Na ogierze jak ułan

* * * * Z cyklu moje przygody z końmi

Innym razem miałem okazję jechać konno na oklep (bez siodła). Mój drugi, młodszy wujek mieszkał w sąsiedniej wiosce za torami kolejowymi. Kupił sobie dorodnego konia z wyprzedaży ze stadniny ogierów w Gnieźnie. Ogier był jasnej, kasztanowej maści. Przyzwyczajony do dobrej karmy jadł tylko ziarno. Był drogi w utrzymaniu. Jedno wiadro ziarna na jeden posiłek ledwo mu wystarczało. Ponieważ dziadek po sprzedaży jednego z dwóch koni miał chwilowy brak do dwukonnego zaprzęgu, wujek chętnie pożyczał swojego kasztanka.

Pewnego razu zaszła potrzeba przewiezienia wozem jakiś towarów (może nawozów) od dziadka do wujka. Dowiozłem towar na miejsce, ale trzeba było z powrotem odstawić konia do dziadka do prac polowych. Wujek na podwórka dał mi krótką lekcję jazdy na oklep. Ruszyłem więc w powrotną drogę na oklep. Wracałem polną drogą, gdzie o tej porze nie było praktycznie żadnego ruchu.

Ogier szedł spokojnie, długim miarowym krokiem. Wysokość, na której siedziałem, odczułem dopiero zatrzymując się na przejeździe kolejowym za samochodem osobowym. Jego dach nie sięgał nawet moich pięt. Poczułem się jak rycerz lub mocarz na rumaku. Dumnie trzymałem prosto głowę z góry patrząc na ludzi czekających na podniesienie rogatek.

Siła i potęga konia udzieliła mi się w tym momencie tak, że poczułem się gotów na odważne czyny. Zrozumiałem jak czuli się nasi husarze i ułani w bojach na dorodnych rumakach. Odczułem jak rosła ich siła i impet gdy rozpędzeni na swych koniach spadali na nieprzyjaciela, jak jastrząb na kurę, niesieni jak na skrzydłach ideą wolności. Poczułem ich moc i wiarę w zwycięstwo.

Wspaniałe odczucia i doświadczenie z jazdy na koniu pozostawiły do dziś niezatarty ślad w mojej pamięci.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania