Na dewotyzm
Ta chodziła do kościoła nieustannie,
Południowo, wieczorowo, i porannie,
I chodziła, ona ciągle tam łaziła,
I modliła się, modliła i modliła.
I się Boga upraszała,
Na sąsiadów pomstowała,
Tych grzeszników co tak rzadko tam przychodzą.
Iżby: diabli ich porwali,
Padli trupem tak jak stali,
Tak wciąż Boga, i wciąż Boga upraszała.
Nagle burza nadleciała.
Błysło, hukło, jękło straszno,
I dewotkę gromem trzasło,
Tak wciąż klęła, i wciąż klęła tak w kościele.
A bo Bogu to nie-wiele,
Trzeba bywać w tym kościele,
Byle szczerze,
W dobrej wierze,
Tam przebywać.
Komentarze (5)
Jest zgrabnie, ale te rymy mimo wszystko trochę rażą.I końcówka też mi zgrzyta, brakuje mi rymu do ostatniego wersu.
Bez oceny dzisiaj i pozdrawiam :)
Mnie rymy nie rażą w tym układzie zupełnie. Powiem wiecej, takie właśnie powinny być w tym konkretnym przypadku. Odnoszę wrażenie iż autor w bardzo przyswajalny sposób przekazuje głębszą treść , przez co treść nie traci zupełnie, lecz raczej zyskuje.
Jak dla mnie bardzo spoko.
Chyba wiem, o co Ci chodzi, Maurycy. Jakby się nad tym zastanowić, to faktycznie, coś w tym jest. Ale końcówka nadal mi zgrzyta.
Innym czym nieporadność jako taka, innym stylizacja osoby świadomej rzemiosła. Tu mamy drugi przypadek. Noc tu nie jest na zadadzie: "Oj niechcący się tak napisało". Jest miejsce na wiersze wzniosłe, napompowane treścią, jest i na przekaz luźniejszy.
Witaj. Tym razem przychodzę w pewnej sprawie, mianowicie, planujemy na opowi założyć klub autorów komentujących się nawzajem (merytorycznie!). Czy byłbyś zainteresowany?
Jeśli chcesz wiedzieć więcej, tu masz mój adres mejlowy----> paulinak334@gmail.com
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania