładać w głowie ów

hipergalimatias. pomóż, choć wszystko notorycznie

dezintegruję, ustawicznie kaszanię.

 

nakarm mnie klarowniejszymi widokami,

zmień sposób postrzegania rzeczywistości.

 

zrozum, gdyby każde z nas było obrazem,

nosiłabyś tytuł: Nimfa przed kryształowym zwierciadłem

i była pędzla Vermeera,

 

ze mnie zaś byłby: Dyzma Bończa-Tomaszewski

masturbujący się parafinowym odlewem dzioba

łabędzia niemego (autor nieznany, akryl na płótnie).

 

zdejmij, proszę, kilka chmur. nasyć mnie.

bo jak na razie; wieczorynki we krwi,

okruchy szkła zalegające w żołądku.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania