Na pijanego meża - fraszka po śląsku
(z punktu widzenia męża)
Moja lipsto roztomiła
Nie drzyj zawżdy ryja
Kiej przyda do dom nażgany
ty gibko z gańby zaciągosz gardiny.
Zaprowodź mnie do wyra naszego
I dej mi pospać, nie wkurzej ożartego.
Rano naworz rosołu z kury,
nie dowej mi żodnyj lury.
Potym nie zawracej mi gowy pierdołami,
i nie czaskej talyrzami.
Nie drij pyska i nie ciepej na mnie szmatami,
nie czaskej za głośno garami.
Idź do golaca po nowo wela
Byda mieć spokoj, i fajno frela.
(i z punktu widzenia żony)
Dzisiej na grubie dajom wypłata,
byda musiec paczec na łożarty pysk dziada.
Przylezie i bydzie capić browarym,
zaleja go wtynczos swoim jadem.
Nie szczimia już tego smrodu i bełkotu
Byda po nim ryczeć jakbych wydzierała łogon kotu.
Ale na nic moje żale i nerwy zszargane
Bo łon i tak legnie w wyro posłane.
Bydzie gnić i chrapać do samego rana
A jak wstanie to kac i ta łeb poczochrana.
Bydzie wołoł – dej rosołu babo, ty pito garbato.
I snuć się bydzie łod izby do konta
zawodzać i marudzić kiej jo się krzątam.
Potym mi wciskoł bydzie piniądz
Cobych se nowo wela zrobiła nie pieniąc.
A co, pewnikiem puda do golaca
Niech i jo z jego gyszynku nie straca.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania