Myśliwi - Czarny Most (6) cz.2

Kontynuacja! YAY!

 

*********************************************

### Przybysz z Konkordii ###

********************************************

 

Półogr wsłuchiwał się w odgłosy walki. Spodziewał się, że jego kompani zginą, bo będą walczyć do ostatniego tchu. Szamotanina nie trwała długo, gdyż po chwili obok Horna wylądował Paleu z obficie krwawiącą raną wzdłuż przedramienia.

- Łapcie tego półogra, do cholery! - krzyczał jeden z żołnierzy. Słychać było tupot wielu nóg.

Horn czuł, że nie ma siły wstać. Leżał w kałuży krwi, jęcząc cicho z bólu. Z czasem cierpienie ustawało, ale wraz z nim zmysły. Ledwo zauważył, kiedy łowcy podnieśli go i z trudem wrzucili na wóz. Kręciło mu się w głowie. Nigdy nie myślał, że tak skończy. Pragnął jeszcze zobaczyć Draggara albo rodzinny Selród. Czuł straszliwy chłód.

 

***

 

Horn otworzył oczy. Najpierw ujrzał niebo, a potem latające na nim kruki robiące spiralne akrobacje. Umarłem? - zastanawiał się półogr. Spodziewał się raczej śmierci po tak poważnej ranie, nie przewidział, że może wyzdrowieć. Spojrzał w lewo i ujrzał wpatrujących się w niego Paleu'a i Girga. Po ich minach domyślił się, że nie jest dobrze. Napiął mięśnie i z trudem usiadł. Wtedy dopiero spostrzegł, że wszyscy siedzą na wozie, a przed sobą mają ogromną twierdzę. Czyli wróciłem tutaj, pomyślał, przygryzając wargi ze złości.

Zaciekawiła go nieobecność drugiego półogra. Podejrzewał, co się stało, ale wolał się upewnić.

- Gdzie jest Bere? - Girg przewrócił oczami, słysząc pytanie. Wciągnął powietrze i wypuścił.

- Moj brat nie żyje on. Zabili oni go. - odparł odmieniec, dygocząc ze strachu i gniewu.

- Przykro mi, Girgu.

Horn zauważył swoją dziwną wymowę. Nigdy wcześniej nie wypowiadał się w podobny sposób.

- Ty dziwnie jak człowiek mówisz ja słyszę - dodał rozmówca.

Wtedy półogr przypomniał sobie sowę, która do niego przemówiła. A raczej wydawało mu się, że to uczyniła. Ale czy to mogła być prawda? Tego nie mógł się domyślić. Od tamtej pory na wozie nie padło żadne słowo.

Nad twierdzą unosiła się wielka czarna chmura, podkreślając mrok w więzieniu odmieńców. Dziwne zjawisko, pomyślał Horn. Niebo skrywało jednak więcej tajemnic. Reszta sklepienia niebieskiego okrywał mrok i świecące jasno gwiazdy. Nigdzie indziej nie znajdowała się żadna chmura. Księżyc zaś świecił o wiele jaśniej niż kiedykolwiek, a jego blask spowijał płaskowyż. Mimo to strażnicy potrzebowali pochodni, by nie wpaść na jakiś korzeń lub głaz.

Teraz dopiero półogr zauważył, że obok niego leżą dwa ciała. Jedno należało do żołnierza, a drugie do półogra. Oba truchła były mocno zakrwawione. Obok wozu szło teraz czterech łowców. Uważnie obserwowali jeńców dzięki płonącym w ich rękach pochodniom. Bez szans na ucieczkę.

Jakieś cztery staje dzieliły ich od celu. Z tego miejsca Horn dostrzegł, że unoszące się nad więzieniem chmury, lekko prześwitują i rozdrabniają się na mniejsze części. Po paru chwilach dostrzegł, że to tak naprawdę wielka chmara kruków zbierająca się nad więzieniem. To jeszcze bardziej dało do myślenia Hornowi. Nie miał pojęcia, co się wyrabia, ale sytuacja go niepokoiła.

Na płaskowyżu rosło kilka samotnych choinek i małe zagajniki. Trawa także była niezbyt gęsta i wysoka, że wywyższały się pośród nich kopce kreta. W oddali Horn widział jedynie duże pasmo górskie i na tle niego ogromną twierdzę, która była jeszcze w trakcie budowy. Brama do więzienia nie była wielka, aczkolwiek mosiężna. Kto wie czy jakikolwiek taran mógłby roznieść tą budowlę w pył. Podobnie katapulty i armaty.

W kilka minut wóz z odmieńcami przejechał przez główne wejście i wjechał na dziedziniec, gdzie czekał już zbrojny komitet powitalny. Gdy tylko się zatrzymali, łowcy siłą wyciągnęli mieszańców i postawili przy ścianie. Rozstrzelają nas, stwierdził Horn z zawiedzeniem.

Dopiero wtedy przyszło mu na myśl obejrzeć swoją ranę. Była dokładnie opatrzona i wyglądała, jakby całkowicie się zagoiła. Przy wielkim wysiłku jednak straszliwie bolało. Biała szmata owinięta była wokół biodra, a w miejscu rany mocno zakrwawiona. Po co mieliby mnie opatrywać, jeśli mnie teraz zastrzelą? - pytał sam siebie. Sytuacja była co najmniej podejrzana.

Żołnierze ściągnęli z wozu ciała i dali pachołkom niczym przedmioty. Nawet w oczach półogra było to bestialstwo. Po chwili do ustawionych w rzędzie odmieńców podszedł łowca z pergaminem w ręku i piórem.

- Rasa i imię poproszę. - rzekł, patrząc na Horna.

- Półogr Horn - odparł odmieniec posłusznie.

- Snotling Paleu - dodał kompan.

- Półogr Girg - zakończył ostatni odmieniec.

- Lepiej od razu udajcie się do komnaty przemian. Ktoś chce się z wami widzieć. - dodał łowca, skrobiąc piórem po pergaminie, by po chwili ulotnić się wraz z innymi wartownikami.

Na dziedzińcu pozostali sami mieszańcy. To było jeszcze dziwniejsze. Horn zastanawiał się przez chwilę, czując na sobie wzrok kompanów. Skute mieli jedynie ręce, co dawało im dość dużą swobodę. Wolnym krokiem zaczął iść w stronę dużych drewnianych drzwi po lewej stronie placu. Znajdowała się tam komnata przemian, przez którą każdy musiał przejść, by po chwili dołączyć do niewolników.

Półogr złapał za klamkę i popchnął. Drzwi zaskrzypiały, odkrywając przed odmieńcami duży pokój bez okien i stolikiem po środku. Na ścianach widniały dziwne malowidła przedstawiające polowania na dziwne karykatury - prawdopodobnie mieszańców. W pokoju panowała ponura atmosfera, a słyszane przez Horna dźwięki to krakanie odbijające się echem po komnacie.

Przy stoliku siedziała jasnoskóra kobieta o śnieżnobiałych, prostych włosach sięgających do ramion. Wyglądała raczej na człowieka. Ubrana była w zieloną sukienkę z licznymi koronkami. Hornowi przypominała ona szlachciankę, ale nie miał pojęcia, z jakiego powodu przybyła do więzienia odmieńców. Jej delikatne rysy twarzy, prosty nos i niebieskie oczy podkreślały jej urodę, a szeroki uśmiech wskazywał na dobre samopoczucie.

- Proszę, usiądź, Hornie. - rzekła słodkim, delikatnym głosem w stronę półogra. Horn zauważył zniknięcie kompanów. Nagle do stolika samoistnie przysunął się taboret.

Półogr stanął w bezruchu. Nie wiedział czy wykonać polecenie nieznajomej, czy raczej uciec stamtąd jak najprędzej. Działo się tam jednak coś niewyjaśnionego i ciekawość jednak wzięła górę. Horn podszedł powoli do stołka i usiadł na nim ostrożnie, uważnie obserwując kobietę. Przez dłuższy moment nikt nic nie rzekł. Horn i nieznajoma wpatrywali się w siebie nawzajem; była to niezręczna chwila.

W końcu kobieta przestała się uśmiechać i rzekła:

- Zastanawiasz się chyba, dlaczego łowcy cię nie zabili, a twoja rana zagoiła się, prawda? - Pytanie to brzmiało jak odpowiedź na dręczące Horna myśli. Domyślał się, że nieznajoma jest w to zamieszana. Nie odezwał się ani słowem.

- Wiem, co myślisz - dodała po chwili - i tak, czytam ci w myślach. Daj mi jednak z tobą porozmawiać, bez wydobywania z ciebie siłą informacji.

Mętlik Horna ustał i nastąpiła cisza. Znikły wszystkie problemy i troski. Nieznajoma przerażała go nie na żarty.

- Kim jesteś? - zapytał wreszcie, czując, że kobieta wyszła z jego umysłu.

- Jestem twoim najgorszym koszmarem. Jestem też jednak najskrytszym i upragnionym marzeniem. Od ciebie zależy, jako kogo mnie postrzeżesz. - odparła białowłosa, kładąc ręce na stole.

- Jesteś upiorem? - przestraszył się półogr, przyglądając się niemalże białemu licu kobiety.

- Nie... - Zachichotała cicho nieznajoma, splatając palce - Mam różne oblicza, ale jednak najbardziej podoba mi się to ludzkie. No cóż, skończmy rozmowę o mnie, Hornie i odpowiedz na moje trzy pytania. - Horn zawiódł się na kobiecie. Liczył na odpowiedzi, a jeszcze bardziej zwątpił.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • NataliaO 24.03.2015
    Kto to nas odwiedził :) Miło Cię przeczytać. Lubię Twoje opisy. " Mam różne oblicza, ale jednak najbardziej podoba mi się to ludzkie.'- zapamiętam to. 4:)
  • DrassenPrime 25.03.2015
    Miło, że się podoba :D Przez moje nieobecności straciłem czytelników :/
  • NataliaO 26.03.2015
    Wrócą czytelnicy. :)) Mi zawsze się podoba, bo masz przyjemny styl.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania