Na ratunek

Kiedy pod numer 112 zadzwoniła mieszkanka Oruni Dolnej, dyspozytor miał za sobą ciężki dzień. Nie wiedział jednak, że tego dnia ludzkie okrucieństwo nie sięgnęło jeszcze zenitu. Odebrał dwa telefony o porodzie w samochodzie, o hulajnodze zostawionej na drodze i rowerze, który utknął w kraterze miejscowej drogi. Tym razem sprawa dotyczyła rudego zwierzątka, które ktoś przywiązał drutem do drzewa.

-O jakie zwierzę chodzi ? - dopytywał dyspozytor Marian Piątek. - Dzikie czy domowe?

-Nie wiem, ale się nie rusza i jest rude. A ma to jakieś znaczenie? A cierpienie istoty żywej? To nic?

-To lis jak mniemam - odparł dyspozytor, zastanawiając się, jaki patrol wysłać na miejsce zdarzenia. - Skoro rudy. Innego zwierzęcia nie kojarzę.

-Nie wiem, ale się nie rusza - powtórzyła mieszkanka Oruni Dolnej płaczliwym głosem. - Może jakieś dzieci się nad nim znęcały. Młodzież bywa okrutna.

-Chce pani zgłosić przemoc domową ? - zaczął dopytywać dyspozytor.

-Nie, ale ...może...to żywa istota, ktoś miał ją w domu. Albo dzika...

-Ale się nie rusza? - upewnił się dyspozytor 112 Marian Piątek.

-Ale może jeszcze żyje, tylko ja się boję podejść, bo może jest wściekły.

 

Kiedy na miejsce zdarzenia, do parku gdańskiej dzielnicy Orunia przybył Ekopatrol, okazało się, że doszło do przemocy wobec kapibary, którą nieznany sprawca przywiązał drutem do drzewa. Była ruda i nie ruszała się. Trochę zmokła w czerwcowym deszczu. Większych obrażeń nie stwierdzono.

 

Dzień dziecka był tego roku naprawdę nieudany. Setki dzieci w całym Gdańsku przywiązały swoje otrzymane w prezencie kapibary do drzew. Powód nieznany. Marian Piątek dostał pół roku później medal wytrwałego ratownika pluszowych kapibar. Ekopatrol złożył doniesienie do prokuratury i skargę do Rzecznika Praw Zwierząt za znęcanie się nad pluszakami. Rzecznik obiecał wszcząć dochodzenie. Prokuratura nie zajęła jeszcze stanowiska w tej sprawie.

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania