Na przeciw
Wyglądamy na siebie.
Ty — ciężki kredens z historią,
ja w otwartej klatce, z głową w piórach,
a między nami krzesło.
Mogłabym podfrunąć,
zawiesić się nad nim na chwilę jak koliber.
Mógłbyś ruszyć.
Postawić nogę na progu.
Na spotkanie.
Na pocałunek w locie.
I z powrotem.
Do kąta, gdzie znajomy kurz i talerze.
I krzesło — na miejscu.
Komentarze (10)
"Wyglądamy na siebie." :D
i jeszcze ten koliber... i znajomy kurz... i talerze
Jejku...
Zostawiłam też coś u Ciebie, krytyka za krytykę 🙂
Mur czy przepaść, oj to byłby dramat. I trzeba by się określić. Rozwalamy, forsujemy, czy dajemy sobie spokój.
Z krzesłem pomiędzy można całe życie.
A może to właśnie chwila przed? Ona podfrunie, kredens przewróci się na krzesło. Albo i nie....
W sumie Twój wiersz wisi jak ten koliber. Dużo scenariuszy w bezruchu, dużo drzemiącego potencjału.
Zatrzymał mnie i wyświetlił parę slajdów. Podoba mi się :).
Dzięki za uważne czytanie 🙂
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania