Myśliwi - Czarny Most (7) cz.1
Znowu wróciłem... Cóż... Moja wena cierpi straszne katusze, toteż rzadko coś piszę :c Liczę, że ten skromny fragment zapewni ciekawości w oczekiwaniu na nieco dłuższy fragment, który pojawi się stosunkowo niedługo. Pozdrówki ;)
******************************************
### Wiejskie knowania ###
*********************************************
Mardey po rozstaniu z Draggarem w centrum wsi ruszył do karczmy. Znalezienie jej nie trwało długo. Budynek ten był jednym z największych w Mrocznej Kniei i był widoczny z każdego miejsca. Na dziesięć metrów było można poczuć zapach niezbyt dobrego wina - tak przypuszczał Mardey.
Drzwi były cały czas otwarte. Już na powitaniu usłyszał bełkot jakiegoś wieśniaka. Widział jak stoi oparty o ladę, opowiadając jakąś historę znużonemu karczmarzowi. Myśliwy uśmiechnął się pod nosem i rozejrzał dokoła w poszukiwaniu swego celu. Karczma wbrew pozorom nie była duża, a ludzi w niej było jeszcze mniej. Ale jak to zawsze bywało, dopiero wieczorem zaczynała się zabawa i pijackie burdy. Tak czy siak, Mardey nie znalazł tego, kogo szukał. Już miał wychodzić, kiedy jego oko przykuła osoba siedząca w kącie z butelką w dłoni. Zaintrygowany myśliwy ruszył w jej stronę.
Osobą tą był mężczyzna o długiej i gęstej brodzie koloru czarnego. Resztę ciała pokrywała mu zwiewna szata, tu i ówdzie połatana. Na głowie miał założony kaptur zasłaniający oczy. Człowiek stęknął i wyjrzał spod kaptura, gdy dosiadł się do niego szatyn o niezbyt czystym ubraniu.
- Dawno cię tu nie widziałem - rzekł ledwo słyszalnym głosem nieznajomy, spoglądając na Mardeya swoimi zielonymi jak trawa oczami.
- I niech tak pozostanie. - Myśliwy wyjął z kieszeni monetę i położył obok butelki brodacza. - Zestarzałeś się.
- A ty się wcale nie zmieniłeś, przyjacielu. Ale do rzeczy, nie ryzykujesz, żeby porozmawiać o starych czasach. - odparł bezzwłocznie starzec, ciągnąc łyk z butelki.
- W rzeczy samej, Doranie. Poszukuję Conrada. - Brodacz westchnął głęboko.
- Myślałem, że już nigdy się nie zdecydujesz. - odpowiedział, zniżając ton głosu. Rozejrzał się i zobaczył gadającego do siebie pijaka siedzącego na stołku przy ladzie. Po upewnieniu się, że nikt nie będzie podsłuchiwał, spytał: - Co zamierzasz?
Mardey położył dłonie na stole i splótł palce.
- To zależy od tego, co mi powiesz. - Widać było, że znają się dość długo, bo dogadywali się w dosyć specyficzny sposób. Starzec podrapał się po brodzie i zdjął kaptur z głowy. Światło bijące z okiennic odbiło się od sterylnie czystej łysiny człowieka.
- Widziałeś strażnika przy bramie. Wczorajszej nocy się coś wydarzyło i wzmocniono ochronę. Przybyłeś nie w porę. - odrzekł Doran, stawiając pustą butelkę na stole. Mardey przygryzł wargi ze złości.
- Ale i ja nie jestem sam. - dodał myśliwy po chwili. Wzrok rozmówcy wskazywał na poszukiwanie odpowiedzi. - Przyprowadziłem ze sobą półelfa. Pomaga mi w poszukiwaniach. - Starzec widocznie oniemiał, słysząc to wytłumaczenie.
- Zwariowałeś!? - Doran wybuchnął gniewem, ale po chwili znów zaczął mówić dawnym tonem. - A jeśli go złapią i on cię wyda? - Mardey znów przygryzł wargi. Czyżby tego aspektu nie przemyślał?
- To półelf, nie da się złapać. - Sam nie wierzył w to, co powiedział, więc rozumiał zmieszanie starca. Doran westchnął głęboko i rzekł:
- Co chcesz wiedzieć?
Komentarze (2)
Również pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania