Na horyzoncie

— Mamo, jak to jest, że niebo nie tonie w morzu, a morze nie zalewa nieba?

— zapytałem, patrząc na horyzont.

 

Mama nie potrafiła odpowiedzieć.

Po prostu milczała.

Patrzyła tępo w stronę horyzontu,

zastanawiając się pewnie, co mi kupić na urodziny.

 

Żył na cieniutkiej linii

oddzielającej niebo od morza.

Przypominał zwykłego ośmiolatka,

ale wiedział, że na jego barkach leży wielkie brzemię.

Codziennie starał się, aby niebo i morze się nie zlewały.

Gdy ptaki nurkowały albo ryby wyskakiwały z wody,

musiał być czujny i je wyłapywać.

Niektóre z nich zjadał.

Nie miał mamy, która zrobiłaby mu kanapkę.

Pewnego razu zauważył dwoje starszych ludzi na pomoście.

Zdjęli buty i zanurzyli stopy w wodzie.

Poczuł ich wielką miłość.

Postanowił wyjąć farby

i namalować dla nich najpiękniejszy zachód słońca,

jaki świat widział.

— Kocham Cię za to, że widzisz i pozwalasz mi widzieć dalej i więcej niż tylko horyzont

— powiedziała kobieta.

Chłopiec był z siebie dumny.

 

Siedziałem z mamą już parę godzin.

Przy brzegu zauważyłem chłopca

z nadgryzioną rybą w ręku, odganiającego mewy.

Mama go nie zauważyła.

Pewnie dlatego, że nie wzięła okularów.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania