Na polach Grunwaldu

Na polach Grunwaldu – lipcowy był skwar,

Gdy wstawał nad lasem królewski sztandar.

Zagrały fanfary, uderzył już bęben,

I ruszył Jagiełło – jak burza, jak grzmotem.

Krzyżacy w zbrojach, pyszni i sztywni,

Wierzyli, że los ich uczyni niewinnym.

Lecz Polska z Litwą – jak jeden mur,

W oczach ich błyszczał nadziei nurt.

Witold wśród swoich jak orzeł w locie,

Gnał przed szeregów w bitewnej pogodzie.

A król obserwował, spokojny jak cień,

Czekając cierpliwie na właściwy dzień.

Wtem runął rozkaz, uderzył róg,

Rozdarł się w niebo bojowy huk.

Zagrzmiały miecze, konie jak dymy,

A ziemia drżała pod sercem gliny.

Krzyżacka duma w starciu pękała,

Gdy polska siła jak fala wdzierała.

Mistrz Ulrich padł, miecz spadł mu z dłoni,

Na piersi śmierci już nie ma obrony.

Gdzie pycha rosła, tam przyszła kara,

A tarcze wrogów łamała wiara.

Pole czerwone od krwi i gniewu,

Lecz w sercach naszych – znak bożych śpiewów.

Gdy ucichł zgiełk i opadł dym,

Pozostał orzeł – wolny, jak dym.

I świat usłyszał ten dumny śpiew:

„Wolności nigdy nie zniszczy miecz!”

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania