Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Na krawężniku

- Stary, jesteś pojebany. - powiedział Adam zrezygnowanym tonem i usiadł na krawężniku. Stojący aktualnie nad nim Filip przewrócił oczami.

- Jeśli ktoś tu jest pojebany, to z pewnością nie jestem to ja. - dodał i zajął miejsce obok niego.

Siedzieli tak przez chwilę w milczeniu. Zamyślony Adam, ubrany w czarną bluzę i równie czarne spodnie, przygryzając nerwowo wargę, co chwila przejeżdżając dłonią po całkowicie łysej głowie, ruchem który przypominał przeczesywanie włosów. Obok niego Filip, w kolorowej koszuli i błękitnych dżinsach, aktualnie z wielkim zainteresowaniem obserwujący dwie mrówki maszerujące obok jego jaskrawozielonych adidasów. Z kieszeni koszuli wyjął paczkę fajek i zapalniczkę w kształcie kaktusa.

- Chcesz szluga? - zapytał.

Adam tylko pokręcił głową w milczeniu.

Filip zapalił więc sam i dalej obserwował rozgrywające się wokół niego życie, będące jakby przeciwieństwem jego kolegi, który wydawał się wypalony i martwy w środku. Patrzył pustym wzrokiem na bliżej nieokreślony punkt i ciągle sięgał ręką do głowy, nawet tego nie zauważając.

- I zostaw w końcu ten łysy łeb, ogarnij się chłopie. Powiedziałem Ci co masz robić. Długo tu jeszcze będziemy tak siedzieć? - zapytał i zaciągnął się dymem, a potem zaczął go wypuszczać tworząc małe dymne kółeczka. Pomyślał, że to jego osobista wersja wzywania pomocy za pomocą znaków dymnych. Pomoc miała nadejść, ale jeszcze tego nie wiedział.

Adam wyrwany z swojego hipnotycznego ciągu dotykania głowy, dla odmiany zaczął wyłamywać sobie palce.

- Kurwa, nie dam rady. Ja się do tego nie nadaję. To nie jest misja dla mnie, serio. Za młody jestem, za mało doświadczenia. Wiesz jak to może wpłynąć na resztę mojego życia? Nie wiem nawet, jak miałbym to zrobić, czy ty w ogóle.. - nie zdążył dokończyć zdania.

- Ja pierdole, skoro nie jesteś gotowy, to na chuja my tu w ogóle przychodziliśmy, możesz mi powiedzieć? - Filip rzucił papierosa na asfalt i przydeptał go butem, a potem spojrzał gniewnym, w jego mniemaniu, wzorkiem na kumpla. Ten niestety zajęty był chowaniem łysej głowy w dłoniach, więc tego nie zauważył. Mrówki też gdzieś zniknęły, słońce schowało się za chmurami, zrobiło się szaro i mrocznie.

Spomiędzy rąk, w których ukryta była głowa, usłyszał jakieś mamrotanie.

- No.. jakbym dziś nie przyszedł, to kazaliby mi płacić.

- Świetnie. - skwitował Filip - Gratu-kurwa-luję.

Siedzieli tak dłuższą chwilę, zrobiło się całkiem pochmurno i ciemno. Filip palił kolejnego papierosa. Adam cały czas.. wykonywał wszystkie możliwe ruchy oznaczające zdenerwowanie. Siedział zgarbiony, wzdychał, zagryzał wargi. Wielokrotnie wznosił oczy ku niebu, ale wcale nie zauważył, że zbiera się na deszcz. Jego mina wskazywała na bardzo konkretny ból duszy, natomiast mina Filipa wskazywała na zniecierpliwienie, choć tak naprawdę głównie męczył go ból dupy.

Za ich plecami szybkim krokiem przechodzili ludzie, uciekając przed zbliżającą się ulewą. Ptaki latały nisko nad drzewami parku znajdującego się naprzeciw, też szukając schronienia. Zerwał się dość mocny wiatr i chyba to dopiero zmotywowało Filipa, bo nie mógł zapalić kolejnego papierosa, a to już był znaczny dyskomfort, który w jego ocenie wymagał interwencji.

- Dobra, ja spierdalam. - powiedział wstając.

Adam spojrzał na niego takim wzrokiem, jakby dopiero co znalazł się na tym krawężniku i nie pamiętał jak do tego doszło i co ma teraz zrobić. To ostatnie akurat było prawdą.

- Błagam, nie.. nie zostawiaj mnie tutaj.. - spojrzał z przerażeniem w oczach na przyjaciela. - Ja nie mam w sobie tyle odwagi, nie wiem dlaczego w ogóle o tym pomyślałem, może chciałem być taki kozak jak w filmach, naoglądałem się za dzieciaka i teraz mam.

- Nie wkurwiaj mnie. - odparł Filip.

A trzeba przyznać, że rzeczywiście zaczynał być wkurzony, zwłaszcza że właśnie pierwsza kropla deszczu spadła mu na czoło, a jak szybko zauważył, była ona dość spora, co oznaczało że cała reszta kropel które spadną po niej, również będzie duża.

- Rusz dupę, odwróć się i idź tam. Otwórz drzwi, podejdź do lady i powiedz: Dzień dobry, jestem Adam, przyszedłem na strzyżenie męskie do pani Kasi. Tak, jestem łysy. Na łyso ostrzygła mnie kilka dni temu pani Kasia. Nie umiałem jej odmówić, bo prawda jest taka, że cholernie mi się podoba i chciałbym zapytać, czy da mi swój numer lub czy mogę ją odprowadzić na przystanek lub cokolwiek innego, co teraz robią ludzie, żeby się bliżej poznać. W każdym razie jestem Adam. I przyszedłem do pani Kasi. - Filip zakończył wydawanie poleceń i już miał odchodzić, ale podał jeszcze kumplowi parasol, który wyciągnął z plecaka. - Masz, może akurat ona nie będzie miała i będziesz ją mógł bohatersko uchronić przed deszczem. Nara. - Wręczył mu parasol, odwrócił się i poszedł.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Szept Motyla↔Jakby "dwa różne światy" rozmawiały. Tak życiowa scena, gdzie splot zachowań, ale każde inne, w zależności od różnego zapatrywania, na podobne sprawy:)↔Pozdrawiam 😉:)
  • Szept Motyla 2 tygodnie temu
    Miało być też trochę zabawnie, trochę zaskakująco, ale ciężko ocenić czy wyszło. Choć z drugiej strony, zdążyłam już zauważyć, że masz inne poczucie humoru, więc dla Ciebie mogło takie nie być. Pozdrawiam i jak zwykle, dzięki za komentarz, fajnie że ktoś przeczytał. :D
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Szept Motyla↔Sam nie wiem, jakie te moje poczucie humoru. Jakieś jest:)
    Ale przecież nie napisałem, iż tekst poważny jak karawan.
    Komcie me, czasami dziwne są:)
    A jak tam, dalsze części... 😉:)
  • Szept Motyla 2 tygodnie temu
    Dekaos Dondi Fakt, nie napisałeś! A jak części? Nooooo.. bardzo dobrze, myślę o nich codziennie. 😅

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania