My Way
Nie wiadomo czy to deszcz, czy śnieg, padał na jej mokrą już i oblepioną włosami twarz. Momentami nienawidziła swojego życia- było jak piękny, zły sen. Ten o który zabiłyby się tysiące dziewczyn, nawet jej przyjaciółki. W dzisiejszych czasach osiągnięcie tego wszystkiego w wieku, 23 lat, było jak bajka o kopciuszku. Tyle że nikt nie wiedział i nie zdawał sobie sprawy z tego, że droga do happy endu, spowita była hektolitrami wylanych łez, milionami wyrzeczeń i tysiącami poświęconych marzeń i pragnień. Z zamyślenia wybudził ją wibrujący w kieszeni kurtki telefon...
- Tak słucham... - wyszeptała, ostatkiem sił.
- Gdzie Ty jesteś, za 24h prezentacja kolekcji, a Ty sobie spacery urządzasz? Zwariowałaś?
- Zaraz będę. - odpowiedziała i kolejna łza, a może kropla deszczu, spłynęła po jej twarzy. Musiała wyjść na zewnątrz, mimo niesprzyjającej aury. Musiała pomyśleć...
Na miejsce dotarła w przeciągu 7 minut, nie wiedziała co zastanie, czy zastanie cokolwiek. Jej szefowa, była jednym wielkim chaosem. Potrafiła rzucać przedmiotami w ludzi, bez jakiegokolwiek uprzedzenia. Wchodząc usłyszała krzyk i już wiedziała, że któraś z konstruktorek odzieży dostaje ochrzan choć nie do końca na to zasługuje. Stanęła w drzwiach i patrzyła jak papier konstrukcyjny i formy, fruwają w powietrzu, jak delikatnie opadają na podłogę. W momencie przerwy, między jednym monologiem a kolejnym, który miał do końca zadbać o wyniszczenie psychiczne "oskarżonej", zaczęła bić brawo.
- Zamierzasz zniszczyć wszystkim psychikę, przez te ostatnie 24h?- spytała. Nie usłyszała odpowiedzi. Szefowa podeszła i wyszeptała jej do ucha:
- Zrób coś z tym, posprzątaj tu.
- Od tego jestem, Katarzyno - odpowiedziała.
Po kilku godzinach spędzonych w szwalni, wiedziała że finałowa suknia, będzie idealna. Konstrukcja rękawa, inna niż w projekcie, nadała jej dużo świeższy wygląd, choć wiedziała że będzie tak samo spektakularna, jak ta narysowana przez projektantkę.
- Ty sypiasz w ogóle? Czy uświetnisz dzisiejszy wieczór swoimi fioletowymi sińcami pod oczami, wiesz najlepiej że "fiolet" to nie jest kolor tego sezonu- usłyszała za swoimi plecami, uśmiechnęła się... To był On. Kim był On? Kimś kto stworzył ją wizualnie, wspierał ją i dbał by od czasu do czasu coś zjadła, ale nie za dużo, bo tylko rozmiar 34 był dopuszczalny w jego "rozmiarówce". JD był najlepszym stylistą w branży i współtwórca projektów akcesoriów marki dla której pracowała.
- Nie sypiam, Katarzyna mnie eksploatuje do zera. Ale wiem że dziesięciolecie marki to dla niej trudny i przełomowy moment.
- Usprawiedliwiasz potwora, wiesz o tym?
- Nauczyłam się widzieć pozytywy w najgorszych...- roześmiali się obydwoje.
- Zawsze będę Cię kochał za poczucie humoru, tylko Ty potrafisz powiedzieć coś tak zabawnego z powagą na ustach. Ile to już lat się męczę z Tobą?
- Pięć? - sama nie wiedziała kiedy zaczęła się jej praca w tym miejscu, w każdym razie już jakiś czas temu.
- Och tak, przyszłaś z tą swoją grzywką wyciętą na prosto i po rozdwajanymi końcówkami...
- Ubrana w podarte jeansy i za duży, o trzy rozmiary t-shirt, białe trampki- dokończyła za Niego- i na zawsze zmieniłam Twoje podejście do mody- znów usłyszała jego zaraźliwy śmiech i sama uśmiechnęła się pod nosem, bo chwilowo tylko na tyle miała siły. Słabła z minuty na minutę, nie miała sił stać na nogach, to 72h godzina bez snu. JD zauważył, że jeśli za chwilę nie usiądzie będzie musiał zbierać ją z podłogi. Podstawił jej krzesło...
- Może pojedziesz do domu i pójdziesz spać? A ja zadzwonię do Katarzyny i uprzedzę ją o konsekwencjach wyzysku ludzi?
- JD po pokazie i imprezie, będę miała kilka dni wolnego, słowo harcerza! A teraz muszę jechać do mieszkania, wziąć prysznic i wrócić do showroomu, dopilnować paru papierków, wpaść do magazynu i pojechać na miejsce pokazu, a tam...
- A kiedy fryzjer, makijaż, sukienka? Może jeszcze powiesz mi że na sam pokaz się spóźnisz?- przerwał jej wyliczankę z listy "must do" wyraźnie zirytowany.
- O siedemnastej...- odpowiedziała z błyskotliwym uśmiechem.
- Ok, niech Ci będzie. Uciekaj więc, a ja dobiorę dodatki i wracam spać.
Pocałowała go w czoło, zabrała kurtkę i wyszła. Była siódma trzydzieści. Deszcz nadal padał. Wsiadła do samochodu i ruszyła w stronę centrum.
Komentarze (1)
Było kilka błędów interpunkcyjnych i te wplecione angielskie słówka(tytuł + ''must do'') zbytnio mi nie pasują ;x Poza tym - jak najbardziej pozytywnie oceniam ^^ 5
Będzie kolejna część? ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania