Na skraju lasu
Opowiastka, mała igraszka, na granicy baśni i faktów, na granicy marzeń i niedostatków.
Na skraju lasu stał dom z jednym oknem. Nie wiadomo, kto zapalał w nim światło- może noc, może ktoś. Co wieczór w oknie pojawiał się cień. Nie machał. Nie wołał. Po prostu był.
A za lasem zaczynało się miejsce, o którym nikt nie mówił głośno. Nie dlatego, że było zakazane. Niektórych rzeczy nie trzeba zakazywać. Wystarczy, że nie wiadomo, jak do nich dojść.
Mówiono, że nocą ścieżki zmieniają kierunek, że księżyc zostawia na mokrej trawie małe, srebrne znaki i że jeśli podąży się za nimi wystarczająco długo można trafić tam, gdzie spełniają się życzenia- ale tylko te, których nie umiało się wypowiedzieć.
Bo marzenia mają własny język, a niedostatki? Te milczą, rosną po cichu jak mech na kamieniu.
Może dlatego ludzie chodzą nocą po lesie, patrzą pod nogi, szukają znaków, choć sami nie wiedzą, czego właściwie szukają.
Tej nocy księżyc wskazał inną ścieżkę. Poszła. Nie wiedziała dokąd.
I chyba właśnie o to chodziło.
To mój ostatnio napisany krótki tekst, który można przeczytać jak bajkę, ale można też zajrzeć trochę głębiej. Nie chciałam dopowiadać wszystkiego. Jestem ciekawa, co znajdziesz między słowami :)
Komentarze (3)
Na Slam?
Żarcik. Miłego wieczoru i pisania.
B.
Może właściwą ścieżkę?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania